Autor tego bloga należy do grupy „Projekt Prozaicy”, z tego też powodu strona korzysta z płatnych linków. Ujmując to krócej i bardziej zrozumiale – autor zarabia, a czytelnicy nic na tym nie tracą. Te linki są całkowicie bezpieczne dla komputerów, tabletów i smartphone-ów pod warunkiem, że postępuje się zgodnie z instrukcją, czyli nie klika w reklamy, nic nie ściąga na swój sprzęt, a jedynie odczekuje symboliczne pięć sekund i przechodzi dalej. Za wszelkie utrudnienia autor bloga przeprasza, za waszą aktywność jest wdzięczny, a prywatnie pozdrawia i życzy dobrej zabawy podczas czytania.

Link do instrukcji – KLIK

czwartek, 18 stycznia 2018

#77 – „Zbrodnia w miasteczku” – Rozdział 11

Ale dlaczego?”

Adela czekała na Alicię na pierwszym piętrze, przy schodach, które prowadziły na wyższe piętra, a następnie na przestronne poddasze. Gładziła dłonią złoconą poręcz i zastanawiała się czy Dorian miał rację. Faktycznie, postąpiła nierozsądnie godząc się zapewnić nocleg nie tylko przyjaciółce, ale także całkiem obcemu mężczyźnie, z którym ta przyjechała do jej posiadłości.
W ciąży jest z jednym, a przyjeżdża tu z drugim. Ty wiesz co to oznacza!? – wrzeszczał tamtego dnia Dorian. – Ojciec jak się o tym dowie, to umrze w sekundę!
Słowa męża ciągle pobrzmiewały w głowie Adelaidy i to ze wzmożonym echem. Co prawda śmierć teścia nieszczególnie by ją obeszła, bo szczerze miała dość tego starego, upierdliwego marudy, który im starszy był tym bardziej zatruwał życie i spokój wszystkich wokoło. Adela jednak pragnęła być możliwie jak najdalej od wszelkich skandali. Miała hrabiowskie korzenie i do dzisiejszego dnia czasami posługiwała się tytułem, którego przecież jako córka nie mogła odziedziczyć. W przyszłości jednak pragnęła, by szlachecki tytuł wrócił na łono jej rodziny. Planowała znaleźć synowi żonę z odpowiednio upozycjonowanej rodziny, a by to uczynić musiała dbać o nazwisko, które i tak już zszargał brat męża żeniąc się z córką pierwszej lepszej kobiety, która prowadziła się gorzej niż niejedna prostytutka.
Adela zrozumiałaby szwagra, gdyby ten związał się z kobietą biedną, ale porządną i pochodzącą z rodziny trzymającej się jakiś tradycji i pewnej, narzuconej z góry przyzwoitości. Taki związek byłby mezaliansem, na swój sposób też byłby skandalem i ojciec również by mu tego nigdy nie wybaczył, ale echo po takim ślubie szybciej ucichłoby i nie zawędrowało aż tak daleko. A tak? Hadrian sprawił, że za ich nazwiskiem ciągnęła się niezbyt dobra reputacja.
W końcu zjawiła się Alicia i samą swoją obecnością sprawiła, że Adela powróciła z przeróżnych rozmyślań wprost do rzeczywistości. Wspólnie udały się na strych, który był znacznie większy od wszystkich znajdujących się w okolicznych domach i kamienicach. To poddasze było też znacznie bardziej uporządkowane, bez lepkiego brudu i kurzu osiadającego na starych przedmiotach.
Zbite lustro – zauważyła Alicia. – Nie przynosi czasem nieszczęścia? – zapytała z lekkim uśmiechem.
Pewnie gdybym je wyrzuciła na śmieci, to z zemsty przyniosłoby mi nieszczęście, a tak ma całkiem sporawy pokoik – odpowiedziała i w dziewczęcy sposób wzruszyła ramionami, niczym najprawdziwsze niewiniątko. – A tak całkiem poważnie, to przypomina mi pierwszą kłótnie z mężem i moment, gdy rzuciłam w niego pudrem ryżowym. Gdyby się nie uchylił, to lustro byłoby całe. Tak więc, to on bardziej przyczynił się do jego stłuczenia niż ja.
Oczywiście – odparła ironicznym tonem Alicia. – To wszystko jego wina – dodała, nie mogąc dłużej powstrzymać śmiechu.
Panna Montero zaczęła rozglądać się dookoła. Dostrzegła regały ze starymi książkami i albumami, zajmujące niemal połowę poddasza. Przypominało jej to małą bibliotekę, tak naprawdę tylko nieco mniejszą niż ta szkolna. Była też szafa bez drzwi, a w niej dużo ubrań. Każde okryte było czarną lub granatową peleryną, która miała chronić przed zabrudzeniem. Na parapecie poustawiane były stare, porcelanowe lalki, a obok nich skrzynia. Alicia nie potrafiła się powstrzymać i zerknęła do jej środka.
Miałaś małą, porcelanową zastawę? – zapytała przyjaciółkę.
Nie ja. To rzeczy Carloty. Ja to się, moja droga, bawiłam chłopięcymi zabawkami. Uwielbiałam drewniany miecz kuzyna – wspominała. – Od zawsze wiedziałam, że by zrozumieć mężczyzn, trzeba myśleć tak jak oni, a by to było możliwe, to trzeba z nimi spędzać bardzo dużo czasu. Postanowiłam zacząć już od dzieciństwa, by żadnego dnia nie zmarnować.
Nigdy nie wiem kiedy żartujesz, a kiedy mówisz całkiem poważnie. – Alicia przyglądała się klęczącej na czystej podłodze Adeli, która po otwarciu kolejnej skrzyni, w końcu w pełni zadowolona z siebie, zakomunikowała, że znalazła, to czego szukała.
Tam dalej powinny być jeszcze zabawki – mówiła, wyjmując jedno z dziecięcych ubranek.
Były to typowe, bawełniane śpioszki, które pomimo lat nie utraciły na śnieżnobiałym kolorze. Na rękawkach zakończone były delikatną koronką.
Marcos właściwie ich nie używał – wspomniała. – Miał je może raz czy dwa na sobie.
