Autor tego bloga należy do grupy „Projekt Prozaicy”, z tego też powodu strona korzysta z płatnych linków. Ujmując to krócej i bardziej zrozumiale – autor zarabia, a czytelnicy nic na tym nie tracą. Te linki są całkowicie bezpieczne dla komputerów, tabletów i smartphone-ów pod warunkiem, że postępuje się zgodnie z instrukcją, czyli nie klika w reklamy, nic nie ściąga na swój sprzęt, a jedynie odczekuje symboliczne pięć sekund i przechodzi dalej. Za wszelkie utrudnienia autor bloga przeprasza, za waszą aktywność jest wdzięczny, a prywatnie pozdrawia i życzy dobrej zabawy podczas czytania.

Link do instrukcji – KLIK

poniedziałek, 13 lutego 2017

#7 – „Paulina” – Rozdział 4

Śniadanie dostarczone”

Blondynka ledwie uniosła powieki, a już zakryła błękitnozielone oczy dłońmi. Słońce, które wpadło nieproszone i rozpanoszyło się na dobre po jej czterech kątach, ją bolało. Wydawało jej się, że te promienie wpadają przez źrenice, białka i tęczówki, a potem kłują gdzieś w sam środek wnętrza głowy i to wielokrotnie. W końcu jednak się przemogła, gdyż poczuła się do tego zmuszona natarczywym dzwonieniem domofonu. Zwlekła się z łóżka i wciąż ubrana w tunikę oraz stringi, wyszła przed dom. Nie chciała wpuszczać kogoś kogo nie znała, a mężczyzna z głosu wydawał jej się być zupełnie obcy. Miała rację. Facet, który stał za furtką był jedynie kurierem. Dostarczył jej tekturową podstawkę, na której dumie stały dwa kubki kawy. Jedna z nich była z mlekiem, a druga czarna. W wolnym wgłębieniu znajdował się cukier i to zarówno biały, jak i brązowy.
Co to jest? – zapytała.
Pani zamówienie.
Niczego nie zamawiałam – niemal się oburzyła.
Jest opłacone. Pan co zamawiał, mówił, że tu jest wiadomość. – Mężczyzna w brązowej czapeczce z daszkiem, na której widniało logo jakieś firmy, której Paulina nawet nie znała, wyciągnął w jej stronę dłoń, trzymając w niej papierowe opakowanie.
W takim razie, dziękuję. – Uśmiechnęła się, będąc średnio zadowoloną z tego, że ktoś widział ją taką niewyspaną, zmarnowaną, na dodatek z rozmazanym makijażem.
W kuchni położyła wszystko na stole i zaczęła od picia kawy, nawet nie zastanawiając się nad tym, że ta może być czymś doprawiona. Osłodziła ją tak jak zwykle nieprzyzwoicie dużą ilością cukru, mieszając przy tym obydwa jego rodzaje i zajęła się otwieraniem papierowej tytki. Uderzył w nią zapach, charakterystyczny i na tyle nieustępliwy, że przed jej oczami przeleciały wszystkie sytuacje, w których miała możliwość znajdować się w pobliżu piekarni, w chwili gdy wypiekany był chleb. Jednak to co znajdowało się wewnątrz, nie przypominało chleba.
Rogaliki – szepnęła, a kąciki ust samoistnie powędrowały ku górze. – Croissanty – poprawiła szybko, smakując jednego. Był świeżutki, miękki i tak przyjemnie maślany, że aż zdawał rozpływać się w jej ustach.
Co masz? – zapytał Bartuś, który na bosaka wbiegł do kuchni i szybko wskoczył na narożnik.
Takie rogale. Chcesz? – Wyciągnęła kolejny i podała chłopcu wprost do dłoni.
A dobre są? – dopytywał.
Najlepsze jakie jadłam. – Ugryzła, przysiadła i rozmarzała się dalej.
W wyobraźni nie znajdowała się w starej, wymagającej odmalowania kuchni, a w kawiarni pełnej kwiatów i koszy ze świeżymi owocami oraz warzywami, gdzie stoły przyozdobione były staromodnymi obrusami w czerwono-białą lub niebiesko-białą kratę.
Faktycznie, pychoszka – poparł Tosiek, oczywiście nie trudząc się tym, by najpierw przemielić i przełknąć nim się odezwie. – Babcia je kupiła? – dopytywał, sięgając po kolejnego.
