Autor tego bloga należy do grupy „Projekt Prozaicy”, z tego też powodu strona korzysta z płatnych linków. Ujmując to krócej i bardziej zrozumiale – autor zarabia, a czytelnicy nic na tym nie tracą. Te linki są całkowicie bezpieczne dla komputerów, tabletów i smartphone-ów pod warunkiem, że postępuje się zgodnie z instrukcją, czyli nie klika w reklamy, nic nie ściąga na swój sprzęt, a jedynie odczekuje symboliczne pięć sekund i przechodzi dalej. Za wszelkie utrudnienia autor bloga przeprasza, za waszą aktywność jest wdzięczny, a prywatnie pozdrawia i życzy dobrej zabawy podczas czytania.

Link do instrukcji – KLIK

wtorek, 14 lutego 2017

#10 – „Paulina” – Rozdział 7

Dziecko”

Wiosna trwała w najlepsze i tak jak na wiosnę wszystko się rodzi do życia, tak i Paulina zdawała się narodzić na nowo. Miała energię do działania i siły, by wierzyć we własne możliwości. Zdecydowała się nawet dowiedzieć o studia zaoczne, sprawdzić ile by kosztowały, obliczyć czy podoła. Zaczęła wcześniej wstawać, a co za tym szło – też wcześniej się kładła i nie miała już problemów z zasypianiem. Szła do łóżka z myślą, iż rano znów powita ją SMS od Tomka, który zaprosi ją na kawę, a jeśli nie SMS, to kurier, który stanie w jej drzwiach nie tylko z kawą, ale także z croissantami.
On tak będzie ci już zawsze dostarczał śniadania? – dopytywała jej matka, wyjmując z papierowej torby dwa rogaliki. Jednego podała Bartusiowi.
Mógłby – stwierdził chłopczyk. – Bo ja lubiem – oznajmił z pełną buzią.
Szczerze, to nie wiem – odpowiedziała rodzicielce Paula. Usiadła dokładnie naprzeciw i także postanowiła coś zjeść. Rogaliki już jej się przejadły, więc zdecydowała się zostawić je dla Tośka, a sama pożywić się truskawkowym jogurtem. Kawą jednak nie pogardziła. – No co się tak na mnie patrzysz? Przecież nie zabronię mu kupować mi śniadań. – Zaśmiała się.
Patrzę i widzę. – Iwona zdawała się jeszcze uważniej przyglądać córce. – Masz malinkę na szyi.
Blondynka instynktownie dotknęła tego miejsca, w które wgapiała się matka. Nie zaszła jednak rumieńcem. Bez skrępowania odpowiedziała:
Za mocno mnie pocałował, gdy się ze mną wczoraj żegnał.
Wiem, znaczy wiemy. Widzieliśmy. – Uśmiechnęła się promiennie. – Bartuś to aż wspiął się na parapet, by was zobaczyć.
Paula spoważniała, westchnęła i zrobiła spory łyk kawy.
Nie wiem czy mówisz do mnie to wszystko, by mi jakoś dogryźć, masz pretensje, czy może jesteś zadowolona?
Sama nie wiem – przyznała. – Z jednej strony cieszę się twoim szczęściem, ale... czy ty nie uważasz, że to trochę za szybko? Dopiero co zerwałaś z Norbertem.
Minęło prawie pół roku, matko. Norbert nie był warty czasu jaki mu poświęciłam. Tomek jest tego wart. – Poprawiła zapięcie kolczyka. Tę biżuterię otrzymała od Bordycha na święta bożonarodzeniowe. Wcześniej, na mikołajki, ofiarował jej naszyjnik z zawieszką, który idealnie pasował do owych kolczyków.
Tomek? A więc tak ma na imię?
Tak.
Kiedy go zaprosisz?
Jeszcze nie wiem.
Chcę go poznać – nalegała.
Przyjdzie na to czas. Na razie my się tylko tak spotykamy. Zobaczymy co z tego będzie.
Obyś tylko była z nim szczęśliwa.
Jak przestanę być, to go rzucę, o to się nie martw. Nie popełnię już takiego błędu jak z Norbim. Nie będę już ciągnęła czegoś co nie daje mi szczęścia, a jeszcze je zabiera. – Wstała od stołu i w pośpiechu zaczęła zakładać długi sweterek bez zamka i guzików. Był niemal cały popielaty, z różowym paskiem przechodzącym tuż nad kieszeniami i z tyłu, na plecach w okolicy pośladków.
Byłaś ostatnio na zakupach? – zapytała Iwona, widząc u córki coś nowego.
