Autor tego bloga należy do grupy „Projekt Prozaicy”, z tego też powodu strona korzysta z płatnych linków. Ujmując to krócej i bardziej zrozumiale – autor zarabia, a czytelnicy nic na tym nie tracą. Te linki są całkowicie bezpieczne dla komputerów, tabletów i smartphone-ów pod warunkiem, że postępuje się zgodnie z instrukcją, czyli nie klika w reklamy, nic nie ściąga na swój sprzęt, a jedynie odczekuje symboliczne pięć sekund i przechodzi dalej. Za wszelkie utrudnienia autor bloga przeprasza, za waszą aktywność jest wdzięczny, a prywatnie pozdrawia i życzy dobrej zabawy podczas czytania.

Link do instrukcji – KLIK

wtorek, 14 lutego 2017

#9 – „Paulina” – Rozdział 6

Typ romantyka”

Zanim Tomek opuścił kuchnie, gdzie na stole pozostawił obydwie piramidy i udał się do korytarza z zamiarem wyjścia na klatkę schodową, to dziewczyna jeszcze zdecydowała się na podanie mu swojego numeru telefonu, by mogli się umówić na jutrzejszy obiad.
Byś już nie musiał koczować pod moimi oknami – powiedziała złośliwie, z uśmiechem tak cudnym, że zamiast się zezłościć, to zdecydował się na odwzajemnienie.
Szybko, tak by nie zdążyła się uchylić, zbliżył usta do jej policzka. Musnął, pożegnał się i wyszedł, nim zdążyła jakoś zaoponować lub się zezłościć.
Paulina powróciła do łóżka i dotarło do niej, że w pewnym sensie imponuje jej zachowanie Tomasza. Doszła do wniosku, że chłopak o nią zabiega, że się stara. Norbert prawie nigdy jej nie zaskakiwał, a jeśli już to negatywnie. Z czasem jednak nawykła do tych zawodów tak bardzo, że się zaczęła ich spodziewać, a więc przestały być czymś nieprzewidywalnym.
Zasnęła późno, decydując się jeszcze na mocną, przesłodzoną kawę i dokończenie rozmowy z koleżanką. Z tą tylko różnicą, że tym razem rozmowa nie toczyła się na modnym komunikatorze, a poprzez SMS-y.
Następnego ranka zerwała się przed dziesiątą, w pośpiechu zjadła jogurt, jednocześnie biorąc prysznic, co jej rodzicielce nie mieściło się w głowie.
Jak możesz chodzić do łazienki z jedzeniem!? – krzyczała za nią, ale odpowiedzi innej niż „normalnie” nie uzyskała.
Paula taka już była, wolała dłużej pospać, a potem robić wszystko szybko i jednocześnie, by nie marnować czasu. Dzięki takim przyzwyczajeniom nauczyła się jeść obiad i malować jednocześnie, kąpać podczas śniadania i prostować włosy jednocześnie rozmawiając przez telefon. Pomimo tego jednak zwykle się spóźniała. Często odnosiła wrażenie, że te drobne niepunktualności nie wynikały z jej winy, bo przecież ona bardzo chciała zdążyć, starała się, tylko nagle jakby wszystko sprzysięgało się przeciwko niej.
Tego dnia nie mogło być inaczej. Już na samym początku źle umalowała oko i była zmuszona je zmyć, a następnie umalować jeszcze raz. Problemem jednak okazała się być maskara, która wypadła jej z rąk i wtoczyła pod komodę. Na koniec, gdy tę komodę starała się odsunąć, by odszukać swoją szczoteczkę do rzęs, to róg tego okropnego mebla rozdarł jej ulubioną, granatową tunikę, wyglądającą tak, jakby była zrobiona z samej koronki.
Osz ty! – warknęła pod nosem i postanowiła się przebrać.
Zdejmując z siebie ubranie udało jej się rozmazać i zniszczyć wcześniej umalowane paznokcie. To wszystko sprawiło, że zdenerwowała się znacznie mocniej, zaczęła się bardziej spieszyć, a przez to jeszcze mniej jej się udawało i wszystko, dosłownie wszystko, leciało jej z rąk.
Bartuś patrzył na Paulinę z zafrasowaną minką czteroletniego dziecka, które starało się poważnie podejść do problemu.
Jak się człowiek spieszy, to się diabeł cieszy – powiedział przemądrzale, a potem powrócił do zabawy kartonami, które naznosił poprzedniego dnia, gdy wraz babcią wracał ze sklepu. Postanowił, że coś z nich wybuduje.
