Autor tego bloga należy do grupy „Projekt Prozaicy”, z tego też powodu strona korzysta z płatnych linków. Ujmując to krócej i bardziej zrozumiale – autor zarabia, a czytelnicy nic na tym nie tracą. Te linki są całkowicie bezpieczne dla komputerów, tabletów i smartphone-ów pod warunkiem, że postępuje się zgodnie z instrukcją, czyli nie klika w reklamy, nic nie ściąga na swój sprzęt, a jedynie odczekuje symboliczne pięć sekund i przechodzi dalej. Za wszelkie utrudnienia autor bloga przeprasza, za waszą aktywność jest wdzięczny, a prywatnie pozdrawia i życzy dobrej zabawy podczas czytania.

Link do instrukcji – KLIK

wtorek, 28 marca 2017

#30 – „Paulina” – Rozdział 24

Buciki”

Paulina i Tomasz przemierzali klatkę schodową, chcąc dostać się do swojego mieszkania. A kiedy już znaleźli się przed drzwiami, Bordych zrzucił z ramienia ciężką torbę i rozpoczął poszukiwanie kluczy po kieszeniach. Paulina marudziła, by się pośpieszył, przeskakując przy tym z nogi na nogę.
Błagam cię, szybciej. Siku mi się chce.
Już, już. – Ledwie nakierował klucz do dziurki, a drzwi otworzyły się jakby samoistnie.
Przez krótki moment poczuli przerażenie, obawiając się, że w domu może być jakiś złodziej. Szybko jednak zobaczyli Agatę, która wyjaśniła:
Właśnie przyszłam do waszego kota.
Dziewczyna o ognisto rudych włosach trzymała sierściucha na rękach i szczebiotała do niego jakby był kilkumiesięcznym niemowlęciem.
Ładne – Paulina skomentowała nowy kolor włosów przyjaciółki i czym prędzej wyminęła ją, udając się do łazienki.
Bordych więc samodzielnie wtaszczył najpierw torbę, a następnie walizkę do przedpokoju. Potem zamknął drzwi i zaproponował Agacie, że zrobi jej coś do picia.
Nie, dzięki. Już sobie sama zrobiłam – odpowiedziała wesoło, wskazując na kubek postawiony na ławie.
W ogóle dzięki, że się nim zajęłaś. – Pogłaskał Batmana po czarnej sierści, a potem zabrał go od przyjaciółki swojej żony i przytulił, zupełnie tak jakby się za nim bardzo mocno stęsknił. Szybko jednak musiał go oddać Paulinie, która wyszła z łazienki i także zaczęła się dopominać o pupila.
Widzisz, Bartuś miał jednak rację, przyzwyczaił się do takiego tarmoszenia i noszenia na rękach – stwierdziła, a chwilę po tym posmutniała, zdając sobie sprawę z tego, że siostrzeńca nie widziała już bardzo długo.
Napisałam dla ciebie tę pracę – wtrąciła Agata.
Jaką pracę? – Paula spojrzała na Tomka, a ten w odpowiedzi tylko wzruszył ramionami.
Zaliczeniową – odpowiedziała Aga.
Odrabiasz za niego lekcje? – zdziwiła się. – Nie wierzę – skomentowała.
Ktoś musi, tobie się nie chciało.
Nie, że mi się nie chciało, tylko mogłeś sam...
Nie lubię. – Wykonał teatralną, smutną minkę, a potem stanął za swoją żoną, objął ją w pół i położył brodę na jej ramieniu. – Nie lubię niczego robić sam – wyszeptał wprost do ucha, które potem pocałował.
Cieszę się, że wam się układa. Klaudyna wróżyła wam rychłe rozstanie.
Klaudia mnie nie lubi – stwierdził Tomek. – Ja jej też nie, więc wisi mi to co o mnie myśli i co mówi.
Zaczęła spotykać się z Norbertem.
Z Norbertem? – zdziwiła się Paula.
No tak, z tym twoim.
On już nie jest mój. – Blondynka uśmiechnęła się, a potem wzruszyła ramionami, jakby ta informacja wcale, ale to wcale jej nie dotknęła. – Życzę im szczęścia w każdym bądź razie.
A ja mam ochotę na pizzę – wtrącił Tomek, chcąc zmienić temat. – Agata, zjesz z nami, nie?
No, za tę pracę to mi się należy. Dwie godziny nad nią spędziłam.
Dwie godziny, serio? To ja tyle nawet nad żoną nie spędzam – skomentował żartobliwie.
Haha ha, bardzo śmieszne – wydrwiła Paulina.
To akurat było śmieszne – szepnęła do niej Agata. – Jak nie dostaniesz piątki, to jebnij porządnie tej nauczycielce, tylko tym razem traf! – krzyknęła za Tomkiem, który udał się do kuchni po ulotkę przyczepioną magnesami do lodówki.
Tym razem? – podłapała blondynka.
Jak byłem młodszy to tak mnie wychowawczyni zdenerwowała, że rzuciłem w nią doniczką. Wybierajcie – polecił, kładąc ulotkę na środek ławy.
Jak mogłeś rzucić w nauczycielkę doniczką? – nie dowierzał.
Byłem narwany.
To nie jest wyjaśnienie.
Paula, miałem z dziesięć lat.