Nie, ja nie, ale Tomek był kupić sobie spodnie. Ta narzutka rzuciła mu się w oczy. Uznał, że tak bardzo do mnie pasuje, że musiał ją kupić. Uważasz, że nie powinnam jej przyjmować? – zdziwiła się. Akurat poprawiała włosy, zarzucając je do tyłu. Stała przy tym przed lustrem, ale pomimo tego spojrzała na matkę.
Sama nie wiem. Z jednej strony to nic złego, ale z drugiej... Jeśli nie czujesz do niego nic takiego wyjątkowego, to nie powinnaś przyjmować od niego prezentów.
Oj tam. Nie czuję, ale podoba mi się. Może kiedyś będzie z tego coś więcej. Trzeba czasu. Wychodzę do pracy.
O której wrócisz?
A czemu pytasz?
Natalka dziś wraca z kursu. W ogóle, to chyba powinna zmienić pracę. Oni ciągle każą jej gdzieś wyjeżdżać – narzekała.
Paulina wolała przemilczeć wyjazdy swojej siostry. Dobrze wiedziała, że starsza od niej o rok Natalia wcale nie wyjeżdżała na żadne kursy czy szkolenia, a do chłopaka, który mieszkał nad morzem i co rusz spraszał ją do siebie. Z tego co pamiętała, to właśnie dziś siostra miała wrócić do domu w jego asyście, by w końcu przedstawić go całej, małej, najbliższej rodzinie.
Idę po pracy z Tomkiem na szarlotkę i lody, ale postaram się szybko wrócić – powiedziała, naprawdę mając w planach pojawić się przed siostrą, by zapobiec katastrofie i gigantycznej awanturze. Wiedziała, że taka z pewnością się wywiąże, gdy Natalia postawi matkę przed faktem dokonanym, a konkretniej, to nagle oznajmi „Ta dam, zaręczyliśmy się!”.
W pracy dzień szybko jej minął. Było sporo klientów, więc czas leciał jakby sam, bez konieczności poganiania wzrokiem wskazówek. Tomek zjawił się punktualnie. Czekał nad nią przed komisem, opierając się podeszwą jednego buta o ścianę. Obserwował jak zamykała antywłamaniowe drzwi i kratę oraz jak wrzucała klucze do torebki.
Od razu go dostrzegła, nawet rzuciła mu zwykłe „cześć”, ale dopóki nie upewniła się, że kłódki są dobrze założone, to nie zwracała na niego większej uwagi. Dopiero po dokładnym, dwukrotnym sprawdzeniu każdego zamka, podeszła i zarzuciła ręce na jego szyję. Musnęła delikatnie, by nie rozmazać na nim swojej szminki, tak jak to miało miejsce kiedyś, pewnej nocy, gdy całowali się w parku pod migoczącą latarnią.
Trzymając się za ręce, weszli do pobliskiej cukierni. Złożyli zamówienie, a kelnerka bardzo szybko uraczyła ich dwoma zestawami, z czego każdy złożony był z kawałka szarlotki, dwóch kulek lodów waniliowych i kawy. To wtedy Tomek pierwszy raz zrobił coś co Paulinie się nie spodobało. Zabrał cukier z jej dłoni i oznajmił:
Stanowczo za dużo słodzisz.
Co?
Cukier jest niezdrowy – trwał przy swoim.
To dlatego kawa, którą mi przesyłałeś była taka gorzka, że koniecznie musiałam ją dosładzać? – starała się obrócić wszystko w żart, a on jakby odpuścił.
Odłożył opakowania cukru, które jej zabrał, z powrotem na blat stolika. Dłonie zaciśnięte w pięść wcisnął między uda, a potem opanował się i skosztował lodów. Zachwycił się ich smakiem, choć nie przepadał za słodyczami.
Nie mówię, że masz nie słodzić wcale, ale słodzić mniej. Robiąc tak jak robisz przed czterdziestką nabawisz się cukrzycy i pierwszego zawału.
Nie przypominam sobie byś był moim prywatnym lekarzem pierwszego kontaktu – odburknęła z niezadowoloną miną.
Jesteś obrażona, bo cię w czymś nie poparłem.
To będzie mój zawał i moja cukrzyca, nic ci do tego.
Ale to nie znaczy, że muszę cię popierać.
Nie musisz też krytykować.
Mam nie mówić co myślę? Mam kłamać? – starał się zrozumieć.
Czasami ugryźć się w język.
Jak wstałaś lewą nogą, to mogłaś powiedzieć. Przełożylibyśmy spotkanie.