Dlaczego? Są piękne. – Alicia przyklęknęła przy otwartej skrzyni i zaczęła oglądać pozostałe dziecięce ciuszki.
Adelaida westchnęła.
Urodził się na tyle duży, że wszystko co zakupiliśmy na pierwszy miesiąc było na niego za małe już po tygodniu. Bardzo szybko też przybierał na wasze. Nie tył, ale rósł.
Nadal jest wysoki.
Po ojcu raczej tego nie odziedziczył – zażartowała.
W ogóle nie jest do was podobny. Przepraszam.
Nie szkodzi. Zdaję sobie z tego sprawę, że jak wszyscy stoimy obok siebie, to nie widać żadnych podobieństw. Dorian przynajmniej może mówić, że syn odziedziczył po nim wszystko od pasa w dół, a ja? Co mam powiedzieć ja? Złośliwy był od poczęcia i geny przyjął po jakiś dalszych przodkach. Trochę do mojego dziadka jest podobny, ale na szczęście nie odziedziczył po nim zeza. Ten człowiek głowę miał skierowaną do okna, a widział kto wchodzi drzwiami, które były po stronie jego profilu i to co po drugiej stronie też widział. To było straszne. Kuzyn go przezywał kameleonem. Oczywiście wtedy, gdy nikt z dorosłych go nie słyszał.
Alicia zaśmiała się, a Adela odnalazła kolejną skrzynię. Tym razem pełną pluszaków oraz drewnianych grzechotek i gryzaków. Niektóre z nich były w kształcie zwierzątek, takich jak lew, krowa, żyrafa.
Same tego nie zatargamy nawet na parter – stwierdziła Adela. – Jeśli chodzi o służbę, to brakuje męskich rąk do pracy. Zawołam szofera, a ty może poproś o pomoc tego swojego nowego przyjaciela. Niech załadują to do samochodu i gdy zechcesz już wracać do domu, to szofer odwiezie to razem z tobą. Pomoże też wnieść do mieszkania.
To może go zatrudnij – zaproponowała Alicia. – Mówił, że planuje w miasteczku zatrzymać się na dłużej. Praca mu się przyda.
Wygląda na majętnego – zauważyła Adelaida. – Nie sądzę, by usatysfakcjonowała go posada lokaja. Aczkolwiek, gdyby się zgodził, to dla niego mogłabym stworzyć nawet takie stanowisko jak „zadowalacz oczu”.
Słucham?
Nie mów, że nie cieszy twojego wzroku – wykpiła Adela. – Nie jesteś aż tak zapatrzona w tego swojego Pedro.
Nie, nie jestem, ale Patrizio jest od nas dużo młodszy. – Alicia zawstydziła się i dało się to zauważyć po szkarłacie, który wystąpił na jej policzkach. Odgarnęła niesforny kosmyk za ucho, by ukryć zmieszanie. – Od ciebie to nawet z dziesięć lat.
Dziękuję za to, że mi przypomniałaś, że to ja jestem ta starsza. – Pchnęła przyjaciółkę w ramię i wstała z kucek. – Idę po szofera.
To ja w takim razie po Patrizia.

Hadrian po otrzymaniu bury od szefa za samowolne działanie, spotkał się na korytarzu z patologiem. Wolał nie wchodzić do miejsca gdzie przechowywane były zwłoki. Co prawda rzadkością było, by w tamtym pokoju przebywały ofiary mordów, ale zdarzali się pijacy, którym serce nie wytrzymało i samobójcy, którzy nie byli w stanie przełknąć trudów życia, samotności, braku wystarczającej ilości pieniędzy czy zdrad swych żon. Na samą myśl o zdradach Hadrianowi w dziwny sposób zakołatało serce. Krew zawrzała w żyłach, a oddech utracił na miarowości, stał się płytki, jakby mężczyzna z trudnością łapał powietrze.
Dobrze się czujesz? – zapytał Javier. W dłoni trzymał wszystkie notatki jakie poczynił podczas dokładnego oglądania zwłok.
Tak, już w porządku – odparł Hadrian, chociaż od kilku dni odnosił wrażenie, że nic w jego życiu nie jest w porządku, ale przecież nie mógł się tym podzielić nawet z najlepszym przyjacielem, a co dopiero z niemal obcym człowiekiem, z którym przychodziło mu od czasu do czasu pracować.
Javier nie uwierzył Alarconowi, ale postanowił się nachalnie nie wypytywać. Rozłożył notatki na parapecie i zaczął wyjaśniać:
Nóż ominął wszystkie ważniejsze narządy. Miała szczęście.
Zmarła – przypomniał Hadrian z cynicznym uśmieszkiem, bo on nieco inaczej rozumiał pojęcie szczęścia niż blondyn stojący obok niego.
Tak, ale nie od noża. Nożem ją zaatakowano, być może nim ją osłabiono, powalono na ziemię. Może zemdlała na widok krwi i z powodu bólu, ale wykrwawiałaby się godzinami, bo rana nie była ani duża, ani głęboka.
Zmarła na skutek wykrwawienia? – spytał, a przy tym czuł się winny i także obwiniał to dziecko, które jako pierwsze ją znalazło, bo być może, gdyby ono wcześniej kogoś wezwało, to Glorię dałoby się uratować.
Też bym tak sądził, gdyby nie bruzda na jej szyi.
Bruzda?
Tak. Twoja denatka została uduszona i to nie gołymi rękoma.
A czym?
Nie wiem. Czymś cienkim, a zarazem mocnym. Sznur pozostawiłby inne ślady, podobne jak u samobójców. Materiał jakiegoś ubrania czy prześcieradło nie weszłoby aż tak głęboko w ciało. Odebrałoby jedynie dopływ powietrza i pozostawiło kilka zasinień.
Cienkie i mocne – powtórzył Hadrian. – Trudnością byłoby znaleźć nóż, gdyby ten był narzędziem zbrodni, a teraz muszę szukać czegoś co nie wiem nawet jak wygląda, ale wiem jakie ślady zostawia. Na kim mam to przetestować? – Nerwowo przeszedł się po korytarzu. Wyjął z kieszeni kamizelki paczkę papierosów oraz zapałki.
