Autor tego bloga należy do grupy „Projekt Prozaicy”, z tego też powodu strona korzysta z płatnych linków. Ujmując to krócej i bardziej zrozumiale – autor zarabia, a czytelnicy nic na tym nie tracą. Te linki są całkowicie bezpieczne dla komputerów, tabletów i smartphone-ów pod warunkiem, że postępuje się zgodnie z instrukcją, czyli nie klika w reklamy, nic nie ściąga na swój sprzęt, a jedynie odczekuje symboliczne pięć sekund i przechodzi dalej. Za wszelkie utrudnienia autor bloga przeprasza, za waszą aktywność jest wdzięczny, a prywatnie pozdrawia i życzy dobrej zabawy podczas czytania.

Link do instrukcji – KLIK

niedziela, 17 grudnia 2017

#70 – „Paulina” – Rozdział 41

Grill rodzinny”

Tomasz prowadził, starając się jechać zgodnie z większością przepisów drogowych. Całkiem inaczej to wyglądało, kiedy jeździł sam. Jednak kiedy w samochodzie miał troje pasażerów – żonę i córki – to nabierał na nagłej ostrożności, zupełnie tak, jakby one były najważniejsze, dużo ważniejsze od niego i od pozostałych uczestników ruchu drogowego.
Paulina co jakiś czas zerkała do tyłu, by upewnić się, że Amelka nadal śpi, a Emilka nie rozrabia. W międzyczasie wsłuchiwała się w głos spikera radiowego i wygrywane w radiu piosenki.
Na miejscu znaleźli się w samą porę, ponieważ Emilia zaczynała się już niecierpliwić, wiercić i wyginać we wszystkich kierunkach, postękując przy tym tak, jakby zaraz miała się rozpłakać. Tomek więc w pierwszej kolejności wypiął ją z fotelika i wziął na ręce.
Iwona otworzyła im szeroko drzwi i przejęła od córki fotelik z młodszą wnuczką. Starszej to tata zdjął kurtkę oraz buciki, zamieniając je na takie, w których chodziła po domu i pozwolił jej pobiec do Bartka, który przyszedł do przedpokoju, by się ze wszystkimi przywitać.
Napijecie się kawy? – zapytała uprzejmie Iwona, ale na Tomka patrzyła się w specyficzny sposób, jakby wilkiem.
Nie wiem, jak Paulina zechce – odpowiedział. – Wrócę się do samochodu po pieluchy i zabawki.
To jak, kawy? – dopytywała córkę, kiedy zięć już zniknął za drzwiami.
Nie, raczej nie. Już dzisiaj piłam dwie. Poza tym Tomek chce mi tylko coś pokazać. Postaramy się wrócić jak najszybciej. – Rozpięła modną, granatową kurtkę i przysiadła w kuchni na krześle.
A jak się układa między wami? – Iwona odstawiła fotelik z Amelką na stół, a kiedy dziewczynka zaczęła się przebudzać, to wsunęła jej smoczek do buzi i zaczęła rozbierać z polarowego kombinezonu.
Paulina zdjęła dziecku czapeczkę i przeczesała dłońmi po jasnych blond włoskach, które dziewczynka z całą pewnością odziedziczyła po niej. Co prawda, teraz Paula się farbowała, bo z wiekiem ten blond ściemniał, ale gdy oglądała swoje zdjęcia z dzieciństwa, to aż zazdrościła samej sobie tej niemal platynowej barwy i wiele by dała aby jej włosy właśnie takimi pozostały.
Pytałam, jak się układa między wam? – przypomniała Iwona, widząc zamyślenie córki, domyślając się, że nie otrzyma od niej odpowiedzi, jeśli nie ponowi pytania.
A nie lepiej od razu zapytać się o to czy mąż mnie bije? Przecież tak naprawdę tylko to chcesz wiedzieć – odparła oskarżycielsko. Wstała, by wyjąć z lodówki coś zimnego do picia. Nie było soku grejpfrutowego, więc zdecydowała się na czerwoną, gazowaną oranżadę.
Gdybym tylko tego chciała się dowiedzieć, to zapytałabym o to jego. On przynajmniej potrafi być szczery.