Przepraszam – powiedziała, decydując się mu ustąpić. Otworzyła opakowanie cukru, ale jednak nie wsypała go do kawy. – Zobaczę czy tyle wystarczy – zaproponowała.
Wcześniej słodziłaś osiem, teraz osłodziłaś cztery. Na pewno odczujesz różnice – uprzedził nim spróbowała.
Uznała, że kawa osłodzona o połowę mniej niż zazwyczaj jej nie smakuje i jest zupełnie gorzka, ale pomimo tego postanowiła się przemóc, a być może nawet z czasem się do tego nowego smaku przyzwyczaić. Zdecydowała, że osłodzi sobie gorzki napój waniliowymi lodami i słodką szarlotką z cynamonem.
Jestem dziś nieswoja, bo moja siostra wraca. Powie matce, że zaręczyła się z jakimś Michałem, którego ta ani razu jeszcze nie widziała na oczy. Nawet ja go jeszcze nie widziałam. Dziś zobaczę po raz pierwszy.
To chyba dobrze, że układa sobie życie – stwierdził.
Niby tak, ale co pół roku układa je sobie z kimś innym i do tej pory nie trafiła na nikogo... nawet przystępnego. Nie mówię, że ma być idealny, ale...
Ideałów nie ma – wtrącił szybko i podrapał się po szyi oraz policzku, czując pod palcami, że zarost za niedługo ponownie zagości na jego twarzy.
Ty jesteś – skomplementowała.
Dziękuję, ale nie jestem – trwał przy swoim.
A jesteś samochodem? – spytała z nadzieją, wykrzywiając przy tym usta.
Może jestem.
Jeśli jesteś, to odwieziesz mnie potem do domu? Chciałabym zdążyć przed matką poznać tego całego Michała, by w razie czego wybić Natalii z głowy przedstawianie go matce.
Tomasz zaśmiał się krótko i cicho, a potem przytaknął ruchem głowy.
Oczywiście, że cię odwiozę. Czy kiedykolwiek kazałem ci wracać samej?
No nie.
No właśnie. Obrażę się, że mnie o takie chamstwo podejrzewasz. Zjemy i od razu jedziemy – zadecydował.
Jak powiedział, tak się stało i już po chwili siedzieli w samochodzie pod kamienicą, utworzoną z niegdyś jednorodzinnego domku.
Paulina wpatrywała się w zamknięte okna. Nie widziała żadnego ruchu za firanką. Zdziwiła się, bo jej mama, gdy tylko bywała w domu, to non stop wietrzyła. Zdaniem córek kobieta miała jakąś niezdrową manie, nieustannego wpuszczania do domu świeżego powietrza.
Paula zdecydowała się pocałować Tomka na pożegnanie i wysiąść, ale gdy chwyciła za klamkę, ten szybko zablokował drzwi.
Było stanowczo za krótko – poskarżył się na pocałunek.
Postanowiła naprawić swój błąd i niemal klękała na fotelu jednym kolanem, by dosięgać go bardziej i by było jej przy tym wygodniej. Nagle usłyszała stukanie w boczną szybę. Wystraszyła się i odwróciła.
Do szyby przyciskał policzek czteroletni Bartuś, postukując przy tym o nią obiema rączkami, wysoko uniesionymi do góry.
Wpuścicie mnie? – zapytał niewyraźnie, z buzią ciągle przyciśniętą do tafli szkła.
Otwórz – polecił radośnie Tomek, jednocześnie odblokowując blokadę.
Paulina ledwie otworzyła, a mały Tosiek już wślizgnął się do środka i usiadł na jej kolanach.
Synek sąsiadów? – spytał Bordych, podając małemu rękę.
Nie, rodzina – odpowiedziała zgodnie z prawdą.
W takim razie, część mały. Jestem Tomek, a ty? – Uśmiechnął się ciepło.
Bartosz – odpowiedział, unosząc dłoń do góry, jakby oczekiwał przybicia piątki.
Paulina położyła swoją dłoń na główce Tośka, chcąc poprawić jego czerwoną czapeczkę z daszkiem, gdyż ta była bardzo krzywo założona.
To mój syn – wyznała, a w samochodzie zapanowała niezręczna cisza.
Tomek wpatrywał się w chłopca ubranego w dżinsowy komplecik, składający się ze spodni i kurteczki, której guziki były rozpięte na tyle, że widać było znaną postać z kreskówki. Wbił wzrok w czerwoną czapeczkę dziecka i otworzył usta, po chwili jednak ponownie je zamknął. Zaniemówił.

