Autor tego bloga należy do grupy „Projekt Prozaicy”, z tego też powodu strona korzysta z płatnych linków. Ujmując to krócej i bardziej zrozumiale – autor zarabia, a czytelnicy nic na tym nie tracą. Te linki są całkowicie bezpieczne dla komputerów, tabletów i smartphone-ów pod warunkiem, że postępuje się zgodnie z instrukcją, czyli nie klika w reklamy, nic nie ściąga na swój sprzęt, a jedynie odczekuje symboliczne pięć sekund i przechodzi dalej. Za wszelkie utrudnienia autor bloga przeprasza, za waszą aktywność jest wdzięczny, a prywatnie pozdrawia i życzy dobrej zabawy podczas czytania.

Link do instrukcji – KLIK

wtorek, 28 marca 2017

#29 – „Paulina” – Rozdział 23

Sylwestrowe i walentynkowe prezenty”

Tomasz starał się rozweselić żonę. Czuł się winny, gdyż uważał, że to przez niego popsuły się relacje Pauliny z rodziną – matką i siostrą. Widać też było, że dziewczynie najbardziej brakowało Bartusia. Paula jednak należała do osób zawziętych i upartych. Nie była skora do tego, by pierwsza wyciągać dłoń do zgody, ale też nie zamierzała od razu jednoczyć się w uścisku z kimś kto wykonał taki krok. Bordych często mawiał, że była kapryśna. Zwykle też dodawał, że ma to swój urok, ale tej drugiej części zdania jego żona zdawała się nie słyszeć.
To nie kaprys! – wykłócała się z nim. – Po prostu, jak Natalia przyszła z brzuchem, to było wszystko super, pięknie, fajnie. Matka się nawet nie wkurzyła, jedynie ze smutkiem stwierdziła, że teraz będzie ciężko, ale na swój sposób się cieszyła. Ja przyprowadzam męża i jest źle.
Nie jest źle. – Przyklęknął przy niej, gdy siedziała na łóżku. Przeszkodził jej w ubieraniu spodni, przez co miała na sobie tylko jedną nogawkę, a drugą trzymała w rękach. – Po prostu, zaskoczyliśmy ich wszystkich – tłumaczył. – Pomyśl, jak ty byś się czuła, gdyby kiedyś nasza córka przyprowadziła męża do domu. Chyba wolałabyś być obecna na ślubie, weselu...
Nie pozwoliłabym, by jej siostra wyzywała jej męża od przestępcy. Zresztą, nie mamy dzieci, więc nie ma co gdybać na zapas.
Tomasz po słowach Pauliny poczuł na duszy dziwne, zupełnie mu obce ciepło. Zrozumiał, że Paula nie jest aż tak mocno zła na matkę o nie akceptację jej wyborów, a o to, że ta pozwoliła, by Natalia go obrażała, bo w mniemaniu Pauliny było to nic innego jak właśnie obrażanie. Sam Tomek miał do tego zupełnie inne podejście.
Ona nie powiedziała niczego co byłoby nieprawdą.
W takim razie my mogliśmy ją wyzwać od puszczalskiej, nieodpowiedzialnej, a jej narzeczonego od nieroba...
Dobrze wiesz, że to nie tak! – uniósł się, gdy zauważył, że Paulina zaczęła się rozkręcać. Chciał powstrzymać jej wybuch gniewu, który osiągnąłby rozmiarem kulę lawinową. Miał na celu pogodzenie ją z bliskimi, a nie zaostrzenie konfliktów. – Natalia jest matką jaką jest, ale to też z waszej winy, bo niczego od niej nie wymagałyście i we wszystkim wyręczałyście. Nie dałyście jej poczuć tego, no tego, no... instynktu. – Pstryknął palcami i wstał na równe nogi. – A Michał jest dobrym księgowym, nadaje się do siedzenia za biurkiem, ale nie pracy fizycznej, bo jest typem flegmatycznym. To nie jest tak, że on nie szuka pracy i nie próbuje jej podjąć. Przestań, kurwa, oceniać ludzi z góry i w złości!
Nie krzycz na mnie! – odpowiedziała równie głośnym tonem co on i dokończyła ubieranie się. – Idę do pracy – poinformowała.
Wsparł ręce na biodrach, wbił wzrok w ruch uliczny widoczny za oknem i głośno odetchnął, ale nie w taki sposób jakby poczuł ulgę. Wyglądało to tak, jakby Bordych nadal był zmęczony, pomimo że do awantury nawet nie doszło.
Masz jedną rodzinę, szanuj ją – szepnął do samego siebie, gdyż Pauli nie było już w mieszkaniu.
Pogłaskał kota siedzącego na parapecie po łebku i wzdłuż grzbietu, a potem wykonał telefon, by dogadać się z kimś w sprawie niespodzianki jaką szykował dla żony od dłuższego czasu. Jeszcze gdy byli w górach, obiecał jej w dniu ślubu przelot balonem. Ślub był spontaniczny i zupełnie nie planowany, więc nie miał szansy na spełnienie obietnicy wcześniej. Uważał, że powitanie dwutysięcznego piętnastego roku, to wprost idealna okazja na taki przelot, najlepiej chwilę przed północą, gdy niebo rozbłyśnie fajerwerkami.
