Autor tego bloga należy do grupy „Projekt Prozaicy”, z tego też powodu strona korzysta z płatnych linków. Ujmując to krócej i bardziej zrozumiale – autor zarabia, a czytelnicy nic na tym nie tracą. Te linki są całkowicie bezpieczne dla komputerów, tabletów i smartphone-ów pod warunkiem, że postępuje się zgodnie z instrukcją, czyli nie klika w reklamy, nic nie ściąga na swój sprzęt, a jedynie odczekuje symboliczne pięć sekund i przechodzi dalej. Za wszelkie utrudnienia autor bloga przeprasza, za waszą aktywność jest wdzięczny, a prywatnie pozdrawia i życzy dobrej zabawy podczas czytania.

Link do instrukcji – KLIK

czwartek, 23 marca 2017

#25 – „Paulina” – Rozdział 19

Przeprosiny”

Tomek wrócił do domu zmęczony. Załadowanie we dwójkę kilkudziesięciu opakowań gresu, glazury oraz worków z zaprawą samopoziomującą było równe przeniesieniu kilkunastu ton, spod sklepu do samochodu, a następnie z samochodu na posesję zleceniodawcy. Nic więc dziwnego, że gdy przekroczył próg mieszkania, to myślał jedynie o tym, by usiąść, zjeść smaczny obiad i położyć się spać. Nie był to więc dobry czas na rozmowę, zwłaszcza, że ciążyły na nim jeszcze nagłe kłopoty finansowe. Towar zamówiony miał przyjść, nie mógł go już zwrócić, choć nie jego winą było to, że wcześniej nie znalazł się na jednej z palet, po które wysłał pracownika. Zleceniodawca natomiast nie chciał czekać na transport, żądał tego za co zapłacił od razu, więc Bordych był zmuszony zakupić to wszystko na własny koszt po cenie detalicznej, byleby nie stracić dobrej opinii, możliwości polecenia dalej i przede wszystkim – nie utracić zlecenia, w które się już zaangażował.
Paulina stała wsparta o ścianę w przedpokoju. Obserwowała jak narzeczony rozsupłuje sznurowadła i zdejmuje czarne buty, które pokrywał kurz, tynk i ślady od farby.
Załatwiłeś wszystko? – zapytała. – Rozeszło się jakoś po kościach?
Mniej więcej – odpowiedział. Zdobył się nawet na delikatny uśmiech. Wstał, zabierając z sobą opakowanie z cukierni, która mieściła się w jednej z galerii handlowych i udał z nim do kuchni. Po drodze, gdy mijał Paulinę, zdecydował się na muśnięcie jej w policzek. – Tęskniłem za tobą cały dzień – oznajmił.
Nie odwzajemniła uśmiechu, a od pocałunku wyraźnie chciała uciec, nawet odwróciła głowę, by tego dokonać, ale i tak jej dosięgnął. Zacisnęła więc zęby i jakoś to przetrwała, ale bez cienia zadowolenia.
Wiem, że spieprzyłem – zaczął, kładąc opakowanie z cukierni na stole. Wyjął talerze z górnej szafki. Rzucił okiem na mięso znajdujące się na patelni, olej skwierczał.
Chwilę tak stał z talerzami w dłoniach, odwrócony do narzeczonej plecami. W końcu położył je na blacie i odstąpił na krok. Zauważył jak wyglądają jego dłonie i nadgarstki.
Jak możesz to nałóż, ja umyję ręce – poinformował i ponownie ruszył w jej stronę, w celu wyminięcia.
Tym razem jednak ustąpiła mu drogi, odsuwając się na tyle, by czasami przypadkiem się nawet o nią nie otarł. Ręce ciągle splecione miała na piersiach.
Paula, proszę, nie zachowują się tak! – uniósł się nieco, rezygnując z pójścia do łazienki. Odwrócił się w stronę blondynki i starał nie spuszczać wzroku z niebieskiej barwy jej tęczówek.
Ona jednak uciekała spojrzeniem.
A jak mam się zachowywać? – zapytała, ciekawa jego odpowiedzi, choć z drugiej strony, wcale nie miała ochoty jej usłyszeć. Obawiała się, że Tomek jednym słowem może spieprzyć jeszcze bardziej coś co już się posypało.
Normalnie.
Nie jest normalnie! – krzyknęła.
Też z twojej winy. – Poruszył nerwowo brwiami i ruszył do przodu.
Nie podchodź do mnie!
Zatrzymał się jak na komendę.
Nie musisz się mnie bać. Fakt, uderzyłem cię, ale...
Nie ma „ale”! „Uderzyłem cię” i koniec, Tomasz, tam nie ma nic więcej i nie powinno być nic więcej, nawet mnie nie powinno już tutaj być!
Ale jesteś – zauważył, mierząc ją spojrzeniem od stóp po sam czubek głowy. – To znaczy, że jednak trochę ci zależy.