Nie – odpowiedziała Paulina i wtedy przypomniała sobie o liściku. Wydobyła z wnętrza tytki małą, białą kopertę, a z niej wyjęła kartkę formatu A5 zwiniętą na cztery.
Nie byłem pewny jaką kawę pijasz, ani czy w ogóle jadasz śniadania, ale chciałem jakoś Ci podziękować za ten mile spędzony wspólnie czas, choć żadne z Nas tego nie planowało.
Pozdrawiam.
Tomasz Bordych, rocznik 1988 ;-)”
Paulina roześmiała się w głos, gdy przeczytała podpis, który nawiązywał do poprzedniego dnia i zachęty Tomka, by ona i Agata nie obawiały się go i przystały na jego propozycję podwózki.
Po chwili w kuchni pojawiła się matka dziewczyny i także była zdziwiona, niemal tak samo jak Bartek, gdy ujrzała Paulę w sobotę tak wcześnie na nogach.
Chcesz kawy z mlekiem? – zapytała i nie czekając na odpowiedź, wyciągnęła w stronę rodzicielki dłoń z tekturowym kubkiem.
Iwona zmierzyła córkę od stóp do głów, a potem zapytała:
Byłaś na stacji benzynowej w takim stroju?
Nie, ja nigdzie nie byłam. To wszystko samo tak do mnie przyszło – odpowiedziała niezwykle zadowolona. – Weź rogalika, jest ich dużo, sama tyle nie zjem.
Zamówiłaś jedzenie do domu? – dopytywała dalej, ale jej wzrok niemal samoistnie zjechał na kartkę, która leżała na stole i była ułożona akurat w taki sposób, że nie miała trudności, by rozczytać wiadomość. – Czyli rozumiem, że noc ze śniadaniem? – rzuciła nieuprzejmie, ale croissantem się poczęstowała.
Nie jestem dziwką. Wróciłam do domu.
O której?
Jestem dorosła, nie muszę ci się spowiadać.
A kim jest Tomek? – ciągnęła temat dalej, mając nadzieję, że jakoś uda jej się sprowokować córkę, jeśli nie do wyznań, to chociażby do awantury. Wierzyła, że krzykiem Paulina jej wszystko zdradzi, także swoje emocje.
Paulina jednak okazała się sprytniejsza, uśmiechnęła się chytrze, zabrała kartkę, złożyła ją ponownie na cztery i wcisnęła do koperty. Wzięła jeszcze jednego rogalika w dłoń i rzuciła jakby od niechcenia:
Chodź, Bartuś, bo tutaj to się nie ma poszanowania dla cudzej prywatności za grosz, nawet korespondencję nieswoją się czyta.
Przecież nie czytałam, tylko jak leżało, to zerknęłam!
To trzeba było zamknąć oczy – przemówiła z wrednym wyrazem twarzy, ale po chwili delikatnie się uśmiechnęła.
To powiesz kim jest Tomek czy nie?
Może kiedyś, a teraz przepraszam, ale ja idę dalej spać. – Zamknęła za sobą drzwi prowadzące do pokoju, który dzieliła z siostrą i Bartoszem.
Chłopiec wzruszył teatralnie ramionkami, a potem zachęcił babcię do tego, by skosztowała jeszcze jednego rogalika.
Pychoszka są – mówił wesoło, ale nagle posmutniał, gdy Iwona przyłożyła kubek do ust. – A dlaczemu ja nie dostałem choćby czekoladki na gorąco?
Zrobię ci kakao. – Była gotowa już wyciągać rondelek, by zagotować dla swojego kochanego, jedynego wnusia mleka i to nawet na dwa kubki, ale on szybko jej w tym przeszkodził.
Nie chcem! Chcem tylko wiedzieć czemu ja nie dostałem?
Nie wiem, jak poznamy tego Tomka, to się go zapytamy, dobra?
Echeś. By już o mnie pamiętał i mnie nigdy nie pomijał – wymądrzał się dalej czterolatek. – A Norber dziś przyjdzie?
Nie wiem – odpowiedziała zgodnie z prawdą, nawet nie trudząc się tym, by poprawić chłopca, któremu czasami zdarzało się przekręcać wyrazy i zjadać niektóre literki. Sądziła, że gdy będzie go nieustannie poprawiała, to będzie mu przykro, a jej zdaniem, on był jeszcze całkiem malutki, a tym samym miał sporo czasu, by się wielu rzeczy nauczyć.