To też nie jest wyjaśnienie.
Daj mu spokój. Kupę lat temu coś zrobił, a czepiasz się tego bardziej niż Klaudia – stanęła w obronie Tomasza Agata.
A Klaudia oczywiście ma informacje z pierwszej ręki, bo jest z Norbertem – dopowiedział Tomek.
Może też powinnam się z nim spotkać, bo ty mi o takich rzeczach nie mówisz. Ja chcę piątkę, pasuje wam? – zapytała, pokazując Tomkowi ulotkę.
Bo widzę jak na nie reagujesz. Co do wyboru, to mnie wszystko jedno. Agata?
Może być. Ja pizzę to lubię w każdym wydaniu. Macie do niej jakieś piwo?
Ja skoczę zaraz do sklepu – zgłosił się na ochotnika.
Rozmowa o doniczce poczeka, ale nie ucieknie – poinformowała go Paula.
Skarbie, ale tam nie ma niczego do tłumaczenia. Byłem dzieckiem.
Cholernie niebezpiecznym, skoro celowałeś doniczką w głowę nauczycielki.
Celowałem w tułowie, bo w głowę wiedziałem, że z ostatniej ławki będzie ciężko trafić.
Agata słysząc wyjaśnienie Tomka zaczęła się śmiać, a Paula posłała jej złowrogie, karcące spojrzenie.
Zamówcie, a ja lecę po piwo. – W ten sposób Tomasz uwolnił się nim dyskusja na dobre się rozpoczęła. Miał nadzieję, że żona już nie powróci do tego ani tym podobnych tematów.
Nie bądź dla niego taka – rzekła Agata, gdy Paulina wybrała numer pizzerii. Odczekała aż koleżanka złoży zamówienie i kontynuowała. – On dużo przeżył.
Tak, wiem, matka alkoholiczka, ale to go nie ze wszystkiego tłumaczy.
Nie tylko matka alkoholiczka. Był jeszcze ojciec co tresował żonę i dzieci. Ponoć ta kobieta zaczęła przez niego pić. Zniszczył ją.
Tego nie wiedziałam – przyznała, siadając na kanapie. – O ojcu Tomek wcale nie wspomina.
A dziwisz mu się?
Niby nie, ale ja jednak chciałabym wiedzieć. I chciałabym takie rzeczy wiedzieć od niego, a nie o latających doniczkach dowiadywać się od ciebie.
Przepraszam, że ci powiedziałam.
To on powinien przepraszać, że sam mi nie powiedział.
Może nie uznał tego za wystarczająco ważne.
Ta, jasne – syknęła i splotła ręce na piersi okazując w ten sposób swoje niezadowolenie.
Nie zachowuj się jak dziecko. – Agata trąciła przyjaciółkę ramieniem.
Paula roześmiała się, czując się dokładnie tak samo jak wtedy, gdy obydwie były jeszcze w liceum. To zawsze ona szybciej rzucała fochem, ale też niemal zawsze jej przechodziło, gdy Aga wytykała jej, że zachowuje się jak kilkulatka.
W ogóle muszę z twoim mężem porozmawiać.
Zacznę być zazdrosna, naprawdę – uprzedziła z uśmiechem na ustach.
Przecież nie powiedziałam, że na osobności. Po prostu panele już mamy w domu całkiem zjechane, płytki w kuchni popękane, od ścian to już kilka odpadło. On wziąłby za to mniej niż taki inny wynajęty.
Pewnie tak.
Wcale bym nic nie wziął. Tylko tyle co za materiały! – krzyknął, zanim jeszcze dobrze wszedł do mieszkania i zamknął za sobą drzwi. Odłożył siatkę z piwami na stół. – Jestem zdania, że przyjaciołom się pomaga. Być może kiedyś ja będę potrzebował twojej pomocy. Ile wy tam macie metrów, niewiele, nie?
No, z jakieś trzydzieści sześć.
No, to spokojnie z końcówek kolekcji coś znajdziesz po kosztach. Ja tutaj też tak robiłem. Niby to mieszkanie jest duże, ale jak się je podzieli na sześć pomieszczeń to niemal każde to klitka nie większa niż kilkanaście metrów kwadratowych. W ten sposób można kupić tańsze materiały.
Dlaczego? – zainteresowała się Paulina.
Bo zazwyczaj ludzie kupują czegoś dużą ilość. Mało kto kupuje paneli czy gresu na kilkanaście metrów, a nawet jeśli tak kupuje, to większość wybiera to co nowe, niby modne, zamiast poszukać kolekcji, które pół roku temu były na czasie albo nawet połączyć dwa różne wzory czy kolory.
Tak jak my mamy w korytarzu?
Właśnie.
A ja myślałam, że to tak miało być, że to był taki zamysł artystyczny, a to... oszczędność?
Zwał jak zwał. Uznajmy, że i oszczędność, i zamysł artystyczny. – Podszedł do swojej żony z piwem w ręku. Nachylił się, by musnąć ją w czoło, a potem zapytał się, gdzie mają otwieracz.
Nie mamy takich rzeczy – odpowiedziała, odbierając od niego butelkę. Postanowiła w celu otwarcia posłużyć się zapalniczką.
Nigdy tego nie potrafiłem – wspomniał jakby z nostalgią.
Ja też nie.