Przyjęłam twoje oświadczyny, jesteś dla mnie ważny, zależy mi, ale nie na tyle, bym nie mogła zdjąć pierścionka, zostawić go tobie i wyjść tymi drzwiami. – Pokazała kciukiem za swoje ramię, gdzie znajdowały się drzwi wejściowe.
Gdybyś naprawdę była gotowa to zrobić i chciała to zrobić, to wróciłbym do pustego mieszkania, a nie na gotowy obiad. – Uśmiechnął się w bezczelny sposób, zdradzając tym swoją pewność siebie i prawdziwe ja. Szybko jednak się opamiętał, gdy zobaczył jak jego kobieta sięga do serdecznego palca. – Przepraszam – szepnął. – To nie tak. Nie zrozum mnie źle, ja się naprawdę cieszę, że tutaj jesteś, gdyby trzeba było pojechałbym po ciebie na koniec świata, gdybyś miała kłopoty. Nawet jeśli sama byś się w nie wpierdoliła. – Powoli się do niej przybliżył i chwycił za ramiona. – Naprawdę cię kocham i nigdy nie chciałem skrzywdzić.
Uderzyłeś mnie – przypomniała.
Upiłaś się. Wolisz nie wiedzieć jak wyglądałaś. – Nagle się zasępił. Wyglądał dokładnie tak, jakby się zawiesił lub oglądał jakieś ciekawe zjawisko w podłodze za nią.
Uderzyłeś mnie dydaktycznie, bym więcej się nie upijała? – nie dowierzała. Cofnęła się, wyrywając tym samym ramiona z uścisku jego dłoni.
Nie, to nie tak. Po prostu straciłem cierpliwość. – Wycofał się. Poszedł do łazienki, gdzie szybko odkręcił kurek z zimną wodą i podłożył dłonie pod kran. Przemył nie tylko ręce, ale także przepłukał twarz i zwilżył włosy. – Moja matka była alkoholiczką – wyznał, zaraz po wyjściu z łazienki. Właściwie to powiedział dziewczynie to po raz drugi, ale nie miał pewności czy nadal pierwszy raz pamiętała. Wszedł do kuchni.
Nie jestem alkoholiczką – rzuciła, nakładając ziemniaki na talerze.
Wiem, że nie, ale wiem też, że wolałbym cię zatłuc, łudząc się, że mam na ciebie jakikolwiek wpływ, niżeli pozwolić ci się stoczyć.
Słucham? – Zaśmiała się nerwowo, cały czas mając wrażenie, że jest w jakimś nierealnym koszmarze, który wyjątkowo tego dnia odbywał się na jawie. Odłożyła łyżkę, którą miała w dłoni, w taki sposób, że ta zsunęła się z blatu i upadła na podłogę. – Powtórz co powiedziałeś – niemal rozkazała.
Pijane kobiety zawsze kojarzyły mi się z brakiem szacunku i nie chodzi tu o mój szacunek, a o szacunek ich samych do siebie samych i... – poczuł jak się zapętla i gubi w wypowiedzi. – Nie mam nic do alkoholu, ale w zdrowych proporcjach, z umiarem. Wczoraj nie miałaś umiaru. – Usiadł na krześle bokiem, opierając się przy tym o ścianę. – Podziałało to na mnie jak płachta na byka. Nie wiem co jeszcze mam ci powiedzieć. Moje „przepraszam” raczej niczego nie zmieni. Chyba, że ty znasz sposób na cofnięcie czasu.
Nie znam.
Przyznaję, że nie zachowałem się dobrze. Nie powinienem był cię uderzyć, ale ty też nie zrobiłaś niczego mądrego, za co należały ci się brawa.
No to mnie brawnołeś, w policzek, nie?
Paula, kurwa, rozmawiajmy jak dorośli.
A jak rozmawiamy?
Ty zamiast rozmawiać, to masz pretensje.
Słuszne!
Też mam do nich prawo! – ryknął i przy tym energicznie podniósł się z krzesła. – Jak ty byś się czuła, gdybym wymykał się z domu jak gówniarz!? Gdybym szlajał się bez ciebie po barach, aż w końcu wylądował na jakimś zadupiu z obcymi laskami!? To też było nie fair!
Nie aż tak jak ty w stosunku do mnie!
Wszystko zależy od spojrzenia, podejścia i prywatnych poglądów. Ja wolałbym dostać od ciebie w twarz, niż widzieć cię w takim stanie, w takim miejscu, z takimi ludźmi!
Niewiele zostało z twoich przeprosin, nie wyglądasz jakbyś czuł się winny.
Czuję się winny! – krzyknął, pomimo że dzielił ich już zaledwie krok. – Cholernie mi z tym źle, że przyłożyłem komuś kto jest dla mnie cholernie ważny. Uderzyłem kobietę, którą kocham. Nie jest mi z tym dobrze, ale też nie byłaś bez winy. Nie oberwałaś, Paula, za nic. To nie było dlatego, że miałem zły humor czy, że byłem pijany! I tak, pewnie powinienem się zachować inaczej. Jednak nie jestem jedynym, który dziś powinien padać na kolana, kajać się i przepraszać! Zachowałem się jak furiat i debil, a ty jak szczeniara bez zahamowań i z zerową dojrzałością!