Tomek miał rację, niespodzianka się udała, choć Paulina sama przyznała, że bała się niemiłosiernie i wcześniej nawet nie spodziewała się, że będą jej się aż tak trzęsły nogi. Sądziła, że nie ma lęku wysokości. On miał taki lęk, od dziecka, ale dawał radę go w sobie zwalczyć. Poniekąd był typem wojownika, chłopaka z nieciekawej rodziny, który dawał radę spełniać polski sen. Założył firmę, kupił mieszkanie, ożenił się, a nawet planował z Paulą powiększenie rodziny.
Naprawdę jesteś pewna, że to odpowiedni moment? – dopytywał, gdy usłyszał od niej, że odrzuciła tabletki antykoncepcyjne.
Przecież już o tym rozmawialiśmy.
No tak, ale rozmowa, gdybanie, a podjęcie decyzji, to coś zupełnie innego – stwierdził, stawiając dwie czekolady na gorąco na ławie w salonie. Wrócił się do kuchni po bitą śmietanę w spreju i karmelową posypkę.
Jak nie chcesz dzieci to powiedz – odparła, a jej ton nabrał na agresywności.
Nie, że nie chcę, ale... co ze szkołą? – zapytał, pochylając się nad przezroczystymi kubkami, które designem przypominały słoiki. Rozpoczął zabawę bitą śmietaną z uśmiechem tak chłopięcym, jakby ledwie skończył siedem lat.
Niektóre gimnazjalistki rodzą. Ja chodzę do szkoły dla dorosłych. Jakoś damy radę, podzielimy się. Mam już dwadzieścia trzy lata.
A ja prawie dwadzieścia siedem. Jednak nie o wiek chodzi.
A o co?
Będziesz z tym sama. Znaczy będę ci pomagał, ale... gdybyś pogodziła się z matką...
Ona będzie miała szczęście, jak jej się pozwolę do mojego dziecka zbliżyć. – Chwyciła za ucho kubka, a w drugą dłoń wzięła łyżeczkę.
Zawzięta jesteś i mam dziwne wrażenie, że decydujesz się na bycie matką z bardzo egoistycznych pobudek.
Co!?
Pokłóciłaś się z rodziną, to uznałaś, że machniesz sobie dzieci i będziesz miała własną rodzinę. To tak nie działa, Paula. – Ledwie usiadł obok niej, a ona pod wpływem irytacji wstała, wcześniej odkładając czekoladę na szklany, czarny blat ławy.
Po prostu powiedz, że nie chcesz! – zażądała.
Tylko, że... że ja chce – przyznał sam przed sobą, nawet bardziej niż przed nią. – Jestem gotowy na zmienianie osranych pieluch i niezapowiedziane, nocne pobudki. Na ten całodobowy ryk spowodowany kolką.
Przedstawiasz to w najgorszych barwach – zauważyła.
W odpowiedzi wzruszył ramionami. Wyciągnął ręce, by móc chwycić ją za dłonie. Z jednej z nich wyjął łyżeczkę i wrzucił do kubka, omyłkowo do tego, w którym znajdowała się jego, a nie jej, czekolada.
Wolałbym jednak, by nasze dziecko miało kogoś więcej niż tylko nas. Z mojej strony nie ma co liczyć na dziadków. Dla matki liczy się tylko chlanie, a ojciec udaje, że ma mniej lat niż ma. Poza tym, to straszny egoista. Twój ojciec nie żyje, ale masz matkę, siostrę, jej chłopaka, Bartka. Nie możemy się odcinać, tylko dlatego, że nastąpiła między nami jakaś różnica poglądów lub, że nam nie przyklasnęli, nie musieli.
Nie będę ich przepraszała.
Tu nie chodzi o przepraszanie. Po prostu zadzwoń do siostry tak normalnie, zaproś ją na spacer, lody, do nas. Zamów się Batmanem. – Wskazał dłonią na kota. – Bartek na pewno za nim tęskni.
Westchnęła w taki sposób, jakby była zmęczona takim naleganiem, ale kryształki, które zatańczyły w jej oczach, wskazywały na to, że jego słowa do niej dotarły, że jej także było ciężko i smutno bez najbliższych.
Możemy też tak po prostu wejść do twojej mamy. Pokażmy, że nie jesteśmy pamiętliwi.
Dobra – przytaknęła, przewracając przy tym oczami.
Ale najpierw Wenecja. – Niespodziewanie uniósł nieco tyłek z kanapy i z tylnej kieszeni dżinsów wyjął bilety lotnicze zakupione w biurze podróży. – Rozmawiałem już z Agatą, weźmie wszystkie twoje zmiany. Będzie miała ferie i przyda jej się dodatkowa gotówka. Poza tym masz prawie dwa tygodnie, by sobie wszystko rozplanować – dodał szybko, nim zdążyła zauważyć jakieś minusy takich niespodziewanych wakacji.
Przyłożyła dłonie do jego policzków i zaczęła muskać w usta, najpierw delikatnie, a potem coraz intensywniej. W końcu usiadła okrakiem na jego kolanach i z pewnością w oczach oraz bez najmniejszego zadrgania głosu, oznajmiła:
Kocham cię, wiesz o tym?

