Autor tego bloga należy do grupy „Projekt Prozaicy”, z tego też powodu strona korzysta z płatnych linków. Ujmując to krócej i bardziej zrozumiale – autor zarabia, a czytelnicy nic na tym nie tracą. Te linki są całkowicie bezpieczne dla komputerów, tabletów i smartphone-ów pod warunkiem, że postępuje się zgodnie z instrukcją, czyli nie klika w reklamy, nic nie ściąga na swój sprzęt, a jedynie odczekuje symboliczne pięć sekund i przechodzi dalej. Za wszelkie utrudnienia autor bloga przeprasza, za waszą aktywność jest wdzięczny, a prywatnie pozdrawia i życzy dobrej zabawy podczas czytania.

Link do instrukcji – KLIK

niedziela, 31 marca 2019

#98 – „Paulina” – Rozdział 62

Wybaczył”

Bywały dni, tygodnie, a nawet całe miesiące, gdy Paulina nie żałowała powrotu do męża. Zdarzały się jednak też takie momenty, zazwyczaj noce, kiedy płakała. Paulina lała łzy nie nad brutalnością Tomka, a nad swymi słabościami. Była słaba i coraz częściej to do niej docierało, wpędzając w depresję, obojętność.
W domu Bordychów zaczynało dochodzić do zmowy milczenia. Dziewczynki w szkole opowiadały o nowych ubraniach, gadżetach, zagranicznych wycieczkach, ale nigdy o razach, które dostawały od ojca. Julian więcej milczał niż mówił. Stworzył swój własny świat, dużo czytał. Paulina, wychodząc z domu, zawsze robiła się na bóstwo. Przykrywała w ten sposób, nie tylko siniaki, ale przede wszystkim złe samopoczucie.
Ludzie zdawali się nie widzieć świetnego aktorstwa. Bordychowie byli brani za przykładną, polską rodzinę. Za młodych, zaradnych ludzi z trojgiem szczęśliwych dzieci. I naprawdę przez większość czasu tak u nich było. Więcej było dobrych chwil, niż przemocy. Być może dlatego nikt się nie postawił. Być może dlatego ludzie będący wewnątrz, jak i nieco dalej, przymykali oczy lub bagatelizowali problem.
Nie można powiedzieć, że nikt nie widział negatywnych zachowań Tomka. Agata była świadkiem, gdy uderzył on żonę w twarz, za to, że ta nie odbierała telefonów. Tamtego dnia Paulina zapomniała odebrać dzieci. Pomyliły jej się dni, a komórka została przez nią wyciszona. Była też sytuacja, gdy Tomek rozliczył dzieci ze złego zachowania, w sposób w jaki, bez dwóch zdań, nie powinien był tego robić. Natalia tego dnia przyjechała odwiedzić siostrę. Weszła na płacz siostrzenic i na szwagra wsuwającego pasek w szlufki dżinsów. Puściła mu to płazem, kierując się poglądem, że raz na rok dziecku nie zaszkodzi lanie jeśli zasłużyło. Poza tym Paulina była wtedy w domu. Natalia więc uważała, że jeśli Tomek zagrażałby w jakikolwiek sposób dziewczynkom, to jej siostra w pierwszej kolejności podjęłaby się reakcji, odseparowania go od dzieci, wzięła rozwód.
Paradoksalnie to Emilia i Amelia zawsze stały po stronie ojca. Bały się, gdy ten został wezwany do szkoły lub szedł na wywiadówkę, ale jednocześnie Tomek był tym rodzicem, który spędzał z dziećmi więcej wolnego czasu. Poświęcał im każdą wolną godzinę swojego życia. Paulina dzieliła wolny czas na dbania o dzieci, dbanie o dom, dbanie o męża, dbanie o siebie. Tomek, w czas wolny od pracy, dbał tylko o żonę i dzieci.
Emilia i Amelia były też coraz starsze, a kobiety, nawet małe, lubią silnych mężczyzn. Przy takich mają złudne przeczucie bezpieczeństwa i nawet jeśli jest ono przeplatane strachem, to zwykle wychodzi na prowadzenie i w ogólnym rozrachunku taki mężczyzna, zwłaszcza jeśli jest ich ojcem, wychodzi u nich na plus. Poza tym dziewczynki nie miały innego wzorca męskości. W ich otoczeniu nie było dziadka, wujek Piotr był policjantem, a takich w pewnym wieku nie szanuje się z racji wykonywanego zawodu, zaś wujek Michał był notorycznie zdradzany przez ciocię Natalię i zwykle za występki żony brał winę na siebie, to on przepraszał, wybaczał, zachęcał żonę do powrotu. W obliczu tych trzech pozostałych, to tata uchodził w ich oczach za wygranego, za godnego miana najlepszego. No i był jeszcze Oktawian, przyjaciel Tomka, ale ten niewiele się od niego różnił. Także bił dzieci, na dodatek znacznie częściej niż Tomasz i to nawet za błahostki.