27 komentarzy:

  1. Witaj!
    Piszę w sprawie opowiadań, które zgłosiłeś do oceny na fuzji ocenialni Wspólnymi Siłami. Mianowicie uległy zmianie adresy tych stron, gdy postanowiłeś publikować wszystko na jednym blogu autorskim. Problem w tym, że nie zgłosiłeś tego w żadnym punkcie na WS, w związku z czym nie wiemy, czy wciąż oczekujesz na ocenę, czy może mamy wykreślić Cię z kolejek. Takie zmiany należy zgłaszać, w przeciwnym razie pierwotne strony publikacji uznajemy za opuszczone i automatycznie uzyskują one odmowę.
    Czekamy zatem na wiadomość od Ciebie. W przypadku braku odzewu w podsumowaniu miesiąca pojawi się odmowa.
    Pozdrawiam serdecznie,
    Ayame
    Wspólnymi Siłami

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie uległy zmianie adresy, gdyż tamte ciągle działają, nie zostały usunięte.
      Nie zgłosiłem tego w żadnym punkcie, bo gdy zgłaszałem opowiadania do oceny, to jeszcze nie wiedziałem, że będę się przenosił.
      Poza tym nikt z was też mnie nie poinformował, że już zaczął sprawdzać moje opowiadanie i pisać jego recenzję, a chyba też by wypadało takie rzeczy zgłaszać tak? (wymagajmy od innych tyle samo ile dajemy od siebie, nic ponad).
      Poza tym po takie recenzje zgłasza się po to, by wiedzieć co poprawić, tak więc, gdy wy ocenicie stare wersje opowiadań, to ja będę wiedział na co zwrócić uwagę podczas poprawiania ich i przenoszenia na ten blog. Tak więc ja osobiście nie widzę żadnego problemu, postów stamtąd nie usunąłem, w chwili gdy się zgłaszałem blogi były działające, do teraz też jest ze mną kontakt, bo ja nigdzie nie zniknąłem. Dziwi mnie też trochę, że piszesz w komentarzu pod rozdziałem, w chwili gdy mogłaś to zrobić mailowo (tak byłoby szybciej i w odpowiedniejszym miejscu).
      Pozdrawiam.

      Usuń
    2. Witam ponownie!
      Nie wymagamy oczywiście, abyś przewidywał przyszłość, więc nie mamy pretensji, że przy zgłoszeniu nie zaznaczyłeś innego adresu. Powinieneś jednak poinformować nas o przenosinach, gdy zapadła już taka decyzja – z pewnością miło by było, gdybyśmy dowiedziały się o tym od Ciebie, a nie przypadkiem.
      Większość z nas informuje, gdy zaczyna ocenę, ale to tylko nasza dobra wola oraz ułatwienie i dla nas, i dla autorów. Zapewne jeszcze nikt nie zaczął pracy nad oceną Twojej twórczości, ale zawsze któraś z oceniających przegląda kolejki i informuje o bieżących niezgodnościach z regulaminem.
      Jeśli sądzisz, że zmiana miejsca publikacji nie nastręcza żadnych problemów, to chciałabym zaznaczyć, że prawdopodobnie jesteś w błędzie. Przykładowo Lena nie ocenia blogów zawieszonych, ewentualnie zakończone. Zmiana adresu docelowego oznacza przeniesienie twórczości i często brak jej kontynuacji w dotychczasowym miejscu. W praktyce taki blog otrzymuje łatkę zawieszonego lub opuszczonego.
      Dlatego jeżeli nie zamierzasz skończyć opowiadania lub je zawieszasz (na co w tej sytuacji wygląda) – to go nie oceni.
      Zaś co do informacji, że mailowo byłoby szybciej – możliwe. Jednakże z całą pewnością nie jest to odpowiedniejsze miejsce, ponieważ ta wymiana informacji nie dotyczy tylko dwóch osób, ale Ciebie i co najmniej kilku oceniających – każda z zainteresowanych osób powinna mieć zatem otwarty dostęp do tych wiadomości.
      Ayame
      Wspólnymi Siłami

      Usuń
    3. Wiesz, gdyby już ktoś zaczął oceniać któreś z moich opowiadań, to oczywiście bym tę osobę poinformował o zmianach. Moim zdaniem osoba, która zaczyna ocenę powinna o tym informować, by autor choćby szablonu i czcionki nagle nie zmienił. Jeśli więc wasza informacja do autora to tylko wasza dobra wola i ułatwienie, to uznajmy, że moja informacja do was, to też byłaby tylko moja dobra wola i dla was ułatwienie - sprawiedliwie, czyż nie? ;-)
      A tak na poważnie, to wszystkie swoje opowiadania zamierzam dokończyć i opublikować na tym blogu, więc nie ma historii, która zostanie niedokończona czy porzucona. Ocena rozdziałów, które są na tamtych blogach (tych nieaktywnych) byłaby więc pomocna przy poprawkach, które zamierzam poczynić. Jednak fabuły i ogólnego planu wydarzeń zmieniać nie zamierzam. Tak więc myślę, że nic nie stoi na przeszkodzie, by oceniający mogli pisać recenzje tamtych rozdziałów. Jedynym wyjątkiem tutaj może być właśnie opowiadanie "Paulina", które aktualnie publikuję. W tym przypadku oceniająca może wpaść od razu tutaj ;) No chyba, że chcecie koniecznie poczekać i oceniać te poprawione wersje opowiadań.