Javier przyglądał się Alarconowi, który miał trudności z odpaleniem, a gdy w końcu mu się to udało, to postanowił opowiedzieć co jeszcze zauważył na ciele kobiety.
To narzędzie, być może jakąś linę, skręcano z tyłu, bo są tego ślady na karku. Możliwe więc, że ona sama nie widziała twarzy mordercy.
I tak bym jej o to nie zapytał.
Wcześniej się z kimś szarpała, być może to w tej szamotaninie dostała nożem. Samo wbicie przedmiotu w ciało jest zastanawiające, bardziej przypadkowe, niż zaplanowane.
Jak można kogoś przypadkiem źgnąć nożem? – nie dowierzał Hadrian.
Gdybyś chciał kogoś zaatakować, to trzymałbyś nóż tak. – Javier chwycił za ołówek, zamykając go w całej pięści, w taki sposób, że rysik znajdował się bliżej małego palca. – Wtedy uderzenia spadałyby z góry i nigdy pod kątem bliskim dziewięćdziesięciu stopni. – No chyba, że uderzyłbyś nożem o tak. – Ciągle trzymał ołówek w taki sam sposób, ale teraz przyłożył jego nieostrą stronę do własnej klatki piersiowej i ruszył krok w przód. – Tylko wtedy zraniłby ją ktoś bardzo niski, wręcz karłowaty.
Albo dziecko – wywnioskował Hadrian.
To straszna teoria, ale taki scenariusz jest jak najbardziej prawdopodobny. To dziecko mogło jej nawet nie zaatakować. Dzieci mogły się bawić, tak jak zawsze w tej opuszczonej chacie, a ona mogła tam po prostu wbiec, być może samej się nadziać na trzymany przez kogoś nóż.
Musiałaby być bardzo przestraszona, by tego nie zauważyć i tak po prostu się nadziać.
Albo dziecko musiałoby być przerażone i wyjść jej naprzeciw. Ma też otarcia na skórze i siniec na policzku oraz siniaki na ramionach. Jakby ktoś ją za nie chwycił i intensywnie potrząsnął.
To tłumaczy czemu mogła uciekać.
Tak, ale równie dobrze mogła ją potraktować tym nożem osoba, z którą się szarpała.
Nawet jeśli nie była niska? – dopytywał Hadrian, zaciągając się papierosem z każdym kolejnym razem coraz mocniej.
Tak, wystarczyłoby aby tak trzymała narzędzie. – Javier złapał ołówek odwrotnie niż poprzednim razem, tak, że kciuk znajdował się po stronie rysika. Wtedy kąt powstały między ciałem, a nożem...
Nie cierpię matematyki – wspomniał Hadrian. – Możesz bardziej... po normalnemu? – Specyficznie zakręcił kółko dwoma palcami, między którymi trzymał prawie już wypalonego papierosa.
Mogę narysować. – Javier na ostatnim wolnym fragmencie kartki odręcznie utworzył kąt równy dziewięćdziesięciu stopni.
Ale to by znaczyło, że ofiara i... – Hadrian na moment zamilkł i szukał odpowiedniego słowa, gdyż w pierwszej chwili, tego kto źgnął Glorię nożem chciał nazwać mordercą. – Ofiara i atakujący musieli być podobnego wzrostu – wysłowił się w końcu.
Niekoniecznie. Ktoś wyższy mógłby się pochylić.
A ktoś mniejszy podskoczyć? – dopytywał żartobliwie, choć sytuacja nie była odpowiednia do żartów.
To tak nie działa.
Czyli to wykluczyłoby dzieci z kręgu podejrzanych – wywnioskował Hadrian.
Tak, wtedy jak najbardziej tak. Chyba, że dziecko byłoby wysokie, co najmniej tak wysokie jak większość kobiet, może o głowę niższe, nie więcej – objaśnił. – A skoro już jesteśmy przy temacie dzieci, to twoja denatka rodziła.
Słucham?
Nie mówię, że chwilę przed śmiercią czy, że w ostatnim roku, ale dziecko jak wychodzi z kobiety, to zawsze ją trochę rozrywa.
Moją żonę nacinała sąsiadka – wspomniał Alarcon. – Dziewczynki rodziły się zimą, pierwszy raz widziałem wtedy śnieg. Nie było możliwości bym pojechał po lekarza czy jakąś doświadczoną akuszerkę.
Więc sam wiesz, że rozerwanie czy nacięcie zawsze pozostawia bliznę.
Czyli Gloria była matką.
Najprawdopodobniej też żoną. Miała na palcu obrączkę. Jedna litera zgadza się z jej imieniem, druga to C.
Wiesz ile jest imion na C? – zapytał zbulwersowany Hadrian.
A ile ślubów między Glorią a tajemniczym C odbyło się w tysiąc dziewięćset pierwszym roku?
Trzynaście lat temu – obliczył szybko Hadrian. – Trzeba by było skontaktować się z każdą parafią. Nawet nie wiadomo czy pochodziła stąd. Równie dobrze mogła być innej narodowości.
Nie zazdroszczę ci szukania igły w stogu siana, ale to jedyne co na razie mamy. Prawdopodobnie też sama przybyła do miasteczka, raczej nikt ją nie porwał i tu nie porzucił. Może więc zacznij od szukania mężczyzn, których imię zaczyna się na literę C. w naszych okolicach i okolicznych kościołach.
Wyślę tam kogoś, jutro powiem o tym Dante i jakoś podzielę pracę między całą naszą czwórkę. Dziś wolę go już nie oglądać na oczy. Obrączkę miała jakąś wymyślną czy standardową?
Najzwyklejszą, taką samą jak twoja.
Ja nie byłem jej mężem – oznajmił szybko Hadrian. – To musiał być jakiś Cornelio, Crispino, Cristiano, Cleto... kurwa, imion na C jest więcej niż sądziłem.
Casimiro, Camilio, Clemente, Claudio, Costantino, Carlos...
Nie pomagasz! – przerwał podniesionym tonem wypowiedź Javiera.