Paulinę cieszyły jego zapędy architektoniczne, polegające na wykonywaniu różnych rzeczy z tektury. Uznała, że nie dość, że dzieciak ma wyobraźnię, to jeszcze w dodatku jest tanio i nie ma potrzeby kupowania mu drogich zabawek. Zresztą Bartek ich nie wymagał. Od najmłodszych lat rozumiał, że nie może mieć wszystkiego co mają niektóre dzieci, i że są na świecie dzieci, które mają znacznie mniej od niego. Świat taki był, nierówny, jak mawiała Paula.
Dwudziestodwulatka w końcu dała radę się wyszykować i dotrzeć na miejsce z półgodzinnym poślizgiem. Dziwnie się czuła, gdy przestępowała próg restauracji, w której nie była wcześniej nigdy w życiu, choć mieszkała w tym mieście od urodzenia. Ze znajomymi i z Norbertem, chodziła raczej do pizzerii i barów z fast-foodami, a nie do miejsc, gdzie obrusy były białe, a na środku stołów znajdowały się wazony ze świeżymi kwiatami.
Przepraszam za ten drobny niedoczas – oznajmiła, gdy znalazła się już przy Tomaszu.
Mężczyzna z początku zdawał się mieć nieprzychylną i niezadowoloną minę. Szybko jednak się rozpromienił. Wstał, by ją powitać i kulturalnie odstawił jej krzesło, by potem je przysunąć.
Jesteś w samą porę, nie musisz przepraszać – powiedział z delikatnym uśmiechem.
Paulina zaczęła się mu uważniej przyglądać. Nie spodziewała się po nim aż takiej elegancji, a jednocześnie prostoty. W czarnej koszuli i ciemnych dżinsach oraz najzwyklejszych, ciemnych butach, zdawał się jej być taki różny od rówieśników i od wszystkich chłopców, których spotkała wcześniej. Jednak gdy się odezwał, a rozmowa zaczęła się toczyć samoistnie, bez skrępowania, dodatkowo zagryzana dobrym jedzeniem i doprawiana wytrawnym winem, to gdzieś ta elegancja zdawała się umykać, a bariera burzyć.
Tomek zapytany o pracę, nie mówił tak jak Norbert, że byle do weekendu. On opowiadał jej o swoich planach na przyszłość, o ambicjach, o firmie, którą planował jeszcze tego roku otworzyć. Uznawał, że nie może ciągle pracować u kogoś za marne pieniądze, a do Anglii i firmy ojca nie chciał wracać.
Chcę być panem swojego losu – mówił. – Mogę zarabiać nawet tyle samo lub minimalnie więcej, ale sam być swoim szefem, robić u siebie, dla siebie, starać się, by mieć więcej, a nie tak jak teraz. Niezależnie od zlecenia, to pensja godzinowa. Więcej wychodzę na dodatkowych fuchach niż na stałej robocie.
I z tych fuch chcesz uczynić swoją pracę?
Dokładnie tak. Tylko firmę zarejestruję za granicą, by nie nabijać naszemu państwu zbędnych podatków.
Możesz tak?
Mam meldunek w Anglii, więc mogę – zapewnił. – Myślałem też o szkole zaocznej. Przydałoby się mieć maturę.
Nie masz matury? – zdziwiła się. – Znaczy, przepraszam, nie tak to miało zabrzmieć, ale... po prostu po tobie tego nie widać.
Miałem kiedyś problemy. Omijałem szkołę szerokim łukiem. Potem wyjechałem do Anglii, do ojca, bo to nie miało sensu.
Co nie miało sensu? – podpytywała.
Po prostu kiedyś z kimś byłem i byłem młody, za młody.
Za młody na co?
Na nic. – Uśmiechnął się i pokręcił głową jakby chciał ją zbyć. – Nieodpowiedzialny byłem po prostu, to nie miało szans się udać, ale żal pozostał. Wolałem wyjechać niż mijać ją na ulicy.
Rozumiem. Zaangażowałeś się i potrzebowałeś czasu, by się odkochać.
Znowu pokręcił głową, ale tym razem przewracając przy tym oczami i wgapiając się nimi w sufit.
Chyba można tak to nazwać – przytaknął. – A ty?
A ja pracuję.
To wiem.
Skąd?
Domyśliłem się – skłamał. Tak naprawdę wiedział już o niej wiele, wiedział prawie wszystko. Interesował się nią, podobała mu się, więc postanowił dopytać tu i ówdzie, by wiedzieć o niej możliwie jak najwięcej, by potrafić ją zaskoczyć, by móc ja uwieść, by jej się spodobać.