Zamilkła. Po pierwsze była pewna, że nie dałaby rady go przekrzyczeć, po drugie, bała się mu wejść w zdanie, sądząc, że tym tylko pogorszy jego stan i doprowadzi go do większego zdenerwowania.
Bordych natomiast najwidoczniej potrzebował się wykrzyczeć. Po tym poczuł się lepiej, spokojniej. Usiadł ponownie na krześle, także bokiem, ale tym razem nie oparł się o ścianę. Łokcie wparł na kolanach i przetarł twarz dłońmi, jakby w ten sposób chciał ściągnąć z niej zmęczenie.
Jestem wykończony – przyznał niemal szeptem. – Nawaliliśmy oboje i albo będziemy to sobie w nieskończoność wypominali, aż w końcu i tak przez to się rozejdziemy, albo teraz przejdziemy z tym do porządku, jako z czymś co było, miało miejsce, po prostu się zdarzyło. – Podniósł głowę i spojrzał na Paulinę ze łzami w oczach. – Nie chcę cię stracić – dodał.
W tamtej chwili czuła się rozdarta, na dodatek ciągle miała w głowie to co Tomasz wykrzyczał. Zaczęła się zastanawiać czy oby na pewno nie ponosi winy za jego wybuch, problemy w pracy i obecne zmęczenie. Sama też czuła się zmęczona. Miała dość. Męczyły ją myśli, obecna sytuacja, wspomnienia z wczorajszego dnia i lęk przed przyszłością, zarówno tą samotną, jak i tą u boku Tomasza.
Nagle dotarło do niej, że nie związała się z ideałem, za jaki wcześniej Tomka uważała. Właściwie, to do ideału było mu bardzo daleko, jak zresztą każdemu człowiekowi. Problem jednak był w tym, że Bordych nie miał ciekawej przeszłości, nie wychowywał się w pełnej, kochającej rodzinie, nigdy nikt z rodziców nie zapewnił mu bezpiecznego domu. Pojęła, że jej partner, podobnie zresztą jak ona sama, nie wie jak powinna funkcjonować normalna rodzina.
Usiadła po drugiej stronie stołu, wsparła na nim łokcie i chwyciła się dłonią za czoło. Nigdy nie musiała niczego z nikim uzgadniać. Matkę od najmłodszych lat jedynie informowała o swoich planach, późniejszych powrotach, weekendowych noclegach u koleżanek. Często tę informacje pisała na kartce i przyciskała magnesami do drzwi lodówki albo robiła z Natalii swojego pośrednika. Ojca natomiast prawie nie pamiętała. Zmarł, gdy była jeszcze bardzo małym dzieckiem.
Przepraszam – powiedziała w końcu, choć z trudem przeszło jej to przez gardło. – Powinnam była cię obudzić albo umówić się z dziewczynami na inny dzień, na imprezę, tak byś poszedł z nami lub poszłabym sama, ale... wiesz o co mi chodzi?
Nie – odpowiedział spokojnie, podnosząc na nią smutny i zamglony wzrok. – Nie chodzi o to, że wyszłaś. Choć faktycznie, mogłaś mnie uprzedzić. – Zaczął wyłamywać palce, a potem skrobać skórki przy paznokciach, które pomimo umycia rąk ciągle pozostawały brudne. – Mogło ci się coś stać. Pijaną kobietę łatwo wykorzystać, zwłaszcza, gdy sama pcha się na obcy teren. Znam to z autopsji.
Autopsji?
Moja matka regularnie, co kilka lat, a czasami co rok, przynosiła nowego bachora z melanżów. Nie zawsze wiedziała kto jest ojcem jej nowego dziecka. Pomimo tego nie przestawała pić, ani się szlajać. – Polizał językiem dolną wargę i poczuł łzę na policzku.
Kiedyś powiedziałeś, że masz tylko brata – przypomniała, marszcząc przy tym czoło.
A co miałem powiedzieć? Ja nawet nie wiem gdzie te dzieciaki teraz są. Zabrali ich, choć ja i Piotrek staraliśmy się, by...
By?
By chociażby nie chodzili głodni! – krzyknął. – Najmłodszego, Karola, urodziła pod jakimś sklepem, całkiem zajebana. Mały miał transfuzję krwi, bo urodził się pijany w trupa. Po tygodniu wypuścili ją do domu, nie odwiedziła tego dziecka w szpitalu ani razu, dalej piła, ale i tak potem bez problemu jej go oddali. Nawykłem już do niego, przyzwyczaiłem się, może nawet pokochałem, a po trzech latach i tak go zabrali do domu dziecka, razem z innymi, potem ktoś go adoptował. Tyle ci wystarczy czy mam mówić dalej?
Jeśli chcesz, mów. Wysłucham – zapewniła, wciskając dłonie, złożone jak do modlitwy, między swoje uda.