Pociesz się tym, że przynajmniej wiesz jak ona miała na imię. To nieco ułatwia.
Gówno, a nie ułatwia – skwitował Alarcon.

Alicia zastukała w białe drzwi jakich było wiele w posiadłości Alarconów. Wyczekiwała jakichkolwiek słów, niekoniecznie „proszę”, ale chociażby „wejść”. Odpowiedziała jej jednak głucha cisza. Ponowiła stukanie, ale Patrizio nadal się nie odzywał. Jednak kiedy już miała zrezygnować i odejść, to drzwi otworzyły się.
Cześć – przywitał się, a potem wycofał o dwa spore kroki w tył, jakby chciał zrobić jej miejsce, by mogła wejść.
Przyjrzała się uważniej mężczyźnie, którego tors opinał zszarzały podkoszulek na długi rękaw. Koniec podkoszulka sięgał mu niemal do połowy ud, przez co spuszczone szelki ledwie spod niego wystawały.
Musiałem wciągnąć spodnie zanim otworzyłem. Jestem strasznym śpiochem – objaśnił, wskazując na niepościelone łóżko.
Alicia zdecydowała się wejść głębiej, a on zamknąć za nią drzwi.
Chciałam cię prosić o pomoc – zaczęła szybko, bo przebywanie z nim sam na sam w jednym pomieszczeniu specyficznie na nią wpływało. Odczuwała dziwne poruszenie, takie lekkie zdenerwowanie, które było jej zupełnie obce, gdyż nie zaznała go nigdy wcześniej.
Patrizio usiadł na łóżku. Rozrzucone na wszystkie strony włosy, jednym zdecydowanym ruchem zaczesał do tyłu. Jego twarz była gładka, promienna i bardziej na myśl przywodziła jeszcze chłopca niżeli już mężczyznę.
Co mogę dla ciebie zrobić? – Wzrok skierował w górę, tak by móc dosięgnąć nim do jej twarzy. Nie przeszkadzało mu, że siedząc jest od niej niższy. Bardziej nie rozumiał dlaczego to ona stoi, zamiast zająć miejsce na jednym z krzeseł postawionych pod ścianą.
Muszę spakować kilka rzeczy do samochodu.
Mojego? – zdziwił się. – Jeśli mam cię gdzieś zawieźć, to mów, śmiało.
Nie, nie. Skorzystam z samochodu Alarconów.
A więc tak się nazywają? – dopytywał.
Co? – zdawała się niczego nie rozumieć.
Ludzie, u których ja i ty się zatrzymaliśmy – objaśnił.
Tak. Adela i Dorian Alarconowie. Moja przyjaciółka i jej mąż.
To musi być przyjemne – stwierdził, a potem wstał i zaczął na jej oczach wsuwać podkoszulek do niezapiętych spodni.
Co takiego? – wyszeptała. Głośno przełknęła ślinę i odwróciła wzrok.
Posiadanie przyjaciół – odpowiedział na jej pytanie. – Możesz patrzeć, niczego nie zdejmę. Ubieram się. – Ponownie usiadł na łóżku, tym razem w celu założenia skarpet oraz butów. Gdy wstawał, jednocześnie zakładał szelki na nieszerokie, ale też nie zupełnie szczupłe ramiona. – Musimy od razu się brać do pracy, czy możemy jeszcze najpierw zapalić? – Sięgnął po swoją marynarkę po to, by wyjąć z niej srebrną papierośnicę.
Nie lubię palić – stwierdziła.
On jednak wyczuł niepewność w jej głosie, dlatego postanowił zapytać:
A kiedykolwiek wcześniej to robiłaś?
Dawno temu. Prawie udusiłam się dymem.
Musiałaś mieć kiepskiego nauczyciela – zażartował, a przy tym uśmiechnął się tak, że dołeczki w jego policzkach stały się widoczne.
Alicia zauważyła, że lewy znajduje się znacznie wyżej od prawego. Odwzajemniła też uśmiech.
Nikt mnie nie uczył. Podkradłam papierosy tacie, bo chciałam spróbować jak to jest palić – wspominała, jednocześnie pamiętając lanie jakie za to zebrała od matki, której nie rozchodziło się o samo skosztowanie papierosa, ale o fakt jakim była kradzież.
Ja okradałem siostrę. Nigdy nie zauważyła. Albo udawała, że nie zauważa. – Niedbale wzruszył ramionami, a językiem przejechał po spierzchniętych, suchych wargach. Mógł napić się wody, która stała w dzbanku na stoliku nocnym. Wybrał jednak koniak, który znajdował się w jego piersiówce. Skrzywił się, bo nie przepadał za smakiem alkoholu i tak naprawdę bardzo rzadko pił. Podniecało go jednak to ciepło, które rozchodziło się po wnętrzu przy każdym jednym łyku. Teraz rozumiał co Gloria widziała w piciu. Nie pojmował jedynie jak mogła na rzecz wlewania w siebie trunków całkiem zrezygnować z życia, nie tylko tego towarzyskiego, ale ogólnie życia w każdym tego słowa znaczeniu.
Założył przykładnie koszulę i chyba był jedynym mężczyzną, jakiego znała Alicia, który zakładał koszulę na szelki, a nie odwrotnie.
Zapalimy po przeniesieniu tego co tam musisz przenieść – zadecydował i ruszył w stronę drzwi. Przytrzymał je otwarte na oścież, by mogła pierwsza przez nie przejść. – Prowadź – wyszeptał znajdując się dokładnie za jej plecami.