      Usuń
    4. Akurat przed końcem miesiąca sprawdziłyśmy wszystkie blogi z poczekalni – czy widnieją na nich linki do WS, czy blogi nie są zawieszone, opuszczone, czy treść nie została przeniesiona na inny blog – i stąd nasz komentarz kontrolny. I to się nazywa „dobra wola” z naszej strony, bo moglibyśmy od razu wystawić Ci odmowę, informacja o przenosinach to Twój obowiązek jako zgłaszającego się autora – gdybyś nas poinformował zawczasu, nie musiałybyśmy ani zamrażać Twojego bloga w kolejce, ani dopytywać się w komentarzach, o co chodzi. Natomiast nie dostałeś informacji o rozpoczęciu oceny, bo takowej nikt jeszcze nie zaczął pisać.
      To chyba dość oczywiste, że chcemy ocenić Twój bieżący styl. Po co rozwodzić się nad tym, jak pisałeś wcześniej? Zatem istotne jest dla nas, którą wersję i w jakim czasie mamy ocenić.
      Zadeklaruj się, proszę, jaką ostatecznie decyzję zamierzasz podjąć.
      Nie chcemy oceniać tworów nieaktualnych. Szkoda naszego czasu i pracy, za którą, notabene, nikt nam przecież nie płaci :)
      Czekamy na Twoją decyzję. Na WS.
      Życzę miłego wieczoru.

      Usuń
    5. I ponownie masz jakieś ale :/
      Oduczysz się mądrowania i pokazywanie że to ty masz rację ciągle? Z pokorą nie możesz przyjąć uwag?
      Tak czy siak tu chodzi o poinformowanie, najzwyklejsze w świecie, wymagasz od innych że jak kończą pisać albo zawieszają bloga żeby choć notkę dali o tym, a ty robisz dokładnie to samo :/ zastanów się troszkę :)

      Usuń
    6. Naucz się czytać ze zrozumieniem. Dałem informacje na wszystkich blogach, więc analizatorzy, recenzje itd też je widzieli.
      Nie ma też takiej sytuacji, że coś zamierzam porzucić bez słowa i nie dokończyć. Tak więc... wybacz, ale najwidoczniej zupełnie nie rozumiesz tego co czytasz.
      Jestem też bardzo zapracowanym człowiekiem, nie mam czasu na informowanie wszystkich o wszystkim (informacja była na blogach zgłoszonych do ocenialni, każdy ją widział, a jaka decyzje podejmie, czyli czy będzie oceniał opowiadanie w tej chwili stojące w miejscu czy sobie odpuści, to już zależne od niego).
      Poza tym wymagam, by anonimowi komentatorzy się podpisywali.
      A co do recenzji - sami sobie taką pracę bezpłatną wybrali. Oni robią mi przysługę oceniając, a tacy jak ja, robią im przyjemność zgłaszając się i tak to się kręci. Więc nie przekonuje mnie poczucie, że recenzenci są wyżsi od autorów, bo jesteśmy dokładnie na równi - i mnie i im nikt nie płaci, robimy co chcemy o ważne by robić to z przyjemnością. Ja mogę przeprosić jedynie za zamieszanie, ale nie czułem się zobowiązany, by pisać komentarz z informacją na WS. gdy informacje o przenosinach były na każdym z moich blogów.
      To czy recenzenci ocenią opowiadanie zależy od nich, ja nie będę niczego na nich wymuszał, a kontakt ze mną każdy z nich ma i chyba nie potrzeba im adwokata, tłumacza czy pośrednika.

      Usuń
    7. Pisałem z telefonu, więc przepraszam za błędy.