Jutro są Walentynki, dlatego postanowiłem przyspieszyć publikację trzech rozdziałów, które wpasowują się w tematykę tego święta.
Mam nadzieję, że taki prezent ode mnie przypadnie Wam do gustu.
Czego i kiedy możecie się spodziewać? Dziś wieczorem, jutro rano i jutro wieczorem będą pojawiały się nowe rozdziały.
Później wszystko będzie szło bez zmian, czyli aktualizacja w każdy poniedziałek.
Pozdrawiam i życzę Wam byście spędzili ten dzień z kimś kogo kochacie.

22 komentarze:

  1. Coś mi mówi, że to siostra Pauliny jest mamą Bartka, a zatem gdzie ona się podziewa? ;o Tia, niby fabuła obejmuje jak na razie dwa dni, ale fakt wspomnienia o niej dopiero teraz i to tak mimochodem sprawia, że musiałam o to zapytać.
    A jednak, Norber poszedł w odstawkę. Zajadała się rogalami od obcego faceta ani razu nie wspomniawszy tego, z którym miała długi już staż. ;D
    Również życzę milusich, niekoniecznie różowopluszastych, walentynek. :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "Norber" bo Bartuś wypowiada jeszcze niektóre wyrazy niepoprawnie.
      Faktycznie nie wspomniała byłego, z którym miała niezły staż, a to tylko znaczy, że nie odczuła udręki po tym rozstaniu, tak więc związek ten był raczej zabawą, takim "byleby być", a nie czymś poważny, po czym warto płakać.
      Różowiaste na pewno nie będą.
      Pozdrawiam.

      Usuń
    2. Wiem, specjalnie tak napisałam - błędy językowe dzieci potrafią być urocze. :3
      Fakt, ale jednak 4 lata robią swoje. Człowiek się przyzwyczaja, a tu nagle ta druga osoba znika z życia. I teraz zastanawiam się, co u Norberta. Czy zdążył się pocieszyć? Albo czy jednak spróbuje choć zadzwonić do Pauliny?

      Usuń
    3. Tak, zgodzę się, że do pewnego wieku bywa to urocze i rozczulające, ale po pewnym czasie to już tylko logopeda :)
      Norbert nie zniknie tak całkiem z życia Pauliny, ale też nie będzie jakimś kluczowym bohaterem co będzie chciał odzyskać swoją miłość. Bo jaka to miłość? Za wiele ich dzieliło, za mało łączyło, inne priorytety, inne wymagania względem siebie, oczekiwania, plany...
      Postaram się do Ciebie wpaść jeszcze w tym tygodniu, by zobaczyć co Ty tworzysz :)

      Usuń
    4. Hah, niestety. xD
      Cóż, w taki razie zmarnowali sobie 4 lata życia. To smutne i częste zjawisko. Choćby przez przyzwyczajenie i strach przed podjęciem ryzyka do powiedzenia "dość" i ponownego radzenia sobie samemu/szukania kogoś lepszego. Hm, w przypadku Pauliny lepiej późno niż wcale.
      Miło, ale nie wiem, czy spodobałaby Ci się tematyka moich prac. xD

      Usuń
    5. Dokładnie tak, zmarnowali sobie nawzajem cztery lata życia.
      Dopóki nie sprawdzę tej tematyki, to nie będę wiedział czy mi się podoba, czy też nie, dlatego wkrótce zajrzę i napiszę Ci co myślę.