Wiem, ale ja ciebie kocham bardziej – odparł, wplatając dłonie w jej długie blond włosy.

10 komentarzy:

  1. Tomek to pokręcony gość, z jednej strony apodyktyczny zazdrośnik, manipulant i choleryk, a z drugiej taki głos rozsądku w ich małżeństwie . On w żaden sposób nie próbuje odseparować jej od rodziny, nawet po tym jak go to rodzina potraktowała. Cały czas próbuje w Pauli wyciszyć te złe emocje, które w niej siedzą, za wszelką cenę stara się doprowadzić do pogodzenia żony z matką i siostrą. I za to ma u mnie plusa, bo znam takich facetów, którzy po czymś takim jeszcze by utwierdzali żonę, żeby nie dążyła do zgody i zerwała kontakt z bliskimi. Wydaje mi się, że jest to zachowanie człowieka, który nie miał tak na prawdę rodziny, który zawsze tęsknił za prawdziwym domem. On dobrze wie jak to jest nie mieć nikogo bliskiego, który w razie czego pomoże. Dlatego tak się upewniał, czy Paula na pewno chce mieć dziecko, czy chce je mieć bo czuje się gotowa na zostanie matką, czy może dlatego, że pokłóciła się z Iwoną i Natalią i próbuje zapełnić po nich pustkę. Bo to faktycznie wyszło teraz tak, jakby Paulina odcięła matkę i siostrę grubą linią, następnie zajdzie w ciążę, urodzi dziecko i będzie miała własną rodzinę, taką "prywatną" i "nową", a ta stara nie będzie jej już potrzebna.
    Lot balonem fajny, tylko ja bym chyba się nie zdecydowała, obawiam się że zamiast romantycznych chwil, byłyby to dla mnie chwile grozy.
    No i znowu muszę powtórzyć, jak nie kochać takiego faceta jak Tomasz, jak on tak się stara, lot balonem, później Wenecja i nawet chce pieluchy zmieniać dziecku.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja myślę, że Tomka łatwo pokochać, ale i łatwo znienawidzić (tak z punktu widzenia kobiety). Ciężko nie docenić jego starań, ale też trudno nie zauważyć jego negatywnej strony.