Julek był inny niż siostry. Ten zawsze trzymał stronę matki. Zachęcał do odejścia, kiedy jego siostry nakłaniały ją do niewszczynania awantur i podjęcia się próby załagodzenia konfliktów. Dziewczynki były też materialistkami. Lubiły błyszczeć w towarzystwie rówieśników, a mogły to robić, gdy miały za plecami bogatego tatusia, super wakacje, pieniądze na wykonywanie kosztownych hobby, takich jak squash, jazda konna, wspinaczka ścienna. Julek lubił czytać książki oraz rysować i było mu wszystko jedno jakiej marki nosi ubrania i czy jego buty pochodzą z najnowszej kolekcji. Z czasem zaczął krytykować matkę, a nawet ją nienawidzić, za to, że dla niej to wszystko było ważniejsze niż ich spokojne dzieciństwo oraz bezpieczeństwo.
Wszystko zmieniło się w chwili, gdy Paulina przypadkiem spotkała Norberta. W imię starej przyjaźni, poszła z nim na kawę. Tomek się o tym dowiedział. Zadzwonił do żony. Krzyczał, zagroził. Zaczęła się bać.
Strach był skuteczniejszym bodźcem do działania, niż zakończona rękoczynami wymiana zdań. Bardziej bała się nieznanego, czegoś co się jeszcze nie stało, niż trwać przy boku oprawcy po otrzymanym laniu.
Przedwcześnie odebrała dzieci ze szkoły i wraz z nimi pojechała do matki. Z początku chciała do Norberta, ale ten był już mężem innej kobiety. Miał też półroczną córeczkę. Wiedziała, że jej pojawienie się w jego mieszkaniu byłoby czymś niezręcznym.
Cześć – przywitała ją w progu Iwona. – Wejdźcie – zachęciła.
Dzieci wbiegły do domu, który dobrze znały. Od razu zaczęły poszukiwanie chipsów oraz słodyczy. Babcia zawsze coś dla nich miała.
Paulina stała w progu. Była jakby na pauzie i nagle zapragnęła cofnąć czas. Odstawić dzieci ponownie do szkoły, nie pójść z Norbertem na kawę, wrócić do znanej, swojskiej normalności.
Co się stało? – dopytywała matka. – Pokłóciłaś się z Tomkiem? – zgadywała.
Jej córka jednak milczała.
Wejdź. – Pochwyciła ją za nadgarstek i siłą wciągnęła do środka. Zamknęła drzwi na wszystkie możliwe zamki i łańcuch.
Kobiety usiadły w seledynowej kuchni. Otaczał je kolor nadziei. Paulina podjęła decyzję.
Chcę się z nim rozwieść – powiedziała, wbijając wzrok w okrągły, biały stół. Uniosła głowę, spojrzała na matkę. – Możemy tu jakiś czas zostać? – zapytała.
Oczywiście, że tak. Nie musisz pytać – padło w odpowiedzi, a w myślach Pauliny pojawił się żal, że zdecydowała się na ten krok tak późno, za późno.
Nie chcę mówić dlaczego – oznajmiła, nim padło jakiekolwiek pytanie o powód.
Dobrze. – Iwona zdecydowała się zaakceptować obecną sytuację, nie naciskać, nie dopytywać, a po prostu być obok.
Jednak dziewczynki chciały wrócić do domu. Emilia wykrzyczała, że chce mieszkać z tatą. Amelia naciskała, by mama odebrała telefon, by wpuściła Tomka za próg, by chociaż z nim porozmawiała. Jedynie Julek milczał. Czytał książkę i akceptował rzeczywistość taką jaką była, zupełnie tak, jakby była mu ona całkiem obojętna.
Emilia wybiegła z domu babci, a Paulina nie dała rady jej powstrzymać ani dogonić. Dziewczynka jakby rozmyła się w powietrzy na drugim zakręcie, prawdopodobnie wskakując do odjeżdżającego autobusu. Wtedy namawianie Amelii na rozmowę mamy z tatą, nabrało innego sensu. Paulina była zmuszona porozmawiać z mężem, choćby po to, by dowiedzieć się czy córka pojechała właśnie do niego i czy udało jej się tam dotrzeć.
Tomek odebrał telefon niemal od razu. Wyrzucił żonie, że jest nieodpowiedzialna i że nie potrafi dzieci dopilnować. Jednocześnie zapewnił o tym, że już wraca do domu i da jej znać, jeśli Emilkę tam zastanie.