Paulina napiła się, a potem odłożyła szklankę do zlewozmywaka. Butelkę napoju pozostawiła jednak na blacie.
A co ci miałam powiedzieć? To był jeden raz, nie chciałam byś go przez to skreślała czy traktowała z góry.
Tomek wszedł, więc temat przycichł.
Jedziemy? – zapytał żonę.
Tak, za chwilkę. – Uśmiechnęła się w jego stronę.
Przytaknął ruchem głowy, jakby rozumiał.
Pójdę sprawdzić co Bartek i Emi robią.
Paulina jakby tylko na to czekała aż Tomek zniknie w pokoju i zamknie za sobą drzwi.
Rozmawiałam z nim o tym dzisiaj – przyznała, jednocześnie przypatrując się swoim paznokciom, nie były umalowane. Uświadomiła sobie, że bardzo dawano nie zakładała hybryd, przez co paznokcie jej się połamały i teraz były znacznie krótsze niż zazwyczaj. – Zgodził się pójść na leczenie.
Leczenie?
Do psychologa. Problem w tym, że będę musiała go tam prowadzać i nie wiem czy nie będziemy musieli być tam razem, dlatego będę tobie, Agacie, Natalii i komu tylko się da, podrzucała dziewczyny na półtora godzinki raz w tygodniu czy raz na dwa. Nawet nie wiem jak takie spotkanie wygląda – ostatnie zdanie powiedziała bardziej do samej siebie niż do matki. – Oficjalnie będziemy mówili, że chodzimy na kurs tańca – uprzedziła, by matka czasami nie wydała się przy Tomku, że wie o terapii.
Uważasz, że to dobry pomysł?
Jedyny jaki przyszedł mi do głowy. Co innego mam zrobić? To mój mąż, mam z nim dwie córki i nie wolno mi przekreślać wszystkiego i wywracać ich życia do góry nogami przez jeden incydent.
Iwona patrząc na Paulinę coraz mocniej utwierdzała się w przekonaniu, że to wcale nie był jeden incydent. Szczerze wątpiła, że jej córka angażowałaby osoby trzecie, takie jak psycholog, gdyby faktycznie mąż użył wobec niej siły tylko raz. Co prawda mogła dać wiarę, że uderzenie było jedno, ale spodziewała się, że krzyki i szarpnięcia są w ich domu na porządku dziennym.
Paulina, jakby domyślała się co matce chodziło po głowie, dlatego od razu zdecydowała się sprostować:
On musi porozmawiać z kimś poza mną i to nawet nie dlatego, że mnie uderzył, a przez to jakie miał dzieciństwo i jakie ma relacje z własnym ojcem. W ogóle ten człowiek ostatnio u nas był.
To on żyje?
A czy kiedykolwiek ktoś ci powiedział, że umarł? Tomek ma rodzinę, inna sprawa, że nie ma z nią żadnych kontaktów, że nie chce ich utrzymywać i o ile rozumiem jego żal do matki czy ojca, to nie mam pojęcia co mogło go poróżnić ze starszym bratem.
Zapytaj.
Najpierw poukładamy wszystko między sobą.
Jak chcesz – powiedziała Iwona, biorąc Amelkę na ręce. Wiedziała, że choć ona, będąc na miejscu Pauliny, postąpiłaby zupełnie inaczej, to nie mogła decydować za córkę. Postanowiła jednak ją zapewnił o tym, że zawsze może na nią liczyć. – Gdyby coś się działo, cokolwiek, to nie myśl, nie wahaj się tylko od razu przyjeżdżaj z dziećmi tutaj. Możesz dzwonić nawet w środku nocy.
Okay – przytaknęła, jednocześnie zapinając kurtkę. – Będziemy się zbierać. Zobaczymy, jaką ma dla mnie niespodziankę.
Urodziny – przypomniała sobie nagle Iwona. – Przepraszam, przez to wszystko co się ostatnio działo wypadło mi z głowy, że to dziś. – Podeszła do córki, by lekko ją uścisnąć, zważając na to, że Amelka ciągle była na jej rękach.
Nie szkodzi, ja jeszcze nie zrobiłam użytku z zeszłorocznego prezentu. – Machnęła na to ręką, a potem zawołała męża.