Przebiegł ją dreszcz, tak bliski, a jednocześnie tak inny od dreszczu, który odczuwała kiedy Pedro szeptał z ustami zbliżonymi do jej szyi. Właściwie to czuła się bardzo podobnie jak z Pedrem na początku znajomości. Nie tej znajomości z dzieciństwa, gdyż wtedy jeszcze nie zwracała na niego szczególnej uwagi. Jednak kiedy podjęła się pracy jako nauczycielka i często bywali sami w pokoju nauczycielskim albo dyżurowali na tym samym korytarzu lub boisku, to w jego towarzystwie odczuwała podobnie zniecierpliwienie. Tak, to zniecierpliwienie było najsilniejszym z odczuć, a nie zawstydzenie czy onieśmielenie. Niecierpliwiła się brakiem reakcji czy też brakiem działania z jego strony, jakby pragnęła, by inaczej reagował na jej słowa lub sam zaczął działać i by dzięki temu ich znajomość ożyła, nabrała różnych barw, przetrwała. Nie rozumiała jednak dlaczego przy Patriziu teraz czuła się niemal dokładnie tak samo. Kiedyś łączyła to uczucie z miłością i myślała, że bez niej jest niemożliwe. Teraz zaczynała pojmować, że to tylko zauroczenie... taka namiętność, która budzi się w każdej kobiecie, kiedy poznaje mężczyznę, któremu gotowa jest się oddać, gdy tylko nadarzy się ku temu okazja, a okoliczności będą sprzyjające.

Antonio i Jacopo powrócili do domu. Matkę jak zwykle zastali w kuchni. Zmywała talerz, trzy już leżał na suszarce.
Tata już był? – zapytał dziesięciolatek, zajmując miejsce przy stole.
Tak. Musiał jeszcze na chwilę wyjść.
To dobrze – przeszło przez myśl Antoniowi i nie omieszkał wypowiedzieć tego na głos.
Nie lubisz jak tata jest w domu? – zainteresowała się, nalewając chłopcom zupy na talerze.
Kiedy wracam ze szkoły to nie, bo zawsze wtedy pyta jak w niej było i tak wypytuje i wypytuje, i prawie zawsze się o coś zdenerwuje, gdy mówię mu prawdę, a gdy kłamię... tak troszeczkę, gdy kłamie, to zawsze to widzi.
Sylvia zaśmiała się i pokręciła głową. Postawiła talerze przed chłopcami. Korzystając z tego, że Matteo i Clara drzemali, dosiadła się do stołu i zapytała:
To jak było w szkole?
Nie, tylko nie to. Dosyć, że się tam jest pół dnia, to jeszcze drugie pół człowieka męczą pytaniami. – Chłopiec złapał się za głowę i z załamaniem wsparł łokcie na stole.
A będziemy mogli wyjść pojeździć na rowerach jak już zjemy? – zapytał Jacopo.
Jak zjecie, to pewnie tata już wróci i pójdziemy na gofry. Tam pojeździcie.
Na gofry? – zdziwił się Jacopo. – Nie ma soboty. Jest środek tygodnia.
Jak nie chcesz, to nie idź. Zjem wtedy twoją porcję! – krzyknął szczęśliwy Antonio, za co starszy brat wymierzył mu kopniaka pod stołem. – Ała! Gnoju ty – odparł na uderzenie Antonio i także spróbował dosięgnąć swoimi stopami do łydek brata, by mu je porządnie skopać.
Natychmiast obaj przestańcie! – uniosła się Sylvia.
Pierwszy mnie kopnął – powiedział Antonio na swoją obronę.
Nieważne, macie przestać i już.
Ale on zaczął! – trwał przy swoim ciemny blondynek.
Ale macie przestać.
Ale i tak on zaczął.
A więc proszę bardzo, pozabijajcie się nawzajem. – Wstała od stołu i wyszła, mając serdecznie dość nieustannych kłótni i przepychanek pomiędzy synami.
Widzisz co zrobiłeś? Zdenerwowałeś mamę – oskarżył Jacopo młodszego brata.
Gdybyś mnie nie kopnął, to by się nie zdenerwowała – odpowiedział szybko Antonio. – Nie będę się do ciebie odzywał.
W końcu będzie spokój, bo tylko paplesz i paplesz.
W takim razie będę peplał i peplał, skoro tego nie lubisz. Nawet będę jadł i peplał – zapowiedział i rzeczywiście co przełknął łyżkę zupy, to mówił sam do siebie jaka to ta zupa pyszna i jaki to jego brzuszek jest głodny.

Clara Alarcon należała do tego typu kobiet, które dom parzył. Nie lubiła w nim przebywać i to jeszcze na długo przed tym nim mąż ją zbił. Sama była zdania, że nie każda kobieta musi być domatorką.
Babcia uważała, że Clara odziedziczyła to po matce, że niechęć do zamykania się w czterech ścianach otrzymała w genach, dlatego bardzo zdziwiła ją decyzja wnuczki, która pewnego dnia oznajmiła jej, że od dłuższego czasu się z kimś spotyka i zamierza wyjść za mąż. Camila nie była tej decyzji przeciwna, ale już wtedy spodziewała się, że przyniesie to kłopoty i nowe problemy.
Kolejne zdziwienie u babci, Clara wywołała wybrankiem. Camila była doświadczona przez życie i wiele w nim widziała, stąd też była pewna, że mieszanie klas społecznych nigdy nie przynosi niczego dobrego. Pomimo tego wszystkiego jednak polubiła Hadriana. Oczywiście od razu zauważyła, że ani trochę nie pasuje on do jej wnuczki, ale nie chciała się wtrącać, wywierać na młodych presji i podejmować tak ważnych decyzji za nich. Była zdania, że każdy jest kowalem własnego losu i że jak sobie pościelą tak się wyśpią. Po latach okazało się, że, choć bardzo nie chciała, to jednak miała rację, bo zarówno Clara, jak i Hadrian, przestali się wysypiać.
Rudowłosa snuła się po domu niczym cień i nawet, gdy starała się coś robić, by czymś zająć sobie czas, to zdawała się myślami być zupełnie gdzie indziej. Wyglądało to tak, jakby była ciągle nieobecna. Nawet na nie wszystkie pytania dziewczynek udzielała odpowiedzi. Momentami zupełnie je ignorowała.
Aurora, nie wchodź na krzesło, bo spadniesz – Camila zwróciła uwagę prawnuczce i usiadła przy niewielkim, kuchennym stole, dokładnie naprzeciwko Clary.
Clara dopiero przez słowa jakie wypowiedziała babcia, zaczęła rozglądać się dookoła, by zobaczyć poczynania swoich córek.
Dziewczynki bawiły się dużym pokoju, co dokładnie widziała przez otwarte drzwi. Obie przestawiały krzesła, by potem móc po nich chodzić, przeskakiwać z jednego na drugie.