Sprzedaję akcesoria do telefonów. Nic ambitnego. Może kiedyś wrócę do nauki.
Powinnaś – stwierdził. – Jesteś młoda, zdolna, piękna. Zmarnujesz się za ladą, no chyba, że miałby to być twój sklep, najlepiej z... z...
Zzz? – dopytywała, zabawnie przy tym wkładając język między zęby.
Dla niego ten widok był stricte podniecający.
Z damską bielizną.
Zaskoczył ją odpowiedzią, ale nie było to negatywne zaskoczenie. Wzięła jego słowa za żart i dziękowała w duchu losowi za to, że w końcu trafiła na kogoś poważnego, ale jednocześnie z poczuciem humoru. Uznała to nawet za zabawne, że gdy pragnęła kogoś spotkać, przez kogo zerwałaby z Norbertem, to nikt godny uwagi w jej życiu się nie pojawiał. A teraz, gdy wcale się nie starała nikogo znajdować, to zaraz po rzuceniu chłopaka, pojawia się kolejny i to niemal idealny.
Trudno jej było nie ciągnąć tego dalej, nie wchodzić w to głębiej. Co prawda nie liczyła na to, że z dnia na dzień się w nim zakocha, ale postanowiła spróbować. Mówiła samej sobie, że co ma być to będzie, i że od kilku spotkań na mieście, wyjść do baru czy obiadów w restauracji, jeszcze nikt nie umarł i nikomu takie umawianie się nie zaszkodziło. Jej też miało nie zaszkodzić.
Lubiła Tomka za szczery uśmiech, nienaganne maniery, za gesty, za to że niemal każdego poranka witał ją kawą, pomimo że nie zawsze mógł ją z nią wypić. Czasami zastępował go kurier i zamiast umawiać się w kawiarnio-herbaciarni za rogiem, po prostu wysyłał do niej mężczyznę z pakunkiem, a w nim była kawa i croissanty. Rozpieszczał ją, a jej to imponowało.
Dzięki Tomaszowi wcale nie myślała o Norbercie i straconym na niego czasie. Tomek skutecznie ją zajął. Zorganizował romantyczną kolację nawet w dniu jej urodzin i tym, który był rocznicą jej związku z byłym chłopakiem.
Pewnej nocy, gdy spacerowali po parku, trzymając się za ręce, za które złapali się samoistnie, ona zdecydowała się czegoś dowiedzieć.
Czy masz w ogóle jakieś wady? – zapytała.
Oczywiście, że mam – odpowiedział, puszczając jej dłoń. Wyprzedził ją i idąc tyłem złapał za obydwa nadgarstki. – Nie umiem tańczyć – wyznał.
Naprawdę? – zaśmiała się. – Tylko tyle?
Tylko? – zdziwił się. – To straszne. Pomyśl, że nigdy w życiu nie zaproszę cię do klubu, a jeśli już, to jedynie do siedzenia w loży.
Przewróciła oczami i uśmiechnęła się w taki sposób, że jej zęby były na widoku.
Nauczę cię – obiecała, wiedząc, że sama najprawdopodobniej nie byłaby w stanie zrezygnować z tej formy rozrywki. Lubiła choćby raz w miesiącu wyjść do klubu. Taniec traktowała jak odskocznię od codzienności, problemów, pracy. Chciała dzielić tę odskocznię z Tomkiem.
Nagle zdecydowała się zatrzymać i delikatnie nim szarpnąć. Zrozumiał ten gest, tu nie trzeba było słów. Zrobił krok, malutki, a potem jeszcze jeden. Nachylił się, ale niemocno, bo nie była od niego sporo niższa, a tego dnia w dodatku miała buty na niskim, ale jednak na obcasie. Dotknął wargami jej ust, wymalowanymi brudnoróżową pomadką, dodatkowo zaznaczonych bezbarwnym błyszczykiem.
Rozchylając wargę od razu wysunęła język, by dotknąć opuszkiem jego przednich zębów, a potem wniknąć głębiej, mocniej, bardziej. Pocałunek z niewinnego i delikatnego muśnięcia, za jej sprawą, zamienił się w zachłanny i brutalny, tak jakby to ona, a nie on, była spragniona namiętności.
Tomek za to pragnął bliskości, dlatego położył dłonie na jej biodrach i przyciągnął ją bliże siebie, tak by poczuć jej sterczące sutki przez materiały bluzek, które mieli na sobie.

