Autor tego bloga należy do grupy „Projekt Prozaicy”, z tego też powodu strona korzysta z płatnych linków. Ujmując to krócej i bardziej zrozumiale – autor zarabia, a czytelnicy nic na tym nie tracą. Te linki są całkowicie bezpieczne dla komputerów, tabletów i smartphone-ów pod warunkiem, że postępuje się zgodnie z instrukcją, czyli nie klika w reklamy, nic nie ściąga na swój sprzęt, a jedynie odczekuje symboliczne pięć sekund i przechodzi dalej. Za wszelkie utrudnienia autor bloga przeprasza, za waszą aktywność jest wdzięczny, a prywatnie pozdrawia i życzy dobrej zabawy podczas czytania.

Link do instrukcji – KLIK

czwartek, 25 stycznia 2018

#79 – „Paulina” – Rozdział 47

Ostatnia szansa”

Paulina była zmuszona pozbierać się w całość, bo wiedziała, że nikt inny tego za nią nie zrobi. Poza tym weszła do tego mieszkania dla dziewczynek, więc chciała je zobaczyć. Nie zastała ich jednak ani w pokoju dziecięcym, ani w sypialni. W końcu zdecydowała się przekroczyć próg salonu, ale i tam nie było ani Emilki, ani Amelki.
Gdzie są dzieci? – zapytała Tomasza, wyraźnie zajętego bardziej laptopem niż rozmową z nią.
Podeszła i nagle mu go zamknęła. W ostatniej chwili zabrał palce. Podniósł na nią wzrok. Miał pewność siebie wypisaną w oczach.
Nie chciałem, by były świadkami naszej awantury – oznajmił i ponownie otworzył laptopa.
Gdzie są!? – krzyknęła.
Krzywda im się nie dzieję, zapewniam cię. Najpierw się uspokój, potem sprowadzę je do domu. – Otwarty laptop odłożył na kanapę, tuż obok siebie i zdawał się skupić całą swoją uwagę na żonie. – Usiądź, porozmawiajmy. – Wskazał dłonią na miejsce przed sobą.
Nie mamy o czym.
Ja myślę, że mamy. Mamy akt ślubu i dwoje dzieci. To są powody, dla których nie kończy się znajomości ot tak. – Pstryknął palcami u obu rąk. – Choć raz w życiu zachowaj się jak dorosła.
A ty jak normalny! – krzyknęła.
Wbrew temu co myślisz, ja wcale nie chcę z tobą walczyć, ale jeśli będę musiał, zrobię to.
I co? Znowu mnie uderzysz? – dopytywała.
Jeśli się nie dogadamy, to jutro zabiorę Emilkę do psychologa dziecięcego, by potwierdził moje relacje z córką.
Z Amelką takich nie masz – stwierdziła zwycięsko.
Mogę je stworzyć, mieć chęci je stworzyć lub sąd może zdecydować o podzieleniu dzieci.
Żaden sąd nie odda ani jednego dziecka damskiemu bokserowi! – uniosła się głośniej niż do tej pory i uderzyła dłońmi o szklany blat ławy.
Uważaj, bo się pokaleczysz – pouczył z troską. – Przed żadnym sądem nie udowodnisz mi, że się nad tobą znęcałem, bo nie znęcałem się.
Sam nie wierzysz w to co mówisz.
A skatowałem cię kiedyś? Wylądowałaś w szpitalu? Masz obdukcję? Policja potwierdzi, że cię skopałem? Nic takiego nie zrobiłem, więc nie masz na to dowodów. Może masz świadków? – dopytywał z jawną wyższością.
Uświadomił jej, że nie ma żadnych szans udowodnić mu winy. Nie miała dowodów i to przez własną głupotę. Sama nie zadbała o to, by je mieć. Z rezygnacją przysiadła na pufie.
No widzisz. A ja mogę mieć świadków.
Na co? – Spojrzała na niego zszokowana.
Choćby na to, że wróciłaś kiedyś tak bardzo pijana, że nie mogłaś wejść po schodach. Choćby na to, że piłaś przy dzieciach. Zabrałaś niemowlę do baru, bo musiałaś napić się piwa. Myślę, że nawet tamtejszy barman to potwierdzi.
Nie sądzę, by mnie pamiętał.
Kilka stów rozjaśni mu pamięć.
To przekupstwo i skurwysyństwo – powiedziała przez łzy.