22 komentarze:

  1. Ten Tomasz jest bezczelny!!! Paulina tez mnie denerwuje już,ze tak daje mu się manipulować,ona tłumaczy jego zachowanie ,zanim on w ogóle coś powie,zanim do domu wróci. Powinna uciekać jak najszybciej. Nie podoba mi się w Paulinów jeszcze to przeliczanie na kasę,przy Tomaszu niczego mi nie zabraknie,Tomasz zapewni mi to i tamto.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja myślę, że to nie jest przeliczanie na kasę, a zdrowy racjonalizm. Nie ma co oszukiwać, że nie lubicie, Drogie Panie, darmozjadów. Tu nie chodzi o bogactwo czy o miliony, a o zaradność i pracowitość. Facet, który jest młody, zdrowy, pełnosprawny powinien zarabiać, umieć się utrzymać. Tomasz umie więc to czego nie potrafił Norbert.
      I wiesz, on jej nie zacznie maltretować z dnia na dzień, więc będzie sądziła, przez jakiś czas, że postąpiła dobrze.

      Usuń
  2. Niefajnie wyszło z tą całą dostawą po którą miał Tomek pojechać, a zamiast tego ratował dziewczyny, ale to też nie jest moim zdaniem powód, żeby Paulina tak bardzo się obwiniała. Tak na prawdę nie ma pewności, że gdyby był na miejscu to wszystko byłoby w porządku, szkoda, że ma teraz przez to kłopoty finansowe, ale niestety takie rzeczy się zdarzają.
    Byłam bardzo ciekawa tej ich obiecanej rozmowy, myślałam, że Tomek od razu zacznie bajerować, przeprosi, wciśnie słodkości z cukierni i zakręci tak wszystko, żeby Paula dała mu spokój. On raczej tak spokojnie, krok po kroku próbuje zbagatelizować to co się stało. Wkurzyły mnie też jego słowa,żeby zachowywała się normalnie jak Paula nie chciała, żeby ją pocałował, ani dotykał. Moim zdaniem dziewczyna ma prawo nie chcieć jego dotyku, pocałunków dopóki wszystkiego nie wyjaśnią, dla mnie w jej zachowaniu nie ma nic dziwnego, po tym jak jej dał w twarz, ma prawo się go obawiać.
    Przyznaję, Paula nie zachowała się odpowiedzialnie, ale nie zawsze zachowujemy się tak jak nakazuje rozsądek, każdy czasem robi coś głupiego i najważniejsze, żeby nie popełniać tego samego błędu po raz kolejny, żeby samemu wyciągać wnioski i pilnować się na przyszłość. Uważam, że gdyby Tomek zamiast ją bić, opowiedziałby jej na spokojnie, jak już wytrzeźwiała, historię swojej matki, to na pewno odniosłoby to lepszy efekt niż to co on zrobił. Staram się go zrozumieć, nie miał najlepszego dzieciństwa, to co działo się w jego domu, rodzinie, siedzi w nim głęboko i popycha do takiego agresywnego zachowania. Patrzy na Paulę przez pryzmat swojej matki, ale to do niczego dobrego moim zdaniem nie doprowadzi, mam wrażenie, że on wręcz będzie czekał na jej potknięcia, z góry zakładając, że ona wcześniej czy później jakiś błąd popełni. Ale nie tędy droga, Paula to nie jego matka i nie powinien wrzucać obu pań do jak to się mówi jednego worka.
    W pewien sposób oboje są winni tego co się stało, Paula bo trochę przesadziła z piciem, a Tomek bo za daleko się posunął w okazywaniu narzeczonej swojego niezadowolenia.
    Zastanawiam się jak dalej potoczy się ta ich rozmowa, czy Paula da się przekonać Tomkowi, że powinni o tym zapomnieć? No i najważniejsze, czy z ust Bordycha padnie obietnica, że więcej nie posunie się do rękoczynów? Obawiam się, że Tomek jej tego nie obieca, zwłaszcza po słowach, że "wolałbym cię zatłuc, łudząc się, że mam na ciebie jakikolwiek wpływ, niżeli pozwolić ci się stoczyć". To raczej nie brzmiało jak deklaracja, to się więcej nie powtórzy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Każdy mężczyzna patrzy na swoją rodzinę pryzmatem rodziny z jakiej sam pochodzi. Czerpie z niej wzorce, albo postępuje wręcz odwrotnie.
      Co do obietnic, to padnie niejedna, ale jeszcze nie teraz.