Bo to już jest talent. Dajcie, otworze wam.
Jeszcze w lutym u Agaty rozpoczął się remont. Paulina często tam przesiadywała, pomagała nawet w odmalowywaniu ścian. W którymś momencie jednak zakręciło jej się w głowie i odniosła wrażenie, jakby mdlił ją zapach farby w spreju, którą Agata odnawiała chromowane elementy.
Coś nie tak? – zainteresowała się ruda.
Nie, chyba nie – odpowiedziała, gdyż szybko jej przeszło. Wystarczyło, że szerzej otworzyła okno. – Po prostu matka do mnie dzisiaj dzwoniła i...
I co? Pogodziłyście się?
Nie. Odniosłam wrażenie, jakby chciała usłyszeć, że mi się z Tomkiem nie układa, tylko po to, bo to potwierdziłoby jej racje. Poza tym Norbert u niej był, nagadał jakiś głupot i nawet nie chciałam tego słuchać.
Rozumiem, ale... takie odcinanie się...
Ja się nie odcinam, ja po prostu chcę, by zaakceptowała moją decyzję. Natalia cokolwiek zrobiła, to matka zawsze ją wspierała, a ja zawsze byłam ta gorsza, tylko dlatego, że byłam niechcianą wpadką. Natalia zaszła w ciąże, to było ok, przyprowadziła Michała, też nie było źle i to nieważne czy się zaręczyła, czy postanowiła, że on się wprowadzi. Z moich zaręczyn z Tomkiem się nie cieszyła, moja wyprowadzka nie była jej na rękę, zamążpójścia mi nawet nie pogratulowała, więc jeśli okaże się, że jestem w ciąży, to nawet ją o tym nie poinformuję.
Zrobisz jak zechcesz, ale myślisz, że... – Spojrzała znacząco na brzuch blondynki.
Nie wiem. Za tydzień, jak nie dostanę okresu to zrobię test.
Ale fajnie. Może będę ciocią – ucieszyła się.
Chrzestną – dopowiedziała Paula.
Jej, ale by było super. Byłby taki mały Tomuś.
Albo mała Paulinka – stwierdziła z udawanym oburzeniem. – Żartuję, też wolałabym pierwszego syna, ale znając moje szczęście, to będzie dziewczynka. O ile będzie.
Paulina okazała się mieć dobre przeczucie i już wkrótce na teście ciążowym pojawiły się dwie kreski, z czego jedna była dużo jaśniejsza, bladoróżowa. Nic nie powiedziała o tym Tomkowi. Samodzielnie umówiła wizytę u ginekologa, a gdy miała już stuprocentową pewność, że zostanie mamą, to zakupiła w sklepie z artykułami dziecięcymi małe, materiałowe buciki, wzorowane na najzwyklejszych czerwono-białych trampkach.
Mam dla ciebie prezent – oznajmiła mężowi, gdy weszła do domu. Nawet nie rozebrała się z odzieży wierzchniej ani nie zdjęła jesiennych kozaków, które na późnozimową porę nadawały się tylko dlatego, że w tym roku zimy właściwie nie było.
Myłem podłogi – śmiał zauważyć Bordych.
Potem poprawię. – Machnęła na to ręką. – Mam prezent! – niemal wykrzyknęła, choć stała od niego niecały metr.
Urodziny mam za tydzień – wymruczał.
To będzie przedwczesny. – Wcisnęła mu w ręce sporych rozmiarów pudełko, opakowane w złoty papier i przewiązane czerwoną wstążką.
Mam nadzieje, że nie bomba. – Zerknął na nią podejrzliwie.
Otwórz! – Zniecierpliwiona, ledwie powstrzymała się od tupnięcia nogą. Usiadła na krześle i rozpoczęła rozsupływanie sznurówek.
Tomasz w tym czasie rozsupływał kokardę i rwał papier. Po uniesieniu wieczka szarego kartonu do góry, jednak czekało go lekkie rozczarowanie i kolejne, identycznie zapakowane pudełko, z tą różnicą, że to owinięte było w srebrny papier i miało niebieską kokardę.
Żartujesz sobie?
Poniekąd – przyznała. – Ale końcowy prezent cię zadowoli, zapewniam.
Końcowy? To ile jeszcze jest tych pudełek? – zapytał, gdy właśnie dopadł do kolejnego, tym razem papier był śliski, czerwony, a kokarda złota.
To jest ostatnie – rzekła z dumą i wstała, jednocześnie pozbywając się różowego płaszczyku. Chciała móc dokładnie widzieć reakcję swojego męża.
Naprawdę? – zapytał ze łzami w oczach. Wyjął niemowlęce buciki, obejrzał je z każdej strony, a potem odłożył na stół. – Naprawdę? – powtórzył pytanie.
Nie odpowiedziała werbalnie. Przytaknęła tylko ruchem głowy, uśmiechając się przy tym szeroko. Następnie poczuła jak Tomek bierze ją w objęcia, następnie odsuwa się od niej, ogląda, zatrzymując przy tym uwagę na brzuchu.
Przecież jeszcze nie widać – skomentowała.
To co? Ja już je kocham – stwierdził, padając na kolana i składając pocałunek poprzez materiał popielatego sweterka.