Paulina nie wiedziała dokąd się wybierają, ale gdy wyjechali za miasto zaczynała się już mocno niecierpliwić i dopytywać co to za niespodzianka.
Tomek nagle zjechał na pobocze i wyciągnął ze schowka samochodowego swój szalik. Podał go Paulinie.
Zawiąż oczy – powiedział z lekkim uśmiechem. A gdy zaczęła spełniać jego prośbę, to dodał – tylko nie oszukuj, nie wolno ci podglądać.
Zaśmiała się, choć czuła niepokój, gdy samą siebie pozbawiła zmysłu wzroku. Ten niepokój nasilił się, gdy Tomek zatrzymał samochód ponownie i z niego wysiadł, na co wskazywało trzaśnięcie drzwiami. Szybko otworzył te po jej stronie i podał jej obie ręce. Poprowadził niemal pod sam dom, a dokładniej pod miejsce, gdzie powinna znajdować się furtka i ogrodzenie. Odwrócił żonę tyłem do domu, a przodem do siebie. Gdy zdjął szalik z jej oczu, to widziała jedynie męża i las rozciągający się za jego plecami. Zdziwiła się, ale nim zdążyła cokolwiek powiedzieć, to Tomasz szepnął:
Spójrz za siebie.
Zrobiła jak kazał i nie wiedziała czy powinna czuć się szczęśliwa, czy zawiedziona. Tomek obejmował ją w pasie i mówił, gdzie będzie ogrodzenie i jak duża jest działka za domem, że za dwa tygodnie będą już drzwi i okna, a na lato zajmą się ocieplaniem i tynkowaniem, a ona miała w głowie jedynie to, że większość małżeństw decyzję o ewentualnej przeprowadzce czy budowie domu podejmuje wspólnie. Nie mogła jednak urządzać awantur, wiedząc, że Tomek chciał dobrze i że to od początku miała być niespodzianka. Poza tym z mieszkaniem, które obecnie zamieszkiwali miała dużo negatywnych wspomnień. Z nowym domem nie chciała mieć ani jednego złego wspomnienia, dlatego odwróciła się do męża i zarzuciła ręce na jego szyję. Uścisnęła, pocałowała, a potem wtuliła się z ufnością, jakby samą siebie chciała przekonać do tego, że jeszcze potrafi mu zaufać.
Chcę już, by było dobrze – szepnęła w materiał jego kurtki.
Będzie – zapewnił, muskając delikatnie jej włosy.
I było dobrze, długie miesiące układało im się naprawdę nieźle. Tomek dostawał coraz więcej zleceń, przez co budowa posuwała się z każdym dniem do przodu. Jednocześnie nie przepracowywał się, bo wraz ze zwrotem podatku stać go było na zatrudnienie większej ilości pracowników. Paulina na jakiś czas zrezygnowała ze szkoły, ale wróciła na kurs prawa jazdy i w końcu udało jej się zdać jazdę za trzecim podejściem. Było to latem, więc na tę część zorganizowali grilla w gronie najbliższej rodziny i przyjaciół, przy okazji też chcieli wszystkich zaprosić na podwójne chrzciny, które zaplanowane były na przedostatnią sobotę wakacji.
Bo w ostatnią wyjeżdżamy – pochwaliła się wszystkim. Zahuśtała kolanami, dostrzegając zniecierpliwienie Amelki. – Kosi, kosi? – zapytała.
Ne – odpowiedziała dziewczynka i nie pozwoliła na to, by mama dłużej trzymała ją za rączki. Chciała już zejść z jej kolan i powrócić do zabawy w piaskownicy.
Tylko znowu nie jedz piasku – upomniała ją Paula, gdy tylko dostrzegła w jakim kierunku dziewczynka biegnie. Założyła okulary przeciwsłoneczne na oczy i powróciła do popijania butelkowego piwa. – Będę prowadziła całą drogę nad morze – dokończyła przechwałki.
Da ci swój samochód? – nie mogła się nadziwić Agata. Doskonale zdawała sobie sprawę z tego, że mężczyźni bywają przewrażliwieni na tle swoich czterech kółek.
Tylko dlatego, że po wakacjach wymieniam go na inny – odpowiedział Tomek, który po obróceniu szaszłyków i kiełbasek niespodziewanie pochylił się i wtulił w opalającą plecy żonę.