      Usuń
    2. Faktycznie każdy mężczyzna patrzy na rodzinę, którą założył przez pryzmat tej z której sam pochodzi, ale we wszystkim powinna być zachowana równowaga. Tylko, że w przypadku Tomka to za daleko to wszystko zachodzi, za daleko się posuwa ze strachu, że historia mogłaby się powtórzyć. Niby wie, że postąpił źle, ale i tak zrobi to po raz kolejny jeśli zdarzy się podobna sytuacja, bo on nie potrafi nad tym zapanować, to jest silniejsze od niego, a to nie wróży dobrze na przyszłość.

      Usuń
    3. Faktycznie za daleko zaszło, bo jeden raz potraktował jak coś co się notorycznie powtarza. Myślę, że jakby jej sieknął, gdyby już była alkoholiczką, gdy wszystko inne już zawiodło, tak z czystej bezsilności, to czytelnicy też spojrzeliby na to inaczej, albo i nie, być może się mylę i byłoby to dla nich tak samo karygodny czyn.

      Usuń
  3. Za każdym razem gdy kłótnia obraca się przeciw Tomkowi, on zwierza się z czegoś takiego, że trudno dalej ciągnąć kłótnie i nie wiem czy robi to specjalnie, czy to prawdziwe wytłumaczenie jego zachowania. Wychodzi tu mój sceptyzm co do niego, ale nic nie poradzę. Nic do niego nie mam, lubię go, ale coś mi dalej nie pasuje. A co do tej sprawy, to jestem trochę rozdarta, bo oboje zrobili głupotę i nie wiem, którą stronę zająć.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A zgadnij czy robi to specjalnie, czy to tak samo mu wychodzi xD

      Usuń
  4. Ile rozdziałów naprodukowałeś!xD
    Dobrze, dobrze, poczytam je raz ra razem. Hm, to ile rodzeństwa miał Tomek? :Q Jak ta kobieta, jego matka, mogła funkcjonować? Czy Tomek chce tak szybko wejść w małżeństwo i uwić gniazdko dla potencjalnych dzieci, bo chce się stać koniecznie inny niż jego matka?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wszystkich rozdziałów jest 35 albo 33, bo jeszcze nie mam pewności jak je podzielę. Tak więc już niedużo zostało do końca.
      Tomek nie podał liczby rodzeństwa. Uważa, że ma tylko brata, bo tylko z nim się tak naprawdę wychowywał, a resztę zabrano, z resztą nie ma kontaktu, więc ciężko ich liczyć jako rodzeństwo.
      Takie kobiety funkcjonują i choć potrafią być dobrymi matkami, często życie je przytłacza i obierają w życiu inny cel niż wychowanie potomstwa. Często ich nastawienie zmienia nowy partner, alkohol, a potem to już uzależnienie kieruje życiem takich kobiet, a nie one same nim kierują. Sam się w takim domu wychowałem, a w przypadku Tomka potrzebowałem czegoś przez co czytelnicy może by mu nie współczuli, ale zrozumieli, bo nie ma niczego bez przyczyny, więc jego zachowanie, wybuchy złości, ta dojrzałość, zaradność, to też musiało w czymś mieć fundamenty. Oddałem mu więc trochę mojego własnego dzieciństwa.

      Usuń
  5. Tomasz jest świetnym manipulatorem. Wzbudza w Paulinie skrajne emocje - poczucie winy, współczucie, a tylko po to, żeby zapomniała o tym, co jej zrobił. A ona zamiast powiedzieć prawdę o sińcach (choćby Michałowi, siostrze, matce) to jeszcze broni go przed samą sobą.
    Dokładnie tak działa psychika ofiar przemocy domowej, niestety. Za to należy Ci się pochwała - bardzo dobrze to odzwierciedliłeś.

    amandiolabadeo.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ponoć najłatwiej odzwierciedlić to czego było się uczestnikiem, więc tu nic dziwnego, że mi się udało, choć kobiet postępujących jak Paulina nigdy nie umiałem zrozumieć i nawet opowiadanie napisałem po to, by móc w końcu je zrozumieć. Jeszcze ten pierwszy raz jestem w stanie pojąć. Zdarzyło się, wybaczyły, ale potem? Po co kobiety, które nawet mając dzieci mają dokąd wracać, trwają w takich pełnych przemocy związkach?
      Rozumiem za to Tomka. Nie wiem czy dobrze wyszło mi przedstawienie jego postaci, ale chciałem, by to nie był tylko manipulator, by nie było tak, że on wiedział, że kłamał. On nawijając Pauli ten makaron na uszy, sam w niego wierzył.