      Usuń
  2. A, czyli jednak to Paulina jest jego mamą. To sie chłopak zdziwił. W sumie też bym się zdziwiła. Pół roku znajomości(?) to całkiem długo. Przynajmniej w świecie dorosłych. Jeśli Bartuś jest jej synem (Norbert ojcem? ;q Czemu go nie odwiedza, a przynajmniej nic mi na ten moment nie wiadomo), to chyba naturalniej by było, gdyby mu powiedziała. Takie rzeczy się wie przy okazjach: no, nie mogę iść dziś z tobą na randkę, mój syn zachorował itp. ;D
    Hm, szkoda, że Paulina nie uważa (albo raczej nie nazywa przy matce) Tomka za kogoś bliższego. Tia, mam tak jak Iwona, głupio mi było przyjmować cokolwiek od kolegi, z którym przeczuwałam, że pewnie nic nie będzie. xd
    Weny. ;D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A dlaczego Norbert miałby być ojcem Bartusia? To by się nawet nie zgadzało. Paulina powiedziała, że z Norbertem mieliby czwartą rocznice. Bartosz ma cztery lata. W ciąży chodzi się dziewięć miesięcy. Tak więc nie ma takiej opcji, by to Norbert był ojcem chłopca.
      Niektóre samotne, młode matki boją się przyznać, że mają dzieci, by faceta nie spłoszyć. Poza tym też nie chcą od razu poznawać potomstwa z każdym nowym kolegą, bo po co dziecko ma się przyzwyczajać do kogoś kto jest tylko na chwilę.
      Uwierz, że mężczyznom też jest głupio, gdy jakaś kobieta daje im coś od siebie i wiadomo jest, że ona liczy na coś więcej, a on nie ma zamiaru jej nic więcej dawać, nie jest pewny, że będzie z nią dłużej. Myślę, że większość ludzi tak do tego podchodzi.

      Usuń
    2. No właśnie zadałam pytanie, czy to on? Trop prowadzi na niego, biorąc pod uwagę, że jest tu jednym z dwóch męskich bohaterów. Z drugiej strony czas się nie zgadzał, ale w sumie na świecie jest tyle różnych pokręconych sytuacji. ;q
      Czyli Paulina jest raczej typem, który nie chce spłoszyć? Dziecko nie musi znać każdego nowego wujka, ale wujek może wiedzieć o jego istnieniu. C: W dużej mierze ułatwia to życie i wiadomo na czym się stoi. C:
      Doprawdy? :D Wierzę, że tak może być, ale doświadczenie nauczyło, że ludzie to wyzyskiwacze i jeszcze spojrzą na Ciebie jak na dziwadło, gdy nie chcesz przyjmować prezentów. :-:

      Usuń
    3. Opublikuję kolejny rozdział przedwcześnie, zaraz. Wtedy wszystko odnośnie tego dziecka się wyjaśni.
      Pozdrawiam.

      Usuń
  3. A więc jednak Paulina jest mamą Bartka :-) Od samego początku to przeczuwałam i nie pomyliłam się. Trochę niezręczna sytuacja wyszła, co? Dziwię się trochę, że po pierwsze Paulina nie traktuje znajomości z Tomkiem poważnie, choć wszystko wskazuje na to, że on tak, to trochę oszukiwanie... A po drugie... spotykają się już pół roku, a ona nawet nie raczyła wspomnieć o czymś tak ogromnie istotnym jak dziecko? Mega dziwne, ale z drugiej strony może nic w tym dziwnego skoro nic się nie czuje do chlopaka, z którym spotyka się od dłuższego czasu. Pół roku to nie dwa dni...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Faktycznie sytuacja niezręczna. Jednak z drugiej strony, kobieta nie ma obowiązku zaznajamiać dziecka z każdym mężczyzną z jakim się spotyka, gdy nie ma pewności, że będzie to ktoś istotny w jej życiu. Na dodatek też większość młodych matek nie chce być oceniana z góry i najpierw woli dać się poznać, a potem mówi o takich wpadkach z przeszłości.
      Paulina też wypiera to, że Tomasz jej imponuje, że dobrze się czuję gdy jest przez niego adorowana. Do kogoś takiego jak Tomek, do kogoś kto się tak stara bardzo łatwo coś poczuć.
      Aż mnie korci, by wrzucić rozdział wcześniej, specjalnie dla Ciebie.
      Pozdrawiam.