21 komentarzy:

  1. Oj tam niepunktualność. Jak to twierdził Wilde, punktualność jest złodziejem czasu. A gdzie się człowiek śpieszy i tak dalej, więc Bartuś rośnie na filozofa.xd Tak btw, róg tego mebla był naostrzony jak nóż, że potargała sobie bluzkę? ;Q Jak w piątek 1,tyle pechu!
    Tomek sprawia wrażenie bardzo fajnego,rozsądnego i porządnego faceta, a i spodobała mi się ta zbolała reakcja człowieka, którego wadą jest brak umiejętności tanecznych.
    Zrobiło się hot, ciekawe jak to dalej się potoczy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pauliny niepunktualności to "drobne niedoczasy" xD
      Nie musi być naostrzony, by się zahaczyć. Wystarczy, że jest drewniany i już obstrzępiony.
      Tak, Tomek sprawia wrażenie...

      Usuń
  2. Podobała mi się ta randka, naprawdę. I znowu skojarzyło mi się z komediami romantycznymi czy książkami o miłości. Z kulturką, elegancko i tyle. Trochę się szybko potoczyło, ale... może to i dobrze.
    Mam nadzieję, że taki fajny Tomek nie skrzywdzi Pauliny, bo to że interesuje się nią, pyta tu i ówdzie nie bardzo mi się spodobało i mam obawy. Powinien się o te wszystkie rzeczy Pauliny spytać, a nie innych. No, ale zobaczymy...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Miało być romantycznie - taki był zamiar.
      W tym opowiadaniu wszystko toczy się szybko, bo potem następują przeskoki w czasie. Zaczęło się jesienią, a za niedługo już będzie lato.
      Facet chce uwieść dziewczynę, by to zrobić musi ją oczekiwanie zaskoczyć, czyli zaskoczyć tak, jakby ona chciała być zaskakiwana. W takiej sytuacji mężczyźni wypytują innych co taka kobieta lubi. To u nas taki dobrze znany schemat :) . Jednak Tomasz faktycznie przesadza i można to podciągnąć pod obsesję.

      Usuń
  3. Tak, obsesja to dobre słowo. Oj, coraz bardziej się obawiam...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bez obawy, to nie jest seryjny morderca ;)

      Usuń
  4. A ja sie zastanawiam...jak mozna prostowac wlosy i jednoczesnie rozmawiac przez telefon? Tzn jesli jest na glosno mowiacy i gdzie sobie lezy to spoko, ale jwsli ona trzyma w reku i jeszcze prostuje... To chyba niewykonalne. Sama codziennie prostuje wlosy i nie ma mozliwosci by jedna reka wyprostowac je. Prostownica jest nagrzana i mozna sie oparzyc jesli bedzie czlowiek robil jak Paula...
    Moze Paulinie imponuje, ze facet wie o niej od innych, ale tu dla mnie jest kolejny znak, by uwazac na faceta. Ja rozumiem, podpytac sie, co lubi itp, ale jakos...zbyt wiele sie dowiedzial i zbyt wiele wyjawia. I ja mysle, ze to bedzie rzeczywiscie obsesja. Facet idealny? Ta, juz to widze. Nie ma czlowieka idealnego a on takiego zgrywa. Dla mnie to wierzcholek gory lodowej. Chociaz musze przyznac, ze ktorej kobiecie taki facet by nie zaimponowal? Ma w sobie cos przyciagajacego, ale jednak...czuje pewna niebezpieczna drapieznosc xD

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie potrzebnie założyłaś, że do rozmowy telefonicznej potrzebne są ręce albo głośnik. Moja żona prostując włosy używa dwóch rąk, a telefon podtrzymuje ramieniem. Gdy chce wyprostować drugą stronę, to zmienia ramię, a gdy przyjdzie pora na prostowanie z tyłu głowy, to wtedy dopiero kończy rozmowę :) Oparzyła się nieraz, ale jakoś jej to nie zraziło na tyle, by zmieniła swoje przyzwyczajenia. Jednak to jest kobieta, która nawet obiad potrafi jeść w wannie.
      Paulinie imponuje to, że nowy facet daje jej to czego nie dawał jej poprzedni.
      Takie poczucie niebezpiecznej drapieżności na niektóre kobiety też działa pociągająco zamiast odpychająco.