18 komentarzy:

  1. Ale pędzisz... Początkowo ciężko było mi się ogarnąć z czasem, ale chyba przywykłam. :)
    Szczerze powiem, że miałam nie czytać, bo strasznie się denerwowałam. Nie wiem z czym to jest związane, ale prawdopodobnie z tym, że tak po prostu jest naprawdę. No więc, odłożyłam lekturę i gdy ochłonęłam, powróciłam. I znów się wkurzyłam, ale ostatnie dwa rozdziały były nawet, powiem relaksujące i miłe.
    Mnóstwo przeróżnych myśli przychodzi mi do głowy odnośnie Tomka i Pauliny, ale nie chcę wyrzucać tu swoich frustracji.
    Nie wiem jakie zaplanowałeś im dalsze życie i jeszcze z dzieckiem, ale trochę mnie to przeraża. Każde z nich ma problemy, co przekłada się na związek – wiadomo. Jedno i drugie nie potrafi radzić sobie z emocjami, przynajmniej według mnie. Paula ciągle się drze, jak jest coś nie po jej myśli i momentami sama miałam ochotę jej walnąć, żeby się ogarnęła. Co do Tomka... Powinien iść do specjalisty, a to, że miał ciężkie dzieciństwo, w żaden sposób nie można brać za usprawiedliwienie jego negatywnego zachowania.
    Najsmutniejsze jest to, że takie pary są. Albo ona bije go, albo on ją – nie ma znaczenia, bo to i tak jest złe. A jak ktoś uderzy raz, to i drugi raz też to zrobi... Nieważne jak będzie za to przepraszał...
    Pewnie znów wrócę za jakiś czas, bo po takiej dawce czegoś, czego nie akceptuję pod żadnym kątem, będę musiała ochłonąć i przekonać samą siebie, że to tylko opowiadanie...
    Pozdrawiam ^^