      Usuń
  4. Tak zapomnialam do poprzedniego rozdzialu dodac, ze skoro Natalia jest prawie w moim wieku i juz mysli, ze powinna byc ustatkowana emocjonalnie i miec jakas tam rodzine to ja sie lepiej nie odzywam... Ja to jestem daleko w tyle z czyms takim i zapewne jeszcze parenascie osob starszych i rownie samotnych. Nie wiem, co to za jakas presja/nagonka, ze trzeba za wszelka cene kogos miec. Ja rozumiem, ze czlowiek czasem chce miec kogos bliskiego, ale noe zeby brac aby tylko miec. To najglupsze, co moze byc. I pewnie przez to wiele kobiet trwa w zwiazkach, ktore je mecza, ale nie chca byc same, bo mysla, ze nikogo nie znajda...eh
    I tu mamy juz pierwszy, a raczej juz drugi dowod na to, ze Tomus zaczyna powoli odslaniac swoja maske idealnego faceta. Chociaz swoja droga...slodzenie kawy w 8 lyzeczkach? Jak bardzo mozna sie tak zapedzic i nawet nie pomyslec o swoim zdrowiu? Ja jak slodze herbate dwiema lyzeczkami to zaraz staram sie potem zmniejszyc do poltorej czy jednej, bo za duzo cukru. Ale Tomek nie powinien tak reagowac. Co, nie wiedzial wczesniej, ze tyle slodzi? Odnosze wrazenie, ze chce ja kupic a w zamian rzadac od niej posluszenstwa. Tzn na razie tak przypuszczam, moze sie myle. I nie mowie, ze juz teraz chce nia manipulowac, ale tak stopniowo, powoli ja do tego zmuszac. Owinac ja sobie wokol palca by nie mogla zyc bez niego wiec Paula zrobi wszystko. No, ale zobaczymy jak to sie rozwinie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale to też indywidualna sprawa, ludzie inaczej odczuwają gotowość na związek i taką do zakładania rodziny. Kiedyś było to znacznie wcześniej, a dziś nikogo już nie dziwi trzydziestolatka w ciąży. Nie ma jednak niczego dziwnego w tym, że niektóre dwudziestolatki chcą już mieć męża i dzieci. Ich zegar biologiczny i ten psychologiczny działa po prostu inaczej niż twój.
      Tak, Tomek odkrywa swoją prawdziwą twarz bardzo powoli, ale to nie jest tak, że to jego nadskakiwanie Paulinie to udawanie. On naprawdę ma w planach ją rozpieszczać, kieruje się zasadą, że jak się kocha, to należy się starać.
      Zgodzę się jednak z tym, że Bordych to niemal doskonały manipulator.

      Usuń
    2. Zgadzam się, ale jednak Natalia ma już dziecko i to małe, które potrzebuje matki. I to bardziej skoro ojca nie ma. A z opisu ja wywnioskowałam, że dziewczyna jakoś za bardzo się tym nie przejmuje i bardziej myśli o sobie. Nie mówię, że nie ma prawa się zakochać, bo nawet kobieta po 70-tce ma prawo być szczęśliwa i poznać swoją kolejną miłość, ale jakaś odpowiedzialność powinna być.
      Wiesz, nie wiem jaki on jest naprawdę. Ile udaje, a na ile jest prawdziwy. Dla mnie to taka maska sztuczności, by pokazać, że on jest idealny, aby zyskać Paulinę. Z czasem się okaże czy rzeczywiście on jest takim diamentem, ale widać między wierszami, że facet niedługo będzie bardziej agresywny. W sumie to oni oboje są jacyś tacy... agresywni i narwani, bo Paula też potrafi z byle powodu podnieść głos.

      Usuń
    3. Od początku w opowiadaniu miało to wyglądać tak, jakby Paulina czuła się bardziej za Bartka odpowiedzialna niż jej siostra, która jest jego matką. Zdarzają się takie kobiety, które urodziły dziecko, kochają je, ale jednak nie potrafią postawić tego dziecka nad swoje przyzwyczajenia, swoją ochotę, swoją młodość, czy własną wygodę. Natalia jest właśnie taką matką. Szybko to zmianie nie ulegnie.
      Tak, Tomasz będzie agresywny. O tym, że oboje są narwani odpisałem w poprzednim komentarzu.

      Usuń
  5. No proszę, czyli to jednak jej syn... W takim razie Paulina zachowała się nie fair bo chyba powinna wspomnieć o tym fakcie Tomaszowi wcześniej... A cały czas myślałam, że to synek Natalii.
    Literówki:
    Nie wiem czy mówisz do mnie to wszystko, by mi jakoś dogryź
    dogryźć
    Wiedziała, że taka z pewnością się wywiążę,
    wywiąże
    Od razu go dostrzegła, nawet rzuciła mu zwykłe „część”
    cześć

    amandiolabadeo.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W kolejnym rozdziale wyjdzie na jaw czyj to syn.
      Poprawiam literówki :)