      Usuń
    2. A, no chyba, że tak, ale to równie nieco niebezpieczne xD albo telefon spadnie i się potłucze albo można jednak się poparzyć, ale jak ktoś ma wprawę... ;D
      Tu się zgadzam. Nie bez powodu jest tyle opowiadań i w ogóle dużo się mówi, że kobieta leci do drapieżnika niż do misia uszatka.

      Usuń
    3. Moja żona ma w telefonie szkoło hartowane. Co kilka tygodni nowe, bo stare zawsze się jakoś przypadkiem potłucze (akurat nigdy przy prostowaniu).
      Ja nie nazwałbym Tomka drapieżnikiem. On jest raczej przeciętny, momentami nawet nieco nudny, jest też romantyczny, odpowiedzialny, dojrzały, samodzielny. Nie jest to więc typ takiego badboya czy niegrzecznego chłopca na motorze. To po prostu dzieciak, który musiał szybko dorosnąć, przez to w dorosłym życiu jest z problemami, których na chwilę obecną on się wyrzeka. Może kiedyś sam je zaakceptuje, przyzna się do nich. Póki co za wiele też nie mogę powiedzieć i nie chciałbym też Tomka bronić.

      Usuń
  5. Ja rowniez nigdy sie nie spozniam to inni sa za wczesnie ;) Uwielbiam tomka ale mam wrazenie ze to jest za piekne aby bylo prawdziwe i ze zaraz wyjdzie cos przez co ta wspaniala otoczka przyblaknie. Oby to nie bylo za mocne bo bardzo mi sie podoba jego postac ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tomek nie może być taki najgorszy. Tak naprawdę dużo cech dałem mu w prezencie od siebie. Jednak to nawet nie o to chodzi, że sam sobie schlebiam i samego siebie uważam za jakiegoś super. Chodzi o to, że nigdy nie chciałem tworzyć jednobarwnych postaci. Tomek więc też jest wielobarwny. Ten facet ma dobre i złe cechy, z czego zarówno jedne jak i drugie nie wzięły się znikąd. Pauliny "niedoczas" także nie wziął się znikąd.

      Usuń
  6. Może moje przypuszczenia okażą się błędne i Tomek nie okaże się jakimś stalkerem :P Mnie on jednak nie imponuje swoim zachowaniem, ale Paulinie jak widać tak. Po nieodpowiedzialnym Norbercie to nawet jej się ni dziwię.
    Dwie literówki:
    Uznała, że nie dość, że dzieciak ma wyobraźnie
    wyobraźnię
    Chciała dzielić tę odskocznie
    odskocznię

    amandiolabadeo.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Po to był mi Norbert potrzebny, by Tomek miał możliwość Paulinie zaimponować.
      Poprawiłem, ale nie wiem czy dobrze, bo poprawiłem obydwie "odskocznie".

      Usuń
  7. Tomek bardzo się różni od Norberta i jak na to patrzę z szerszej perspektywy, to mnie pewnie też by takie podchody zawróciły w głowie i szybko bym zapomniała o byłym. ;)
    Paulina to powinna nauczyć się punktualności, ja to zawsze się denerwuję jak widzę, że mam chociaż dwie minuty spóźnienia, nienawidzę, jak ktoś musi na mnie czekać. :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Paulinie to zupełnie nie przeszkadza, że ktoś musi na nią czekać. Problem by był, gdyby ona musiała czekać na kogoś :)