Oliwka... – zamarudziła. – Wytarłeś ją ze mnie. Teraz nasmaruj.
Teraz to nie mogę, bo operuję... o tym. – Pokazał przed oczy żony narzędzie do odwracania kiełbasek, które nie miał pojęcia jak fachowo się nazywa.
Rozpalałeś grilla dwie godziny, nie dziwi mnie, że teraz nie opuszczasz go na krok.
Poszłoby nam sprawniej, tylko wiatr wiał nie w tę stronę.
Właśnie – poparł wujka Bartuś.
Nie chcę się z wami kłócić, panowie, ale dziś nie było wcale wiatru – wtrąciła Agata, na co Iwona, Natalia i Paulina głośno się zaśmiały.
Emilka zawołała lody, więc Tomek wysłał Bartka do domu.
Tam, praktycznie to w sypialni, powinna stać taka duża, stara lodówka! – krzyczał do idącego tyłem chłopca.
Znajdę, poszukam! – zapewniał ośmiolatek.
Tylko wejdź tyłem!
Co!?
Tylnym wejściem wejdź, bo przód jest opłytkowany! – wyjaśnił, jednocześnie pokazując to wszystko dziecku na migi.
I piwo weź przynieść! – krzyknęła Natalia.
Aha! Dobra!
Bartek całkiem szybko powrócił.
Przyniosłem dla wszystkich – oznajmił, ledwie niosąc małą na sześć butelek skrzyneczkę piwa i dziesięć lodów na patyku, które co jakiś czas upadały mu na ziemię.
Pomogę – zaoferował się przyjaciel Tomka, Oktawian. Podbiegł do chłopca i pozbierał wszystko co ten upuścił.
Wszedłeś tylnym wejściem? – upewniał się Bordych.
Nie, a miałem? – zdziwił się Tosiek, a całe towarzystwo nagle zaprzestało rozmowy.
Wszyscy spojrzeli po sobie. Paulina odwróciła się, by zobaczyć minę męża i zapobiegawczo powiedziała:
Tylko na niego nie krzycz.
Przecież żartowałem! – wykrzyknął radośnie Bartuś, nim Tomasz zdążył wybuchnąć. – Tylnym wszedłem, tylnym. Tylko nie rozumiem co te płytki są takie ważne.
Bo wybrała takie – Tomek wskazał łopatką, którą trzymał w ręce, wprost na żonę – że trzeba wzorem je dopasowywać i kurwicy dziś na to dostawałem.
Bo ładne były – wtrąciła Paulina, niewinnie wzruszając przy tym ramionami.
To teraz rozumiem – stwierdził współczująco Tosiek, a potem wyjął z papierka swojego loda. Konsumowanie słodyczy ani trochę nie przeszkadzało mu w wykonywaniu nożnego żonglowania piłką.
Ama, ama! – wykrzykiwała Amelka, porzucając zabawę w piasku i biegnąc w stronę starszej siostry, której ciocia Agata podawała loda na patyku wprost do rączki.
Chodź do mnie! – zawołała Paulina. – Spróbujesz ode mnie.
Ama! – Dziesięciomiesięczna, jasnowłosa dziewczynka stanęła przed matką i rozdziawiła szeroko usteczka, nie mogąc się doczekać aż pozna całkiem nowy smak. Zmarszczyła nosek i czółko, gdy na własnym języku przekonała się, że lody są zimne, czym wprawiła całe towarzystwo w rozbawienie. Pomimo tego jednak nie zrezygnowała, cmokała dalej, mlaszcząc przy tym i krzywiąc się, a nawet mrużąc oczy.

Tu miał być jeszcze pewien fragment o tym jak Emilka wlezie Tomkowi w te przeklęte płytki, ale postanowiłem przenieść go do kolejnego rozdziału, bo:
po pierwsze, potrzebny jest mi dla zachowania płynności kolejnego rozdziału
po drugie, chciałem Was zapytać jakiej reakcji spodziewacie się po Tomku.
Tak więc, jakiej reakcji spodziewacie się po Tomaszu, gdy już mu Emilka wejdzie na te świeżo położone płytki?