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale nie ma konieczności, by czytać na tip-top, gdy ja opublikuję. Można przeczytać potem całość, gdy będzie się miało czas. Cieszę się jednak, że nadal tu jesteś.
      Ja myślę, że nie ma niczego złego w odczuwaniu emocji podczas czytania czy oglądania. Nawet obrazy nie zawsze wzbudzają radość, czasami szokują, innymi razy zasmucają, zdarza im się też denerwować odbiorcę. Mimo wszystko lepiej tak, niż jakby ludzie mieli pozostawać na sztukę obojętni. A to, że obrazy, filmy, książki czy opowiadania czasami pokazują jak jest naprawdę, to też nie ma w tym niczego złego. Ja zawsze chciałem się podejmować trudnych tematów, nie owijać ich w bawełnę, nie tworzyć wyidealizowanej, alternatywnej rzeczywistości dla moich bohaterów. Sytuację opisywane przeze mnie zwykle są życiowe. Życie takie jest, bywa relaksujące i miłe, bywa też smutne, przygnębiające, brutalne i pełne problemów. Zdarza mu się być radosnym...
      Zgodzę się, że ciężkim dzieciństwem nie można usprawiedliwiać negatywnych zachowań, ale negatywne zachowania zawsze mają gdzieś powód, przyczynę, dlatego musiałem i Tomkowi dać jakąś przyczynę.
      Każdy człowiek jest skomplikowany na swój sposób, w każdym jest ileś problemów i głupotą jest myślenie, że gdy się podzieli z kimś te problemy na pół to będzie ich mniej, bo zaraz dojdą problemy tej drugiej połówki, które też trzeba dzielić na pół. Oddaje się część siebie, dostaje się część kogoś.
      Nie zgodzę się jednak, że ktoś kto uderzy raz zrobi to po raz drugi. Świat zna przypadki potwierdzające tę zasadę, ale takie, które ją wybijają na aut. Pewnym jest, że facet, który uderzył, potrafi to zrobić jeszcze raz. Skoro potrafił raz, to potrafiłby drugi, ale nie ma pewności czy ten drugi raz nadejdzie, nie ma też pewności, że go nie będzie.