      Usuń
  2. Chciałabym powiedzieć, że właśnie zdradziłam Hektora i zmieniłam swój głos na gangsterów, żeby chłopcy nie byli smutni, bo większość poszła za Hektorem i Szymonem(właściwie czemu? Aleks i Diego też są super. I nawet ten Cyryl).
    Paulina jest strasznie zawzięta. Ja nie umiem się gniewać(niestety) i zaraz rozmawiam jakby nigdy nic. Szkoda, że ją trzeba było tak przekonywać, żeby odezwała się do rodziny, tym bardziej, że przecież ona też nie jest bez winy. Jasne, one bardziej, ale to nie zmienia faktu. Tomek na to trzeźwiej patrzy i mi się to nawet spodobało, bo jakoś spodziewałam się, że będzie jej mówił, że w dupie z nimi. Znowu się odzywa mój sceptyzm do niego(który i tak już zmalał!).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę, że "Gangsterzy" najmniej dali się poznać, bo mało kto ich czytał. Poza tym były opowieścią o dorosłych ludziach, a blogosfera jest pełna małolatów. Z pewnością jest ich więcej niż dorosłych czytelników.

      Usuń
  3. Muszę przyspieszyć tempa, gdyż chcę wszystko dzisiaj nadrobić, a nie mam już za wiele czasu.
    Rozumiem rodzinę Pauliny - oni też chcieliby uczestniczyć w tym, bądź co bądź, jednym z najważniejszych dni w jej życiu. Nic dziwnego, że mama Pauliny i jej siostra były złe. Jestem jednak miło zaskoczona, że Tomek je rozumie i stara się je pogodzić. Nie spodziewałam się po nim takiego zrozumienia. Dobrze, że przemówił żonie do rozumu :)

    amandiolabadeo.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie przemówił, tylko starał się przemówić. Tomek sam nie miał rodziny, nie jest jakoś szczególnie zżyty ani z matką alkoholiczną, ani z ojcem despotą i tyranem, ani z bratem, który jako ten starszy, po prostu zostawił go w patologii. Umie więc docenić to czego sam nie miał i co ma szanse dostać jego żona, w przyszłości też jego dziecko.