      Usuń
  6. Dobra, można zrozumieć, że Tomasz miał... trudne dzieciństwo. Można zrozumieć, że życie z matką alkoholiczką nie było łatwe, że mógł jej nienawidzić, że mógł nienawidzić całego świata. Jednak NIKT i NIC nie daje mu prawa, by bić drugiego człowieka. Nie wiem, może ja jestem jakaś nienormalna, ale dla mnie bicie, a zwłaszcza bicie kobiety jest niedopuszczalne. Wiem, że jest równouprawnienie i same jesteśmy sobie winne, bo same tego chciałyśmy, ale bez przesady. Owszem, baba też nie ma prawa do tłuczenia faceta, jednak kiedy mężczyzna uderza kobietę, jest to jakieś bardziej drastyczne.
    Kompletnie nie rozumiem Pauliny, że jest z kimś takim. Po tym uderzeniu powinna spakować manatki i zwiewać. Nieważne, że go kocha, że jej zależy - skoro doszło do takich rzeczy, z pewnością się one powtórzą.

    I pozwól, że skopiuję pewien fragment tego rozdziału:
    "Nagle dotarło do niej, że nie związała się z ideałem, za jaki wcześniej Tomka uważała. Właściwie, to do ideału było mu bardzo daleko, jak zresztą każdemu człowiekowi. Problem jednak był w tym, że Bordych nie miał ciekawej przeszłości, nie wychowywał się w pełnej, kochającej rodzinie, nigdy nikt z rodziców nie zapewnił mu bezpiecznego domu. Pojęła, że jej partner, podobnie zresztą jak ona sama, nie wie jak powinna funkcjonować normalna rodzina."
    Pytanie: Więc po cholerę dziewczyno jesteś z takim człowiekiem????????

    I się tak teraz zastanawiam... czy aby na pewno Tomaszek mówi prawdę o tej matce, o tym braciszku? Hmm... ?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niekoniecznie same jesteście sobie winne. Wcześniej, przed równouprawnieniem, bicie było na porządku dziennym. Z tych czasów sprzed równouprawnienia pochodzi właśnie wiejskie powiedzenie "jak bije to kocha". Tak więc to nie równouprawnienie spowodowało, że my zaczęliśmy trzaskać po twarzy. Kiedyś do policzków też podchodzono inaczej, we Francji nadal policzkuje się dzieci.
      Czyli on też powinien zwiać, bo skoro doszło do takich rzeczy, jak upicie się, ćpanie, uderzenie jego (ona też go uderzyła), to z pewnością to się jeszcze powtórzy, tak?
      Na pytanie po co z nim jest. Na takim etapie jest to ciągle myślenie, że nie będzie źle. Tomek się stara, wyszedł z tego dna, zaczął swoje dorosłe życie nie czerpiąc wzoru z zachowania matki. To powód, by go szanować.
      Tak, o tym Tomek mówił prawdę.