To co ty zrobiłaś, to kradzież dzieci i okradanie ich z normalności. Ja nie chciałem posuwać się do tego co teraz, ale nie miałem wyjścia. Proponowałem byśmy wychodzili z dziećmi na spacer wspólnie, ale ty byłaś na nie. Więc skoro nie chcesz wspólnie, to zrobię tak, że nie będziesz miała ich wcale. – Splótł ręce na piersi i oparł się wygodnie. Oczekiwał na jej decyzję.
Policzek ją piekł, czuła jak sinieje, ale bardziej bolało ją wewnętrznie, na duszy. Nie miała pewności czy Tomasz mówi prawdę, czy blefuje, jednak miała pewność, że gdyby podjęła się z nim walki, to zmiótłby ją z powierzchni ziemi. Nie miała z nim żadnych szans. Jego było stać na dobrego prawnika, na zapewnienie dzieciom luksusowych warunków, a nawet na kupno świadków i przekupstwo sądu. Ona na to wszystko nie miała środków. Nie miała też siły psychicznej, by wywlekać prywatne brudy przed obcymi ludźmi, dlatego sama wcześniej nie zdecydowała się na napisanie pozwu i złożenie go do sądu.
I nagle w tym całym bólu jaki odczuwała, Tomasz powiedział coś, co uderzyło w nią jeszcze bardziej.
Robię to wszystko bo cię kocham i nie chcę cię stracić.
Przymknęła oczy i wsparła łokcie na ławie. Zatkała uszy dłońmi, jakby nie chciała dopuszczać do siebie jego głosu, ale pomimo tego miał siłę przebicia.
Wszystko co robiłem było z myślą o tobie. Wszystko co osiągnąłem to dla ciebie i dla dzieci. Myślisz, że dla kogo pracowałem? Dla siebie? – Pokręcił głową i pociągnął nosem. Zrobił ile mógł, by się nie rozkleić, ale łzy i tak pojawiły się w jego oczach. – Jeśli chcesz, to wrócę na terapię. Nie zrezygnuję już z niej, tylko wróć i oszczędź tego wszystkiego nam wszystkim. Tego rozwodu, szarpania się o dzieci, wypominania sobie każdej złej rzeczy. W większości było między nami dobrze. – Wyciągnął telefon komórkowy z kieszeni dżinsów i położył go przed Pauliną. To była jej komórka, ale pomimo że szybko wzięła ją w dłonie, to nie wiedziała co ma uczynić z nią dalej. – Na początku to może zadzwoń do Agaty, że jesteś w domu, to przyprowadzi dzieci. A potem może skontaktuj się z matką, by się nie martwiła. Jutro pojedziemy po twoje rzeczy, dobrze? – zapytał i wstał. Obszedł powoli stół, by móc znaleźć się przy niej. Klęknął na obydwa kolana i chwycił za smukłą, kobiecą dłoń. Pocałował. – Kocham cię bardzo mocno – zapewnił. – Zrobię dla ciebie wszystko. Wiesz o tym, prawda?
Przed chwilą chciałeś ze mną walczyć w sądzie – wypomniała.
Tak, powiedziałem tak – przyznał. – Ale nie chcę tego, nigdy tego nie chciałem. Chcę z powrotem naszą normalność. Daj nam szansę, ostatnią – nalegał.
Pokręciła głową, jakby chciała powiedzieć „nie”, ale to jedno słowo nie chciało jej przejść przez gardło.
Ostatnią szansę. Jeśli tym razem... jeśli tym razem nawalę, zrezygnuję z wizyt u psychologa lub pójdzie coś nie tak, to odejdziesz. Wtedy zabierzesz dzieci i odejdziesz. Będę je widywał i płacił alimenty. Nie będę cię już siłą zatrzymywał. Dam ci wtedy szansę na to byś ułożyła sobie życie, ale teraz ty mi daj szansę. – Płakał i to płakał szczerze, a na coś takiego Paula nie mogła być całkiem obojętna.
Wciąż trzymała komórkę w dłoniach, a on je obejmował. Całował i przytulał do siebie, jakby nie chciał jej stracić, bo nie chciał jej tracić. Najchętniej zamknąłby ją w złotej klatce i nad nią czuwał. Zapewniał wszystko co niezbędne i wszelkie luksusy, ale jednocześnie chciał być jedynym, najważniejszym i być o tym święcie przekonanym, nigdy w to nie zwątpić. Przez chwilę wydawało mu się, że byłby w stanie ją zabić byleby nie miał jej nikt inny. Bał się tej myśli. Jego samego przerażała. Zwłaszcza, że Paulina ciągle milczała, a on był święcie przekonany, że tak piękna kobieta, nawet z dwójką małych dzieci, na długo nie pozostanie sama. Był pewny, że zaraz się ktoś koło niej zakręci, uwiedzie, wskoczy na jego miejsce.