Czy wyście zgłupiały do reszty!? – uniosła się, odkładając nóż do obierania warzyw na bok.
My się tylko bawimy – odpowiedziała Aurora. Dziewczynka zeskoczyła z krzesła, na którym wcześniej stała i przyjęła pozę grzecznego dziecka, splatając dłonie w koszyczek za plecami oraz uśmiechając się niczym prawdziwe niewiniątko.
Ale nie w ten sposób. Macie nie chodzić po meblach i poukładać te krzesła tak jak stały.
Dlaczego? – zapytała zaciekawiona Amelia i w sekundę znalazła się przy boku siostry.
Bo ja tak powiedziałam.
A dlaczego? – nie dawała za wygraną.
Co dlaczego!? – krzyknęła pod wpływem irytacji.
Amelka spuściła wzrok, a Aurora zrobiła niezadowoloną minę i wejrzała się na matkę w taki sposób, jakby ta świadomie chciała zrobić jej na złość, co bardzo jej się zresztą nie podobało. Postanowiła jednak odpowiedzieć na zadane przez mamę pytanie, skoro siostra nie zamierzała tego uczynić.
Dlaczego tak powiedziałaś? – zapytała znacznie konkretniej od Amelii.
Clara wzięła dwa płytkie wdechy, po czym zacisnęła zęby i warknęła:
Bo możesz spaść i skręcić sobie kark albo ojciec ci go skręci za głupie pomysły.
Aurora wsparła głowę na jednym ramieniu i wyglądała tak, jakby się nad czymś intensywnie zastanawiała. W końcu postanowiła zapytać mamę o coś jeszcze.
Dlaczego mówisz, że to głupie pomysły? – wypowiedziała z dziecięcą ciekawością.
Aurora, dość!
Czemu krzyczysz?
Za moment przestanę krzyczeć. Zamiast tego wstanę i ci przyrżnę!
Ale za co? – zapytała wyraźnie oburzona groźbą matki dziewczynka.
Clara faktycznie nosiła się już z zamiarem, by porzucić obieranie warzyw na zupę, wstać i samej poprzestawiać te krzesła tak jak stały wcześniej, ale Hadrian powrócił do domu, a ostatnim czego pragnęła było wychodzenie mu na powitanie. Postanowiła więc zająć się poprzednim zajęciem, licząc na to, że to on zajmie się bałaganem w salonie i głupimi pomysłami ich wspólnych córek.
Tatko przyszedł! – wykrzyknęła zadowolona Aurora i czym prędzej weszła na krzesło, by dosięgnąć do szyi ojca i móc się na niej uwiesić.
Też się cieszę, że cię widzę, córciu, ale nie chodź po krzesłach. – Odstawił jedną córkę na ziemię, a drugą pogłaskał po głowie.
Amelia uśmiechnęła się do niego, a Aurora wejrzała się dokładnie w taki sam sposób, w jaki wcześniej patrzyła na matkę.
Dlaczego? – zapytała.
Bo ja tak powiedziałem – padło w odpowiedzi.
I wtedy Camili przyszło na myśl, że Hadrian i Clara w pewnym sensie są do siebie bardzo podobni. Nie sądziła tylko, by to miało im ułatwić dojście do porozumienia.
Hadrian stanął między kuchnią a pokojem. Oparł się o futrynę i wcisnął dłonie do kieszeni spodni. Wyglądał na zmęczonego i niestabilnego, i tak naprawdę to żadna z kobiet nie wiedziała czy ta niestabilność wynika z przepracowania, czy z wypicia za dużej ilości alkoholu. Dopiero kiedy Aurora zapytała po raz kolejny „dlaczego?”, a Hadrian przykucając padł na obydwa kolana, to Clara zyskała pewność, że po pracy poszedł do baru i to nie tylko na piwo.
Bo ja tak powiedziałem – powtórzył nieprzyjemnym tonem. – Krzesła mają stać jak stały, przy stole, a nie na środku pokoju. Jestem zmęczony i nie będę z tobą dyskutował – uprzedził.
Ale dlaczego? – zaciekawiła się dziewczynka.
Powtórzę jeszcze raz. Jestem zmęczony i nie będę z tobą dyskutował.
Aurora spojrzała na dywan, następnie na kolana ojca, włożyła kciuk do buzi, podniosła wzrok i z łobuzerskim uśmiechem ponowiła pytanie:
Ale dlaczego?
Hadrian zamknął oczy i uczynił to tak mocno, że powieki całe się pomarszczyły. Kiedy ponownie je otworzył, chwycił córkę za rękę, zmuszając jednocześnie do tego, by wyciągnęła palec z buzi.
Bawi cię to? – zapytał, jednocześnie wymierzając jednego klapsa.
Uderzenie nie było mocne, ale Aurora pomimo tego, bardziej odruchowo niż pod wpływem bólu, usiłowała się cofnąć. Było to jednak niemożliwe, bo tata mocno ją trzymał za rękę. Ograniczenie wolności zdawało się bardziej poruszyć dziewczynkę niż otrzymany klaps. Natychmiast ułożyła usteczka w podkówkę i zażądała płaczliwie:
Puść.
Jeszcze nie skończyłem, więc stój – odpowiedział cicho, spokojnie.
Clara wrzuciła obraną marchewkę do miski z wodą i nim chwyciła za koszyk z ziemniakami, by i je obrać, to zaczęła uważniej przyglądać się rozgrywającej obok niej sytuacji. Przez chwilę zastanawiała się co Hadrian ma na myśli mówiąc „jeszcze nie skończyłem” i obiecała sobie, że jeśli mąż uderzy dziecko ponownie, to ona, mimo wszystko, się wtrąci.
Powiedziałem, że jestem zmęczony i nie będę z tobą dyskutował – przypomniał Hadrian Aurorze. – Powiedziałem co masz zrobić. Poukładać krzesła tak jak stały. Czy czegoś nie rozumiesz?