Zastał córkę w jej pokoju, dał znać o tym Paulinie, ale nie zechciał przywieźć dziewczynki do babci. Uznał, że ma takie same prawa rodzicielskie co żona i że jemu kontakt z dziećmi należy się w takiej samej ilości co jej. Oboje jednak zdawali się nie chcieć iść z tym do sądu, by uregulować sytuację dzieci i własną w sposób prawny.
Emilka skontaktowała się z matką dwa dni później. Mówiąc, że z tatą jej dobrze i że jeśli ta zdecyduje się na rozwód, to ona nie wyobraża sobie mieszkać gdzie indziej, jak tylko tutaj i tylko z ojcem. Paulina się załamała i poważnie zaczęła rozważać powrót do męża, zwłaszcza, że Amelia także zaczęła się buntować. Dziewczynka jednak była inna od siostry i za namową Juliana postanowiła dać matce i babci szansę, by sprawdzić czy faktycznie tak będzie jej lepiej.
Minął tydzień, a dzieciom zaczynało brakować rzeczy. Musiały wrócić do szkoły, a nie miały wszystkich książek. Do dyspozycji były jedynie stare ubrania i piżamy, które były u babci, na wypadek jakby wnuki u niej spały. Poza tym Paulina zdawała sobie sprawę z tego, że nie może ukrywać się z dwójka dzieci wiecznie, a jeśli wypuści je z domu, to Tomek może je tak po prostu, nie pytając nikogo o zdanie, zabrać. Postanowiła się z nim dogadać.
Spotkali się późnym wieczorem, niemal nocą, gdyż dopiero o dwudziestej pierwszej trzydzieści skończyła pracę. Pojechała na miejsce, które dobrze znała. To Tomek je wybrał. To Tomek, przed trzynastoma laty, jej się tam oświadczył. Zaczęły do niej powracać przyjemne wspomnienia.
Zobaczyła w lusterku granatowego golfa. Uśmiechnęła się mimo woli. Tomek rzadko nim jeździł i pozostawił sobie to auto jedynie przez sentyment do ciężkich chudych lat i do ich pierwszyzny.
Wysiadł z samochodu, pozostawiając włączone światła. Zastukał w boczną szybę od strony pasażera. Uśmiechnął się ciepło do żony.
Przepraszam – powiedział, gdy zaczęła rozsuwać szybę.
Za późno – odpowiedziała.
Nawet nie otworzysz? – zdziwił się. – Mamy wspólne dzieci. Będzie komunia Julka, kiedyś osiemnastki, wesela. Będziemy się widywać, nawet jeśli się ze mną rozwiedziesz – uświadomił jej. – No chyba, że nie będziesz chciała widzieć dzieci, bo nie ma wątpliwości, że sąd przyzna je mnie – dodał z poczuciem wyższości i zwycięstwa.
Sąd nie przyzna ci dzieci – odparła, ale miała wątpliwości i było je słychać w tonie wypowiedzi.
Wtedy zrozumiała, że musi stawić mu czoło jeszcze raz, ostatni raz i tym razem wygrać. Zrobić to dla dzieci. Postanowiła zawalczyć już nie o siebie, ale właśnie o nie. Uświadomiła sobie bolesną prawdę, że powinna była się tego podjąć już dawno temu, całe lata temu.
Przepraszam, Amelka napisała – skłamała, wyciągając z kieszeni bluzy telefon komórkowy.
Zadzwonię do ciebie, nie odzywaj się” – wystukała szybko na dotykowej klawiaturze i wysłała tę wiadomość do kilkunastu osób z listy kontaktów, między innymi też do Klaudyny, Agaty, Norberta, Piotra i swojej mamy. Po pięciu minutach, jednocześnie co jakiś czas odpowiadając Tomkowi, wykonała połączenie grupowe do nich wszystkich. Ustawiła telefon na głośnomówiący i udawanym przypadkiem upuściła go na podłogę. Wysiadła z samochodu, pozostawiając otwarte drzwi.
Nigdy nie oddam ci dzieci. Zniszczyłbyś je – powiedziała pewnie, stając z mężem twarzą w twarz, na odległość półkroku. – I niczego tak w życiu nie żałuję, jak tego, że za ciebie wyszłam. Mogłam być z Norbertem – oznajmiła, uderzając w najczulszy punkt Tomasza, w jego chorobliwą zazdrość.
Tyle wystarczyło, by dał żonie w twarz. Później plótł bezsensu o tym, że mogą być szczęśliwi. A na koniec, gdy wykrzyczała, że nie chce mieć z nim już niczego wspólnego, sprowokowała go tym do nagłej, ostrej brutalności.