      Usuń
    6. Cóż, w takim razie polecam Ci raczej blog, który dopiero zaczęłam (las-smoka), gdzie jeszcze nie chyba narobić amatorskich błędów i który powinien mieć trochę wyższy poziom od pozostałych... Xd

      Usuń
    7. Dobrze, w takim razie zajrzę na ten, który mi polecasz :)

      Usuń
  2. Strasznie lubię takie proste historie miłosno-obyczajowe, ale pewne u Ciebie nie obędzie się bez wątku z przeszłości, chociażby wątek matki Bartusia. Coraz bardziej obstawiam, że jego mamą jest siostra Pauliny, Natalia, tylko... gdzie ona teraz jest? Bardzo podoba mi się relacja między dzieckiem, a główną bohaterką.
    Rozdział skojarzył mi się... był kiedyś taki serial - Magda M. I ona tam też dostawała co rano rogaliki od faceta :-).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też lubię takie opowieści, pod warunkiem, że jest w nich coś jeszcze, że coś się pod nimi kryje. Moim zdaniem do stworzenia fabuły trzeba czegoś więcej niż uśmiechów, rozmarzonych spojrzeń i chodzenia z sobą do łóżka. Dlatego nie jestem fanem filmów i książek typu "50 twarzy..." gdzie nie dzieje się tak właściwie nic.
      Naprawdę, w Magdzie M. był pan Rogal? Nawet nie pamiętam, a kilka odcinków widziałem. To leciało chyba z jakieś dziesięć lat temu, nie?

      Usuń
  3. Czy w rzeczywistosci takie rzeczy moga sie wydarzyc, aby ktos kogo czlowiek ledwo poznal, wysylal cokolwiek dla kobiety? O.o mi w to ciezko uwierzyc. To sie wydaje takie nierealne dla mnie, ale moze nie znam tak zycia. Bo jeszcze rozumiem jakby troche tam dluzej sie znali, ale nie pare godzin...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oczywiście, że mogą. Kiedyś były na porządku dziennym. Pamiętam jak mi dziadek opowiadań, że gdy jakaś dziewczyna spodobała mu się na balandze, to potem kupował jej chustki i szaliki i wiązał przy płocie z karteczkami. Teraz kobiety są łatwiejsze, więc mało który facet sądzi, że takie zaloty i sposób na podryw są konieczne. Jednak nadal zdarzają się wyjątki.

      Usuń
    2. Kiedyś to by mnie to nie zdziwiło. Kiedyś to facet mógł tak zabiegać o względy kobiety, ale w tych czasach... to po prostu byłby szok. A przynajmniej dla mnie.

      Usuń
    3. Ale szok pozytywny, prawda? Tomasz chce zrobić dobre wrażenie, więc nie ma w tym niczego dziwnego, że właśnie w taki sposób szokuje.

      Usuń
  4. Bardzo miłą niespodziankę zrobił Tomek :) Mnie również spodobałaby się, choć kawy nie pijam :P
    Cały czas zastanawiam się nad Bartusiem. Myślę, że malec jest siostrzeńcem Pauliny, mam rację? :)
    Literówka do poprawki:
    a potem zachęcił babcie do tego
    babcię

    amandiolabadeo.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Paulina za to kawę pochłania nałogowo i to w bardzo niezdrowych ilościach, na dodatek z dużą ilością cukru.
      Nie mogę ci napisać czy masz rację. Za niedługo sama się przekonasz.
      Rozdział trzeci już poprawiłem, to teraz te literówki z czwartego ogarnę i idę spać :)

      Usuń
  5. Kilka słów ode mnie (albo więcej niż kilka)

    Rozdział był bardzo krótki, więc nie będzie jakoś długo, ale ogółem podobało mi się. Szczególnie przemawia do mnie relacja Pauliny i Bartka, która jest taka typowo rodzinna, luźna, bez jakiś napięć czy "nie będę siedzieć z gówniarzem".

    Zacytuję tylko coś, co zwróciło moją uwagę
    "Paulina roześmiała się w głos, gdy przeczytała podpis, który nawiązywał do poprzedniego dnia i zachęty Tomka, by ona i Agata nie obawiały się go i przystały na jego propozycję podwózki."

    Moim zdaniem nie ma potrzeby tego tak dokładnie opisywać, bo każdy rozgarnięty czytelnik pamięta tę sytuację, no a tutaj to trochę jest tak napisane "jak krowie na rowie". Wystarczy, że nawiązywał do poprzedniego dnia i koniec. Zwłaszcza, że powtarzasz sytuację z poprzedniego rozdziału a nie kilku miesięcy.