      Usuń
  7. Rozumiem, że miał trudne dzieciństwo, nie wszyscy żyją w dostatku z kochającymi rodzinami, ale no... mam wrażenie, jakby każdy swój błąd usprawiedliwiał właśnie tym. Tak, to jak nas wychowano, czy nas kochano, dbano o nas, w jakiś sposób na nas wpływa. To też nie znaczy, że my mamy być tacy jak rodzice czy zachowywać się do żony tak jak mąż czy jeszcze coś innego. A wiadomo, smutna historia zawsze kogoś tam wzruszy i mam wrażenie, że to Tomek chce osiągnąć. Jakieś usprawiedliwienie w oczach Pauliny. Ale widzę, że ona tam mimo wszystko jakoś to widzi i wcześniej też o tak od razu nie wpadła w jego urok. Chociaż patrząc na Norberta, długo pozostawała w związku, który ją nie satysfakcjonował, więc nie wiem czy i tutaj nie będzie podobnie. No bo jak ona każde uderzenie jakoś będzie usprawiedliwiać to coś jest nie tak. Każdy powinien mieć swoją granicę na co pozwala. A na bicie siebie, to jak nie mieć szacunku do siebie...
    I ona nie zrobiła dobrze, robiąc właśnie coś takiego. No bo umówmy się, tutaj Tomek ma rację: młoda, pijana kobieta - nie trudno o problem. Zwłaszcza, że koleżanki też nietrzeźwe. Wtedy w kupie raźniej się nie sprawdza. Ale wydaje mi się, że tutaj wystarczyłaby porządna kłótnia, a nie te uderzenie. No ale zobaczymy jak będzie dalej i jak z reakcją Tomka. Swoją drogą on chyba właśnie sprawdza jej granice, stwierdza, że jest taki fajny, więc ona nie rzuci go za nic.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie w jakiś sposób na nas wpływa. Wychowanie wpływa na nas najbardziej. To jakich mieliśmy kumpli w dzieciństwie, w co i z kim się bawiliśmy, czy nas nie zaniedbywano. Oczywiście nie ma rzeczy niemożliwych, choć z drugiej strony patrząc pewnych rzeczy nie da się przeskoczyć. Grunt to chcieć z tym walczyć. Tomek w pewnym sensie chce, on nie zaplanował tego, że będzie dla Pauliny skurwysynem.
      Tomek nie uważa siebie za fajnego, dlatego na każdym kroku o Paulinę się stara, udowadnia jej swoją miłość, daje prezenty, zaskakuje. On się angażuje, a od niej zaangażowania nie wymaga, bo gdzieś tam uważa, że to on nie jest jej wart, a nie odwrotnie.

      Usuń
  8. Do tej pory niektóre argumenty Tomka i tylko w niektórych sytuacjach mogłabym przeboleć i zrozumieć, jakim torem myślenia zostały wykreowane i dlaczego on uważa tak, a nie inaczej. Ale teraz nie potrafię znaleźć ani jednego usprawiedliwienia dla tego, co ten facet wygaduje do Pauli i nawet trudna przeszłość nie może być podstawą do katowania innej osoby, bo Tomek najwyraźniej uważa, że taka kara jej się należała. I tyle. Emocje emocjami, ale nie sądzę, by on nigdy nie popełnił błędu i nie podjął złej, nieodpowiedzialnej decyzji. Zwłaszcza, że Paula kiedy tylko się ogarnęła zadzwoniła właśnie do niego - po pomoc, tak, jak powinno to działać w normalnych związkach. Bo to jemu ufała i wiedziała, że może liczyć na niego nawet w najgorszym. Ale jak się okazało, jest zupełnie inaczej i moim zdaniem, nie powinna nawet myśleć o rozpakowywaniu tych toreb, tylko wziąć wszystko i zwinąć się do domu. A upewnia mnie o tym, to co Tomek wygaduje po powrocie, że wolałbym jej siłą wybić z głowy takie zachowania i wbić do głowy to, co on uważa za słuszne. Jakby to było jakiekolwiek rozwiązanie. Ja rozumiem, że dużo przeszedł, dużo widział i ma prawo cierpieć, ale teraz ma inne życie i z tego, co widać, radzi sobie dobrze. Ma pracę, kochającą dziewczynę, nie musi wracać do przeszłości w takim stopniu, w jakim robi to teraz, np. wspominając matkę alkoholiczkę i biorąc jej postawę jako argument do obrony samego siebie. Na pewno w dzieciństwie doświadczył przemocy, bo ludzie niekontrolujący się pod wpływem wszelakich używek są do tego zdolni, ale czy nie powinno to w jakiś sposób właśnie go hamować? Jak widać jest zupełnie odwrotnie. Nic, co zrobiłaby Paula, nie dawałoby mu prawa do przemocy. A on jak widać, umie tylko przepraszać i "żałować", ale ciągle robiąc z siebie większą ofiarę niż dziewczyna. I tak jest w każdej sytuacji. Nie ma przejścia do porządku dziennego po czymś takim, po prostu nie.
    Tomek już naprawdę zaczyna mnie przerażać i irytować, a Paulę obwiniam za naiwność i taką desperację do bycia z kimś, że nie dostrzega tego, co się dzieje tak naprawdę. Chociaż zdaję sobie sprawę, że dziewczyna ma ograniczone pole widzenia, a to ja jako czytelnik wiem wszystko, bo spoglądam na wszystko z góry. Po prostu jest mi jej w jakiś sposób żal i nie chcę, by została skrzywdzona, a nie wątpię, że Tomek zrobi to jeszcze nie raz. Mam nadzieję, że koniec końców jednak uwolni się od niego. Z całego serca trzymam za to kciuki. A na dodatek Michał, chociaż nie ma go za wiele w opowiadaniu, wydał mi się tu jakiś taki przyjazny, naprawdę mam nadzieję, że zobaczymy więcej z jego udziałem i okaże się fajnym facetem, bo jak na razie ta historia w takich nie obfituje.