      Usuń
  2. Niedobra żona z tej Pauliny, taka nieużyta ( ja tak mówię o moim mężu jak nie chce czegoś dla mnie zrobić), nie chciała odrobić za Tomasza pracy domowej, haha. Muszę przyznać, że Tomuś jest, jakby to powiedzieć, wszechstronnie zaradny, Paula nie chciała za niego pracy napisać to poczarował Agatę i praca napisana. Niezły gałgan z niego był, rzucił w nauczycielkę doniczką bo go zdenerwowała, haha. Zastanawiam się, czy już z tego wyrósł, czy nie, czy jak go żona wkurzy to w nią czymś rzuci.
    I znowu muszę pochwalić Tomka, on nie musiał pomagać aż tak Agacie w remoncie mieszkania, wydaje mi się, że pizza i piwo wystarczyłyby w podziękowaniu za napisanie pracy.
    Ciekawa jestem co Norbert naopowiadał Iwonie na temat Tomka, że zadzwoniła do Pauli, żeby wybadać czy wszystko w porządku.
    Uważam, że Agata ma rację, że Paula nie powinna być taka zawzięta i spróbować pogodzić się z matką, nie odcinać się od niej, zwłaszcza, że oprócz Tomasza Iwona, Natalia i Bartuś są jej jedyną rodziną i myślę, że pomimo wszystko są sobie nawzajem potrzebni.
    No i będzie maluszek, jak słodko. Niezły prezent zrobiła Tomkowi Paulina. Widać, że przyszły tatuś jest przeszczęśliwy, już jest na zabój zakochany w tym dziecku.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Agatę zaakceptował jako koleżankę Pauliny. Na Klaudię będzie miał uczulenie.
      Co Norbert naopowiadał to się okaże już wkrótce.
      Maluszek będzie już w następnym rozdziale.

      Usuń
  3. Miałam nadzieję, że już się pogodzą, ale trudno, może niedługo. Ciekawe jak oni zareagują na wiadomość o ciąży Pauli, bo Tomek zareagował rozczulająco i naprawdę mi się podobało. Może i powiększenie się rodziny zakopie topór wojenny między Paulą a jej matką i siostrą. I Agata nie okazała się być taka zła, a ja jakoś postawiłam ją mniej więcej na równi z Klaudią, a tu proszę, nawet Tomek ją polubił.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Agatę polubił, Klaudii nigdy nie polubi.
      Jak rodzina zareaguje to już będzie w następnym rozdziale.

      Usuń
  4. Jestem ciekawa jak osttecznie rozwiną się relacje Pauliny z matką i siostrą. Ja chyba na miejscu matki też bym była zła, ż nic nie wiedziałam o ślubie. To ważne wydarzenie i z eguły chce się w czymś takim uczestniczyć. Z drugiej strony podobała mi się postawa Pauliny, że broniła Tomka i nie dała im wejść sobie na głowę. Ale mam nadzieję, że się w końcu dogadają.
    I będzie dzidziuś, może on je pogodzi? ;)
    A Tomek, no cóż, za każdym razem jak widzę, ze się wkurza, to się zastanawiam, czy zaraz znowu go nie poniesie. ;D
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Akurat brak tego uczestnictwa rodziny, brak wesela oni wytłumaczą. To w którymś rozdziale się pojawia.
      Dziecko z pewnością będzie takim powodem do pojednania się, ale relację Pauliny z matką nigdy nie były świetne, były dobre, w miarę pozytywne, ale nie były one sobie szczególnie bliskie, tak jak przyjaciółki. Nigdy nie będą. A ta niechęć Pauliny matki do jej ślubu, do jej męża, tylko pogorszy pewne następstwa. Po prostu Paula nie będzie się chciała przyznać do porażki, nie pobiegnie do mamy z płaczem, bo powiedziałaby jej tym "miałaś rację". Z Natalią jest inaczej, ona porażki akceptuje, na zasadzie "pogadają, pojojczą i przestaną, a i tak pomogą". Paula jest na to zbyt dumna.