Blondyneczka na końcu języka miała ulubione słowo „dlaczego” i wyglądała tak, jakby ją bolało to, że nie może go wypowiedzieć. Zaczęła w głowie kalkulować czy warto rozzłościć tatę jeszcze bardziej, ale w zamian odczuć coś na miarę satysfakcji. Oczywiście Aurora nie wiedziała, że takie słowo jak „satysfakcja” w ogóle istnieje, ale uczucie to znała aż nadto dobrze, pomimo że jeszcze nie potrafiła go nazwać.
Ale... – zaczęła powoli, niepewnie, zerkając przy tym nieśmiało na ojca.
Clara odruchowo pokręciła głową, trochę z niedowierzaniem, a trochę tak jakby chciała doradzić córce. Camili za to przyszło na myśl, że Aurora odziedziczyła charakter po matce i, podobnie jak Clarze, nie wróżyła jej z tego powodu szczęśliwego zakończenia.
Jeśli zapytasz „dlaczego”, to wezmę pasek – ostrzegł.
Aurora tupnęła lekko nogą, usteczka wykrzywiła jeszcze bardziej w podkówkę, przymknęła oczy i zaczęła znacząco pociągać nosem.
Nie udawaj.
Dziewczynka postanowiła udowodnić ojcu, że wcale nie udaje. Zamruczała dokładnie tak, jakby zaraz miała się rozpłakać.
Nie widzę łez – powiedział, czym nieświadomie ją rozdrażnił.
Aurora zaczęła tupać nogami naprzemiennie, a kiedy tata puścił jej rączkę, to szybko otuliła się ramionami i ogłosiła:
Nie lubiem ciebie.
Hadrian uśmiechnął się w taki sposób, jakby nie dowierzał, ale przy tym też lekko kpił.
I dobrze, bo wcale nie musisz. Ja mam cię tylko wychować – podsumował, wstając na równe nogi. – Masz poukładać krzesła jak stały – przypomniał oddalającej się w stronę komody dziewczynce.
Aurora poczuła, że przegrała, a to napawało ją nie tylko smutkiem, ale także złością. W pierwszej chwili chciała nawet popchnąć stojące najbliżej krzesło i uciec na górę. Zrezygnowała jednak z tego na rzecz tupania obiema nogami.
Przestań w tej chwili! – ryknął Hadrian tak mocno, że nawet Clarze wypadł przez to nóż z dłoni.
Mężczyzna nie zrobił jednak nic więcej. Zaobserwował tylko jak rozzłoszczona córka chowa się za komodą i wygląda zza niej ukradkiem. Przeszedł do kuchni i chwycił za oparcie krzesła. Zaczął przyglądać się żonie, ale ta zdawała się zupełnie nie zwracać na niego uwagi.
Masz czas? – zapytała Camila.
Hadrian spojrzał na nią pytająco, a potem przytaknął ruchem głowy, bo choć był niemiłosiernie zmęczony, to miał jednak ochotę doczekać się późnego obiadu i pójść spać z pełnym żołądkiem.
Mógłbyś spróbować naprawić kran? Właściwie to to co pod nim – sprostowała i wskazała palcem na szafkę pod zlewozmywakiem.
Znowu rury przeciekają? – dopytywał, ale nim babcia żony udzieliła odpowiedzi, to sam pofatygował się podejść do zlewu i odsunął zasłonę w fioletową kratę.
Dokończę, gdy skończysz – zapowiedziała Clara, którą przebywanie w tym samym pomieszczeniu co mąż wyraźnie do wszystkiego zniechęcało.
Będę leżał pod zlewem, nie przy kuchni. Nie będę ci przeszkadzał.
Pomimo jego słów Clara wstała i skierowała się do wyjścia. Wyglądało tak, jakby zupełnie zignorowała to co powiedział. Hadriana to zabolało, uraziło jego męskie ambicje, w końcu żaden mąż nie chciałby aby żona zachowywała się w stosunku do niego w taki sposób, dlatego pochwycił ją za nadgarstek i nie zamierzał tak łatwo odpuścić.
Powiedziałem, że nie będę ci przeszkadzał – powtórzył.
Nie mów do mnie, jakbym była Aurorą. Nie mam czterech lat – odparła drżącym głosem. Spuściła głowę, jakby czekała na wybuch gniewu męża, a kiedy ten nie nadszedł, to zerknęła na niego lękliwie.
Nie kłóćcie się – wtrąciła Camila i zapobiegawczo stanęła przy wnuczce i jej mężu, choć zdawała sobie sprawę z tego, że gdyby doszło do szarpaniny, to jej obecność na nic się zda i w niczym nie pomoże.
Nie miałem takiego zamiaru – odpowiedział w jej stronę i ciągnął swój wywód dalej – ja nie chcę jedynie, by ten obiad był kolacją.
W takim razie sam go zrób. – Wyrwała rękę z jego uścisku i już krok dzielił ją od progu, gdy usłyszała za swoimi plecami:
Nie radzę ci wyjść z kuchni.
Clara przystanęła, a w jej głowie toczyła się dokładnie taka sama bitwa, jaka nie tak dawno toczyła się w głowie jej córki. Kobieta zaczynała ważyć przyszłe czyny i ciągle nie wiedziała czy ma wyjść, czy zawrócić.
Naucz się znosić moje towarzystwo – powiedział do jej pleców. – I zapamiętaj, że nie pozwolę sobie na brak szacunku – warknął ostrzegawczo.
Ty też mnie nie szanujesz – wyszeptała i odwróciła się, by móc na niego spojrzeć. Chciała zobaczyć jego minę, cokolwiek z niej wyczytać.
Kłócicie się, dzieci, o obiad – podsumowała Camila. – Ja wam go zrobię – zaproponowała i już miała wziąć miskę z warzywami ze stołu, ponownie je przepłukać, a następnie wrzucić do garnka i przygotować bulion, ale Hadrian krzyknął:
Nie! Zostaw!
Nie o obiad tu chodzi – dodała Clara.
Niepotrzebnie się awanturujesz – zwróciła jej uwagę babcia. – Jeszcze przy dzieciach.
Czyli on może wymagać szacunku, mimo że sam go nie okazuje – zadrwiła jawnie Clara z rozumowania swojej babki.