      Usuń
  4. Kurde... mam mieszane uczucia. Zastanawiam się, czy powinnam zmienić zdanie o Tomaszku. No jest chłopak wybuchowy, kilka razy zachował się tak, jak facet absolutnie nigdy nie powinien i miałam go za dupka, ale... gada bardzo mądrze. Od dwóch rozdziałów Paulina zachowuje się jak gówniara, obraża się na rodzinę, bo nie zareagowali entuzjastycznie na wieść o cichym ślubie - hahahaha. Za to zaczynam powoli naprawdę współczuć Tomaszkowi: miał trudne życie, praktycznie ze swoją rodziną nie ma kontaktu, ma tylko Paulinę i jej rodzinę. Można by powiedzieć nawet, że jest... samotny. Nic dziwnego, że próbuje jakoś pogodzić żonę z jej matką. Paulina powinna docenić, że ma kochającą rodzinę, na którą zawsze może liczyć (teoretycznie), Tomaszek nie ma takiego szczęścia.
    Poza tym, cieszę się, że zdecydowali się na dziecko PO ŚLUBIE. Ja osobiście jestem wierząca i zostałam wychowana tak, iż zawsze powtarzałam "najpierw ślub, potem dzieci" - i tak się stało. Nie wiem, jakbym przeżyła, gdybym zaszła w ciąże w wieku nastu lat, bez ślubu, bez narzeczonego... Nie, po prostu nie tędy droga. Nie mówię, że dziewczyny bez męża, domu z ogrodem i psem, zachodzące w ciąże są jakieś... niemądre, ale... ja nie dopuściłabym nigdy do takiej sytuacji. Dlatego cieszę się, że Tomaszek i Paulina są na tyle dojrzali, by wszystko w swoim życiu układać.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tomek zna smak samotności, więc nie chce, by to spotkało Paulinę. On nie chce jej odsuwać od rodziny.
      Czy ja wiem czy nie tędy droga? Też jestem katolikiem, ale jestem też zdania, że jak dziecko ma mieć chujowego ojca czy matkę, to niech ma tylko matkę lub tylko ojca. Wiele kobiet decyduje się na samotne macierzyństwo, bo nie mogą trafić na odpowiedniego partnera, a chcą być matkami. Wielu uważa, że to egoistyczne podejście, ja osobiście znam dwie takie kobiety, znam ich dzieci i są szczęśliwe.
      Jak ktoś nie chce mieć dziecka bez ślubu, to proste - przed ślubem nie uprawiać seksu!

      Usuń
  5. O dziwo, tok myślenia Tomka w ostatnich rozdziałach jest całkiem znośny i trochę ciężko mi to przyznać, ale ma sporo racji, głównie jeśli chodzi o temat ciąży i tę kłótnię z matką i siostrą. Pauli może się wydawać, że sami we dwójkę dadzą sobie radę, i być może tak właśnie by było, ale nie bierze pod uwagę konsekwencji dla samego dziecka, które potrzebuje w swoim otoczeniu ludzi, bliskich, rodziny, by nauczyć się funkcjonować w tym świecie. I wydaje mi się, że ona też ich potrzebuje, tylko jest zaślepiona złością i niechęcią do tego, że ktoś odważył się wprost skrytykować jej wybór i jej decyzję. Nie mówie, że w jej myśleniu też nie ma racji - ma prawo czuć sie pokrzywdzona względem reakcji matki na wieść o ciąży Natalii, a na jej małżeństwo. Ale z drugiej strony ciężko dziwić się Iwonie, bo każda matka chciałaby przecież być i przeżywać tak istotny moment w życiu dziecka, jak ślub.
    Tak czy inaczej punkt widzenia zależy od tego, z której strony spoglądamy. A że nie da się zawsze wszystkich zadowolić, trzeba czasami tak zwyczajnie schować dumę do kieszeni. Paula potrzebuje trochę czasu i świeżego spojrzenia na sytuację. Mniemam, że to właśnie jej bliscy będą tymi, do których zwróci się, gdy Tomek w końcu pokaże swoją prawdziwą naturę w takim stopniu, że nie będzie dała rady już przy nim trwać i przetrwać.

    Pozdrawiam,
    AA.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bo Tomek nie jest idiotą. Nigdy nie chciałem z niego robić takiego obszczymurka co znęca się nad rodziną. On miał mieć też dobre cechy i logikę w działaniu, myśleniu i liczę na to, że udało mi się to przedstawić.
      Paulina to jest przede wszystkim zawzięta i uparta.
      Paula też wcale tak szybko nie zwróci się o pomoc do bliskich. To wszystko będzie długo trwać, trwać przez lata.

      Pozdrawiam :)

      Usuń