    Pozdrawiam i przyznam, że dobrze się czyta tę historię, chociaż czasem serce boli i chciałoby się wkroczyć i wyciągnąć Paulę z tego bagna.

    AA.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zgodzę się z tym, że każdy popełnia błędy, bo człowiek to istota bardzo omylna. Za niektóre poczynania jednak spotyka nas kara. Nasza przeszłość też kształtuje nasze dzisiaj. To co Tomasz przeżył w dzieciństwie nie pozostanie bez echa, a pijana czy pijąca kobieta zawsze będzie kojarzyła mu się z rodzicielką. Jesteś jednak w błędzie co do jego matki, bo ta nigdy względem dzieci nie używała przemocy. Tu ojciec był katem, ale o tym będzie dopiero dalej napisane.
      Pauliny nie da się wyciągnąć z bagna, dopóki ona sama tego nie zechce. Ona naprawdę ma możliwości, ma gdzie pójść, do kogo zwrócić się o pomoc. Ona jednak sama wybiera trwać przy Tomaszu. To jest jej wybór, jej wolna wola.
      Pozdrawiam.

      Usuń
    2. Kara jest najczęściej nieodłącznym elementem zachowań i wyborów błędnych, ale Tomek w żadnym wypadku nie jest tym, który ma prawo o niej decydować, a już na pewno - wymierzyć. Dla Pauli karą i nauczką był sam stan, w jakim się znalazła i to, czego doświadczyła, kac, poniekąd wstyd za to, co mogło się stać, a do czego na szczęście nie doszło. I z tego powinna wyciągać wnioski, a nie z kary cielesnej zaserwowanej przez Tomka.
      Mówiłam ogólnie o przemocy, która często towarzyszy innym zjawiskom patologicznym, niekoniecznie autorem musiała być matka. Ciekawi mnie więc więcej szczegółów z jego przeszłości w następnych rozdziałach. Mimo to, dalej jestem zdania, że to, czego on doświadczył nie może przekładać sie na to, jak on traktuje innych, a widać, że ofiara staje się teraz katem.
      Pozdrawiam i do następnego,
      AA.

      Usuń
    3. Ja sam nie uważam, by można było bić kogokolwiek, ale od tego też są wyjątki i większość z nas takowe ma.
      Tomka przeszłości nie stworzyłem dla usprawiedliwienia jego zachowań, ale po to, by czytelnicy mogli i jego stronę zrozumieć, by był dla nich bohaterem realnym.
      Pozdrawiam.

      Usuń
  9. Widzę, że mamy tutaj za sobą pierwszy etap manipulacji Tomasza. Znalazł pretekst do tego, aby się wytłumaczyć ze swojego podłego uczynku. A Paula, mimo że miała czas, aby się wyprowadzić, to jednak zdecydowała się ugotować mu obiad.
    Czytając, w głowie pojawiła mi się książka, którą nie czas temu przeczytałam: "Uprowadzona. Ucieczka z Syrii." Opowiada ona o Louise, Irlandce, która zakochuje się w Mustafie, Syryjczyku. Ten gość też miał gadane; raz Mustafa pobił Louise do nieprzytomności, a była w ciąży. I mimo to, wybaczyła mu jego zachowanie - a dlaczego - bo go kochała.
    I mamy tutaj podobnie, co z Pauliną i Tomaszem.
    Jestem naprawdę zniesmaczona tym, jak kobiety żyją w muzułmańskich krajach, ale tak naprawdę... jeśli się rozejrzymy wokoło, w każdym kraju spotkamy mężczyznę, który podnosi rękę na kobietę. To przykre, ale prawdziwe... :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czytałem tę książkę, mnie się podobała, ale niestety też utwierdziła mnie w przekonaniu, że większość bitych kobiet bita jest za swoją głupotę, naiwność, trwanie przy kacie na własne życzenie. Paulina z mojego opowiadania nie jest tutaj żadnym wyjątkiem. Trwa przy Tomku na własne życzenie, więc obrywa też na własne życzenie.
      Ja nie chcę się wypowiadać źle o krajach muzułmańskich, bo miałem możliwość tam być, mam kolegów muzułmanów, znam ich żony. Bywa różnie. Nie każdy muzułmanin to damski bokser i terrorysta, podobnie jak nie każdy Polak to alkoholik, czy nie każdy cygan to złodziej. Jednak skądś takie uprzedzenia się wzięły i niestety muzułmanin, który nie bije żony, Polak, który jest abstynentem i cygan, który nic nie ukradnie nawet jak ma okazje, są uznawane za oksymorony, bo to wyjątki od reguły, wyjątki, które potwierdzają regułę.

      Usuń