Dobrze – szepnęła. – Zostanę tu dzisiaj. Zadzwonię do mamy. Ale w poniedziałek wracam do domu, z dziećmi – dodała.
Spojrzał na w taki sposób jakby niczego nie rozumiał.
Czyli nadal chcesz odejść? – zapytał drżącym, przestraszonym głosem.
Wstrzymam się z rozwodem. Dam ci szansę, ale to nie znaczy, że będziemy razem mieszkali. Może kiedyś tak, za miesiąc, dwa czy pół roku. Nie wiem kiedy znowu tego zechcę. Na razie nie chcę. Boję się ciebie.
Nawet jeśli jej pomysł nie do końca przypadł mu do gustu, to był zmuszony go zaakceptować. Wiedział, że nic więcej nie uda mu się ugrać. Puścił jej dłonie i dał wykonać telefon. Słyszał jak kłamała swoją mamę, że Emilka nalega, by jeszcze tu trochę zostać, i że nie potrafi dziecku odmówić. Zapewniła też, że w poniedziałek wróci z dziećmi do domu.
Tomek ciągle klęczał na podłodze. Biernie wyczekiwał aż żona skończy rozmawiać przez telefon i będzie miał możliwość do dalszego przekonywania jej, że warto nie zakańczać ich małżeństwa.
Ona jednak zaraz po wykonaniu jednego telefonu, zdecydowała się na kolejny, tym razem wybrała numer Agaty. Powiedziała przyjaciółce, że już może przyprowadzić dziewczynki, że czeka na nie z Tomkiem w domu.
Zanim Agata się zjawiła, Paula postanowiła jeszcze nieco poprawić swój wygląd. Co prawda nie miała zamiaru specjalnie na tę okazję brać prysznica i przebierać się w inne ubrania, ale makijaż postanowiła zrobić. Nie chciała, by przyjaciółka dostrzegła siniec na jej twarzy i udało jej się to. Agata nic nie zauważyła. Wypiła z nimi kawę i ucieszyła się, że w końcu się dogadali, a potem wyszła.
Bordychowie zostali sami. Dziewczynki biegały po salonie, Paulina bawiła się z nimi, a Tomek w tym czasie przygotowywał obiad. Rzadko gotował, ale jeśli już to robił, to perfekcyjnie, z książką kucharską w dłoni. Potem podawał wszystko przy odpowiedniej zastawie. Tego dnia postawił nawet kieliszki na ławie w salonie. Zaproponował żonie, by wybrała wino.
Boję się przy tobie pić – oznajmiła. – Zrób herbatę – rozkazała.
Hebatkę. Emi ce hebatkę – powtarzała niespełna dwuletnia dziewczynka, idąca za ojcem do kuchni. Jej przywiązanie do Tomka załamywało Paulinę jeszcze bardziej. Skłaniało do różnych myśli, a w nich do wielu wątpliwości.
W pierwszej chwili Paula chciała dać Tomkowi szansę, by móc się w końcu od niego uwolnić. Miała w planach nie odpuścić nigdy więcej. Zbierać dowody. Kolekcjonować każdą jedną rzecz i dokumentację, która mogłaby jej pomóc podczas rozwodu, tak by on nie zabrał jej dzieci i by wina rozpadu małżeństwa spadła na niego. Teraz jednak było dobrze, widziała jego starania i szczęście swoich dzieci i była zmuszona przyznać sama przed sobą, że większość czasu jaki spędziła z mężem był czasem udanym, dobrym, radosnym. Mieli tylko złe momenty. Ale kto takich nie miewa?
Wszyscy mają gorsze chwile – mówiła w myślach sama do siebie, ale nie była w stanie ponownie z Tomkiem zamieszkać ot tak. Zapragnęła jednak, równie silnie co on, tej ostatniej szansy i chciała, by jej nie zaprzepaścił, by się wykazał, zmienił, poprawił, udowodnił jak bardzo ją kocha i że nigdy więcej nie podniesie na nią ręki. Być może była naiwna, może tylko kochała, ale ciągle wierzyła, że jeszcze może im się udać.