      Usuń
  6. Ja bym chyba nie potrafiła na miejscu Natalii tak co chwila szukać sobie jakiegoś faceta. Jakoś nigdy mnie do związków nie ciągnęło, samo przyszło. ;)
    A Paulina to ładnie zaskoczyła Tomka, p pół roku mówi, że ma dziecko, no bomba. :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Paulina też nie szukała, Tomek sam się trafił. Jest jednak dużo takich kobiet jak Natalia, które czują się kobietami tylko wtedy, gdy mają mężczyznę przy swoim boku.
      No, miała drobny niedoczas z tą informacją o dziecku :)

      Usuń
  7. A to jednak Paulina jest jego mamą. No bo dość głupio byłoby jednak skłamać, raczej ludzie niechętnie się do tego przyznają. To czy wtedy babcia nie powinna zapytać się Bartka "gdzie jest mama" a nie Paulina? Chociaż w końcu to jej córka, to niby też do Pauliny mówi po imieniu i nie zawsze każdy pamięta, aby się przestawić. Cóż czasu sporo minęło, ciekawe jaka będzie reakcja na Bartka. No bo jakby nie patrzeć może być trochę szok. Chociaż jeżeli chłopak mądry i odpowiedzialny to raczej nie będzie mu to przeszkadzać.
    Takie pochopne stwierdzenie z mojej strony będzie, ale czy Natalia nie uzależnia swojego szczęścia od chłopaka? Ogólnie tacy ludzie są dość nieszczęśliwi jak nie potrafią być szczęśliwi z samym sobą. Bo jak są ze sobą, to i z kimś innym. Ciekawe czy będzie tak jak po myśli Pauliny. Chociaż patrząc na ich matkę może tak być. Kobieta raczej wszędzie wciska nochala i chce decydować za córki...

    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kto jest matką Bartusia wyjaśni się w kolejnym rozdziale, cierpliwości. Jeszcze nie ma pewności, że będzie tak jak zostało napisane w tym rozdziale.

      Usuń
  8. Myślałam, że tylko ja mam taki myk przyspieszenia akcji :) Znajomość Tomka i Pauliny pędzi do przodu, ale wiem, że miałeś ku temu cel. Czasami trzeba przyspieszyć akcję, aby dojść do ważnym aspektów w opowiadaniu. Bo przecież ileż można czytać o kurierze przynoszącym Paulinie kawę i rogaliki. Swoją drogą Tomek naprawdę wie, jak oczarować kobietę, bo nam takie drobne gesty wystarczą - nie da się ukryć. Po tym rozdziale jednak powoli budzi się w mężczyźnie "sukinsyn", że tak zacytuję Alberta Gizę :)
    Wątek z Natalią mnie zaniepokoił, bo sądzę, że kobieta ryzykownie podchodzi do znajomość z mężczyznami przez Internet. Czytając, przypomniała mi się jedna z bohaterek z książki "Charles Street 44", gdzie znajomość Eileen z mężczyzną poznanym przez Internet nie skończył się dobrze. Mam nadzieję, że nie będziesz szedł w ślady Danielle Steel i przedstawisz to inaczej :D
    I piszesz, że to Paula jest matką... Nie powiem, trochę mnie to zaskoczyło i miałam Ci pisać, że bardziej spodziewałam się, że to Natalia nią jest, ale widzę po Twoim komentarzu wyżej, że jeszcze wszystko może się zdarzyć^^

    Pozdrawiam serdecznie :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Kurcze, nie spodziewałam się, że to Paulina jest matką... no a nawet wciąż mam wątpliwości. Bo w takim razie dlaczego chłopiec nie mówi do niej "mamo"? Ale z oceną poczekam jeszcze, bo równie dobrze ona może chcieć po prostu sprawdzić Tomka czy coś.

    Powiem ci, że ta akcja z cukrem mniej mnie do Tomka zniechęciła niż te wcześniejsze, których pisałam. Oczywiście ona nie wyszła za fajnie, bo znają się za krótko, żeby jej dyktował, jak ma żyć. Ale to chociażby z podwożeniem było dla mnie takie wiesz... dziwne w negatywnym znaczeniu. A tutaj wyszło po prostu źle.

    Chyba tyle mam do powiedzenia
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie wszystkie dzieci tytułują swoich rodziców "mamo" i "tato". Niektórzy są na tyle liberalni, że dzieci zwracają się do nich po imieniu czy nawet po ksywie.
      Myślę, że nigdy nie znamy się z kimś na tyle długo, by dyktować komuś jak ma żyć. Możemy wywierać na kimś wpływ, wymagać czegoś, oczekiwać, ale nigdy nie ma pewności, że ktoś w pełni się nam podporządkuje. Nawet nie powinien, gdzieś tam jednak trzeba zachować swoje zdanie, nawet jeśli jest ono zupełnie odmienne od zdania drugiej połówki.
      Pozdrawiam.

      Usuń