    Co do samego śniadania, to dobre zagranie. Mnie też by kupił rogalikami, chociaż też bym nie powiedziała, że to teraz zdarza się rzadko, bo kobiety są łatwe. Myślę, że dziewczyny po prostu chcą tworzyć już bardziej związki partnerskie, gdzie nie muszą potem spłacać jakiś emocjonalnych długów za bukiety kwiatów, kolacje czy przysłane śniadania. To nie jest oczywiście do końca dobre, bo jeśli z góry się zakłada pełną niezależność w związku, to po co związek? Ale wszystko trzeba chyba robić z głową po prostu, nawet przyjmować te śniadanka i kawy. Zobaczymy, jak to będzie w przypadku Pauliny.

    Pozdrawiam ; )

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bo tutaj rozdziały to w ogóle są króciutkie, takie jednowątkowe.
      Też mi się podobała relacja Pauliny i Bartka. W "Miejskich opowieściach" podobną relację będzie miała opiekunka z dzieckiem.
      Tylko nie każdy czytelnik czyta rozdziały pod rząd. Niektórzy przerywają i wracają do czytania nawet po kilku miesiącach. Poza tym specjalnie chciałem to zaznaczyć, więc nie uważam, że tym zaniżam poziom czytelników. W opowiadaniu jest inna zagadka i nad czym innym mogą się głowić. Oczywistości wolę napisać.
      Tylko nie każdy facet co obdarowuje czymś kobietę oczekuje spłacania długu. Oczywiście są tacy, są tacy co pomogą, potem wypomną. Jednak jeśli z góry na każdego by się patrzyło tym pryzmatem, to... każdy na starcie byłby skreślony.
      Też zauważyłem, że ostatnio ludzie nastawieni są na partnerstwo, a w nim na niezależność, przez co takie związki dosyć szybko się rozpadają. Zanikają też wartości rodzinne. Ja myślę, że najważniejsze to się z góry dogadać, by potem nie było zgrzytów. Podobnie jak nie ma czegoś takiego jak kompromis, zawsze to jedna strona bardziej ulega. Najważniejsze jednak, by to nie było tak, że zawsze ulega ta sama osoba.

      Usuń
  6. Tomek mnie zaskoczył tym śniadaniem. :D
    Pamiętam, jak mój narzeczony kiedyś kompletnie niezapowiedziany przyjechał do mnie z Malborka z rogalikami i kwiatami. Uśmiech z ust nie schodził mi przez resztę dnia i nie dziwię się Paulinie, że też taka zadowolona. :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I wychodzi nagle na to, że kobiecie naprawdę niewiele potrzeba do szczęścia, że liczy się tak naprawdę pomysł i kreatywność, a nie tak jak uważa większość - stan portfela.

      Usuń
  7. Mnie też kiedyś kurier obudził, bo zawzięcie do dziewiątej spałam w wakacje. Tyle, że miał dla mnie paczkę, ale spodziewałam się go raczej za furtką niż za drzwiami. Moja trzęsąca się ręka z rana, nabazgrała podpis na czytniku. A ja w myślach podziękowała za miły widok ładnego pana z rana :D, tylko może gdybym była ciut przytomniejsza z rana.
    To całkiem miłe, kiedy ktoś budzi Cię ze śniadaniem. Kiedyś dostałam śniadanie od kumpla, kiedy bardzo źle się czułam, a on nie uważa aby to było "coś" wielkiego. Właśnie takie miłe gesty się docenia. A dobrze wie, jak ja kocham jedzenie i to jeszcze w takiej sytuacji.
    Nie lubię jak ktoś krzyczy, więc jestem za Pauliną. Kobieta takim wrzaskiem nie osiągnie wiele. A przynajmniej nie tyle ile jej się wydaje. Poza tym zero szacunku, jeszcze listy czytać.
    No to ja już oczyma wyobraźni widzę, jak mały się upomina o tą czekoladę. Oj, Pan Tomek już przegrał na wstępie, że nie wypytał o całą rodzinę, z którą mieszka ;P. Chociaż może Bartek nie będzie taki mściwy i da się przekupić.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tu też Paulina uważa to za coś wielkiego, bo nigdy wcześniej coś takiego jej się nie przytrafiło. Jednak dla Tomka to normalne, by sprawiać komuś przyjemność i nie ma to tylko na celu, by Paulinę zdobyć. On po jej zdobyciu aż tak się nie zmieni. Nadal będzie robił jej niespodzianki.
      Zanim pan Tomek Bartka pozna, to miną miesiące xD
      Pozdrawiam i dziękuję za komentarz.

      Usuń