O szacunku to sobie możemy porozmawiać na osobności, ale gdy już się najem i wyśpię, dlatego dokończ co miałaś zrobić. I nie będę się powtarzał, bo, tak jak już dziś mówiłem, nie mam ochoty na żadną dyskusję!
Miałam zrobić? – zapytała, jakby nie rozumiała o co mu chodzi.
Hadrian uśmiechnął się z kpiną i splótł ręce na piersi.
Mówisz tak, jakbym w życiu niczego nie ugotował – zauważył. – Ja byłem w pracy, ty byłaś cały dzień w domu, dlatego przygotowanie obiadu należy do ciebie.
Gdyby nie ty, to też byłabym w pracy! – wypomniała. – Zabroniłeś mi do niej chodzić... Zabroniłeś wychodzić mi z domu, bo nie chcesz, by ludzie...
Bo znaleźli trupa nad rzeką! – krzyknął wchodząc jej w słowo. – I nie chcę, by coś ci się stało. – Zasunął zasłonkę znajdującą się pod zlewozmywakiem i skierował się do wyjścia. – Możesz gotować, nie będę cię niepokoił – dodał, mijając żonę.
Clara stała jak sparaliżowana i ten stan dosięgnął ją już w chwili, gdy mąż szedł prosto na nią, ale gdy ją wyminął, to ten stan wcale jej nie przeszedł. Dopiero wtedy dotarły do niej wypowiedziane przez męża słowa. Zastanawiała się kto umarł. W miasteczku znała wszystkich, więc jeśli nie był to nikt przejezdny, to wiedziała, że przyjdzie jej iść na pogrzeb i widzieć czyjś rodzinę w żałobie. Ostatnie pożegnania, trumny, cmentarze i nagrobki napawały ją przerażeniem od śmierci ojca.
Hadrian stał w przedpokoju i przywdziewał zdjętą wcześniej kamizelkę oraz marynarkę, której tego dnia nie miał na sobie, ale była pod ręką, a spodziewał się, że noc może być chłodna. Przed zmierzchem nie zamierzał wracać.
Do taty podeszła Amelia i pociągnęła go za nogawkę spodni.
Mam posprzątać te krzesła? – zapytała cichutko, nieco lękliwie.
Nie. Aurora to zrobi – odpowiedział.
Ale, ale... – zaczęła Aurora, wbiegając do przedpokoju. – Ale bawiłyśmy się razem – wypowiedziała w końcu. Przetarła rękawem sukienki mokre od łez policzki.
Ale zrobisz jak powiedziałem i nie będziesz dyskutować.
Ale to nie jest sprawiedliwe.
Życie nie jest sprawiedliwe, im szybciej to zrozumiesz, tym lepiej dla ciebie – podsumował, po czym wyszedł i zamknął za sobą drzwi.
Camila, słysząc odgłos przekręcanego w zamku klucza, od razu zwróciła się do wnuczki:
Zadowolona z siebie jesteś?
Clara postanowiła ją zignorować. Zaczęła oglądać swoje paznokcie. Lakier w kilku miejscach odprysł, ale jakoś nie miała ochoty na zmywanie go i ponowne nakładanie. Tego dnia nie miała na twarzy nawet makijażu, choć nigdy wcześniej jej się to nie zdarzało, za wyjątkiem dnia, w którym rodziła dziewczynki i kilku po nim.
Wiesz, że on teraz wróci do baru i jeszcze dopije? – dopytywała dalej Camila.
A niech się nawet zachla na śmierć – odparła bez cienia wyrzutów sumienia Clara, ale uczyniła to szeptem, by dziewczynki jej nie usłyszały.
Babcia już miała zganić wnuczkę za to, że w ogóle tak myśli o własnym mężu. Jej zdaniem mężczyźnie, któremu się przysięgało, nie powinno się źle życzyć. Zdecydowała się jednak na powiedzenie czegoś zupełnie innego.
Jesteś żoną i matką. Powinnaś dbać o spokój w rodzinie, a nie wzniecać ogień.
A on zadbał o ten spokój!? – krzyknęła Clara, nie mogąc już dłużej znieść, że całą winę za nieudane małżeństwo zrzuca się na nią, a Hadriana wybiela i stawia na piedestale.
On tej nocy wróci pijany i będzie oczekiwał od ciebie tego czego każdy podpity chłop od swojej ślubnej.
Rudowłosa musiała przyznać, że takiej ewentualności nawet nie brała pod uwagę. Musiała jednak przyznać sama przed sobą, że w tym względzie jej mąż nie różnił się wcale od innych pijanych mężczyzn. Jak każdy miał wtedy większą ochotę na igraszki i choć wcześniej wcale jej to nie przeszkadzało, to teraz napawało ją przerażeniem. Nie chciała z nim sypiać. Nie chciała na niego nawet patrzeć. Nie potrafiła znieść jego obecności w tym samym pomieszczeniu. Zrozumiała jednak, że będzie musiała znosić go w łóżku i to do samego końca, dopóki któreś z nich nie umrze.

* Na obrazku przedstawiłem Clarę. I rozdział pierwotnie miał nosić inny tytuł, i być dłuższy, ale po takim czasie nieobecności chciałem opublikować cokolwiek. Być może jutro będę miał więcej czasu i pojawi się kolejny rozdział tej historii.

A tak poza tym, na zakończenie rozdziału, mam kilka pytań do czytelników:
1. Jak Wam się podoba Adela i jej sposób myślenia?
2. Czy Alicia powinna kontynuować znajomość z Patriziem, czy powinna diametralnie przestać go widywać i skupić się na Pedrze?
3. Antonio... Pytałem już o to kilka osób, ale postanowiłem zapytać wszystkich czytelników. Czy Antonio was nie drażni? Pytam o to, bo zastanawiam się ilu z Was będzie mu współczuć, gdy wyjdzie na jaw, że to on ukradł portfel Hadriana, a ilu uzna, że dzieciak otrzymał to na co zasłużył?
4. Czy Clara faktycznie prowokuje kłótnie?
5. Czy babcia Clary ma rację co do tego, że Hadrian wróci pijany, i będzie chciał wymusić współżycie na żonie?