Iwona, słuchając tego wszystkiego, była przerażona. Agata też. Klaudyna nawet chciała wezwać policję, ale nie miała pojęcia dokąd ich skierować. Piotrek nakazał kolegom z pracy namierzyć telefon bratowej. Był roztrzęsiony. Chciał zdążyć przed zabójstwem w afekcie lub gwałtem. Po Tomku spodziewał się tylko tych dwóch i modlił się, by jego krzywa psychika nakierowała go na to drugie.
Modlitwy Piotra zostały wysłuchane, ale Paulina wygrała walkę. Kopnęła męża i chwyciła za kamień. Uderzyła w okolicę skroni. Wsiadła do samochodu i pośpiesznie wycofała. Otarła o drzewo, ale nieznacznie i w tamtej chwili, ostatnim czym się przejmowała było zadrapanie karoserii. Telefon jej się rozładował, zresztą nawet nie miała w głowie, by go szukać. Chciała jak najszybciej dotrzeć do domu rodzinnego, wiedząc, że Tomek nie stracił przytomności i zapewne ruszył za nią.
Wybiegła z samochodu i zostawiła drzwi otwarte. Wbiegła za furtkę, wcześniej dwukrotnie myląc się podczas wbijania kodu. Poczuła się bezpieczniej po wejściu na klatkę schodową, zwłaszcza, że światła zostały oświecone, a jej rodzicielka stała na półpiętrze.
Dziecko... – zaczęła Iwona, widząc w jakim córka jest stanie.
Nic mi nie jest – odpowiedziała, przerywanym płaczem głosem. – Było tak już nieraz – dodała ciszej, jakby wstydziła się to przyznać sama przed sobą.
Julek wybiegł na klatkę schodową w samych spodniach dresowych i na bosaka. Podbiegł do matki i ją przytulił. Ta skrzywiła się z bólu.
Trzeba wezwać policję – stwierdziła Iwona, z bólem patrząc na to, jak ośmioletni wnuk pomaga matce wejść po schodach. Większy jednak ból poczuła, gdy ta w domu rozpięła bluzę i podciągnęła do góry koszulkę.
Paulina uczyniła tak, bo chciała sprawdzić czy ślady pobicia są na tyle wyraźne, by móc wykonać obdukcję, która zmusiłaby sąd do wydania zakazu zbliżania się.
Iwona wpierw zadzwoniła po policję, informując ich o tym, że jej córka została pobita przez męża. Później starała się pocieszyć płaczącego Julka i jednocześnie wytłumaczyć Amelii co się stało, gdy dziewczynka weszła do kuchni i zaczęła o to dopytywać.
Nim policja przyjechała, Julian i Amelia poszli do pokoju, a Paulina napiła się mocnej, gorzkiej kawy.
Podaj mi cukier – zwróciła się do rodzicielki. – Dużo cukru – dodała, skrycie się uśmiechając. Poczuła się wolna, naprawdę wolna.
Iwona postawiła przed córką cukiernicę i usiadła obok.
Zadam ci pytanie. Chcę wiedzieć – zaczęła delikatnie.
Paulina uniosła głowę, spojrzała na matkę.
Zapytaj – zachęciła.
To się zaczęło po narodzinach Amelki?
Paula pokręciła głową.
Po narodzinach Emilki? – zgadywała dalej Iwona.
Paulina ponownie pokręciła głową i zapłakała. Odnalazła chusteczki, leżące na parapecie. Wyjęła jedną i wysmarkała nos.
Wcześniej – szepnęła.
Po ślubie? – dopytywała Iwona z nadzieją na twierdzącą odpowiedź.
Przed ślubem. Nawet przed zaręczynami, chyba. Chyba tak – odpowiedziała Paulina, starając się sobie przypomnieć dzień, w którym Tomek uderzył ją po raz pierwszy.
Nie było dzieci, nie było ślubu, więc... gdzie popełniłam błąd? – próbowała się dowiedzieć Iwona.
To nie ty popełniłaś błąd. Tylko ja.
Iwona zapłakała.
Czemu nie przyszłaś tu wcześniej? – szepnęła słabo.
To nie wyglądało na początku aż tak. A potem... ich jest troje... – zaczęła zwalać wszystko na ilość dzieci.
Paula, kurwa, ty jesteś moją córką. To są moje wnuki! – wykrzyknęła, ciągle rycząc. Wskazała dłonią na Juliana, który stanął w drzwiach, mając dojść podsłuchiwania w ukryciu. – Miałaś gdzie przyjść. Mogłaś tu przyjść nawet, gdyby była ich dziesiątka.
Nie cofniesz czasu, babciu – odezwał się Julek. – Po co teraz o tym mówić? – zapytał, wzruszając ramionami. – To bezsensu – stwierdził. Podszedł do matki i po raz kolejny tego dnia ją przytulił. Wybaczył.