      Usuń
  8. A mnie tak zaskoczyło jak można brać prysznic i jeść? Jeszcze w wannie jako tako. Chociaż może po prostu zbyt to ze sobą połączyłam i tylko weszła z nim do łazienki i zjadła zanim się wykąpała. No bo inaczej sobie tego nie wyobrażam.
    Domyśliłem się? No słabe wytłumaczenie. Mógł to jakoś uargumentować. Jasne, że nie musiał jej śledzić aby się tego dowiedzieć. Czasem można przypadkiem to odkryć; widząc lub z kimś rozmawiając albo delikatnie podpytując. No właśnie, czasem pozory mylą. Ludzie widząc bogatego człowieka myślą czasem, że na pewno ma dobre wykształcenie. Drudzy, że pewnie nie osiągnął tego sam. A niekiedy ludzie, którzy dobrze się uczą lądują na podrzędnych stanowiskach albo coś mi knoci te plany. No bo ludzki los nie jest schematyczny. Nie lubię się spóźniać i nie lubię jak ktoś się spóźnia. I nietaktem jest niepoinformowanie kogoś o spóźnieniu. O ile nie jest to pięć minut. Czy wadą jest brak jakiejś umiejętności? Na upartego tak. Bo taniec jest rozrywką, którą jednak nie każdy umie. Brak pisania czy czytania to już jest raczej wada. Chociaż tacy to nie wiem czy się zdarzają, bo to jednak dość poważny brak umiejętności. A co do tańca, to moim zdaniem liczy się poczucie szczęścia w nim, żeby odstresowywał i takie tam. Człowiek jak się rozluźnia, to nagle zaczyna umieć albo zwyczajnie chociaż zaczyna mu to sprawiać radość a nie stres. Zaciągnęłam kumpla do tańca raz na sylwestrze, to tańczył kilka godzin i sam nawet zapraszał. Ale wyciągnąć go było baaardzo trudno.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Akurat Paulina dużo odziedziczyła po mojej żonie (włącznie z imieniem). Te wszystkie niedoczasy, rozmawianie przez telefon i prostowanie włosów jednocześnie, malowanie paznokci i czytanie dzieciom bajki także jednocześnie. Ona nawet jeździła na orbitreku i lulała kołyskę jednocześnie ;-)
      Co do prysznica i jedzenia to sprawa prosta. Kanapka na pralce, gryz i pod prysznic, namydlenie się, wytarcie ręki, gryz, nałożenie szamponu na włosy, wytarcie ręki, gryz, spłukanie, gryz... jakoś tak to leciało. Z orzeszkami słonymi robiła podobnie.
      Każdy ma jakieś wady. Analfabeci, tacy całkowici też się zdarzają. Są ludzie co tak mało piszą, że po latach to się ledwie podpisać potrafią.

      Usuń
  9. Haha, nigdy nie maluj paznokci przed wyjściem - żelazna zasada, której nikt nie przestrzega :D Człowiek ma zawsze dobre chęci, a potem i tak klops. Lakier szybko nie wysycha, a zawsze się gdzieś walnie paluszkiem. Dlatego mam zawsze sto warstw na paznokciach :D

    Rozdział okej, końcówka taka jak się spodziewałam. Podoba mi się to zrozumienie u chłopca co do zabawek, a samo spóźnienie - nie pochwalam :D Ale wiem jak to jest z szykowaniem się na wyjście, czasami wszystko po prostu zawiera jakiś pakt, żeby nie wyszło.Jak się wali, to właśnie wszystko. A najlepiej to tuż przed wyjściem ;p

    Ten opis ich pocałunku jest taki mocno męski, tak mi się wydaje. Nie wiem za dużo o byciu mężczyzną, wiadomo, ale twój styl ogólnie jest taki mniej subtelny, niekobiecy. Oczywiście może celowo stosujesz taki zabieg, ale ten opis jest taki mocno hm... bezpośredni, przesiąknięty taką seksualnością? Nie wiem do końca.

    Pozdrawiam serdecznie ; )

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z moją żoną odnośnie paznokci nie było problemów, dopóki regularnie chodziła do kosmetyczki co te 2-3 tygodnie na akryle. Jednak, gdy te zaczęły jej mocno niszczyć płytkę paznokcia to zdecydowała się na hybrydy, potem w wyniku oszczędności kupiła lampę i robi sama. Na początku robiła zawsze wieczorem, tak by na drugi dzień już były. Teraz robi na ostatnią chwile i jest godzina, gdy już trzeba być gdzie indziej, a ona mówi "czekaj, jeszcze na dwie minuty do lampy włożę". No ale przynajmniej jak włoży do lampy, to nie musi uważać, że gdzieś się dotknie. Faktycznie jednak niewiele kobiet przestrzega taką żelazną zasadę i potem chodzi z jakimiś takimi tu dotknięte, tam draśnięte.
      Bo ja nie jestem subtelny. Nawet romantyk ze mnie kiepski. Niby moje opowiadania opierają się na romansach lub zawsze jakiś romans w tle jest, ale staram się przedstawiać to realnie, a nie bajecznie.
      Bo kobieta gdy całuje chłopaka, to myśli o jego zaletach, o tym jaki on kochany i o tym jak jej z nim przyjemnie. Chłopak całując kobietę, myśli że chciałby robić już z nią znacznie więcej.

      Usuń