      Usuń
  5. Szkoda, że Paulina nie ma lepszych relacji ze swoją mamą, gdyby były lepsze mogłaby powiedzieć co myśli o Tomku i może do małżeństwa by nie doszło wcale.
    Obawiam się, że na razie mamy taką ciszę przed burzą i szykujesz nam coś co spowoduje, że Paulina odejdzie od Tomka, mam rację?
    Do poprawki:
    Jak mogłeś rzucić w nauczycielkę doniczką? – nie dowierzał.
    dowierzała, bo to dopytuje Paulina z tego co zrozumiałam :)
    Dajcie, otworze wam.
    otworzę
    Natalia zaszła w ciąże
    ciążę
    Mam nadzieje, że nie bomba.
    nadzieję

    amandiolabadeo.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szybko od niego nie odejdzie. Zniesie naprawdę wiele. Zniesie tak dużo, że sam ją chyba za to mogę podziwiać. Długo też nie będzie chciała przyznać się bliskim, że mieli racje. Będzie udawała, że jest dobrze, by nie dawać matce i siostrze satysfakcji (stąd ślub w sekrecie i ta awantura rodzinna - oba były mi potrzebne). Paulina będzie jednak miała jedną zaletę - będzie matką i będzie się starała wypełnić tę rolę jak najlepiej. Nie przyzwoli więc na krzywdzenie dzieci.

      Usuń
  6. No... Bordychom się chyba układa dobrze, co? Już od dawna Tomaszek nie pokazał rogów diabła i jest dla Pauli bardzo, bardzo miły. Znaczy w sensie, że normalny, jak każdy przykładny mąż powinien być. Początkowo miałam nadzieję, że Paulina pójdzie po rozum do głowy i pogodzi się z rodziną, ale chyba ta cisza potrwa znacznie dłużej. Pewnie do chwili, aż dowiedzą się o ciąży. Ciekawa jestem, jak zareaguje Iwona... czy tak, jak oczekuje tego Paulina? Zobaczymy.
    Ale Tomaszek naprawdę ucieszył się, że zostanie ojcem - mam nadzieję, że będzie wspaniałym tatą.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie ma tak, że zawsze mąż musi być miły dla żony. Żona też nie zawsze będzie miła dla męża. Mamy swoje humorki. Nie pójdzie nam w pracy, w sporcie, pokłócimy się z przyjacielem, to zawsze odbije się jakoś na żonie i dzieciach, bo nie będziemy się uśmiechać i udawać, że nic się nie stało.

      Usuń
  7. Jechałam kilka godzin pociągiem, więc jednym rzutem przeczytałam do tej części i skomentuje zbiorczo ; )

    Powiem ci, że mam mieszane uczucia co do tego związku... albo inaczej - wiem, że ona nie powinna z nim być i ta relacja mnie strasznie denerwuje. Z drugiej strony to wydaje mi się takie rzeczywiste, no bo przecież przemoc w rodzinie i toksyczna miłość istnieją i samo mówienie "to jest złe" nie sprawi, że zniknie.
    Sama Paulina z jednej strony zachowuje się logicznie, bo próbuje walczyć i żyć na swój sposób, popełnia błędy, ale też się stara coś osiągnąć w życiu. Nie jest wcale jakaś głupia. Ale z drugiej strony to przyzwolenie na przemoc to coś, co mieści mi się w głowie, bo ja bym spierdzielała na drugi koniec świata już po pierwszym takim wybuchu. Zwłaszcza, że ona na początku nie była w nim jeszcze zakochana, przynajmniej nie na tyle, żeby sobie pozwalać właśnie na przemoc, a o uderzeniu to nawet nie będę mówić, bo to jest po prostu nie do usprawiedliwienia. Dlatego ona niby nie jest głupia, ale jednak jest bezmyślna i to mnie denerwuje. Mam taką koleżankę, co też sobie pozwala i no serio, nie da się przemówić do rozsądku. Nie da się. Okropne.
    Co do Tomka, to podoba mi się to tło, niejako uzasadnienie jego agresji. Ciężkie dzieciństwo to mocna przyczyna. Nie uważam, że to go usprawiedliwia czy rozgrzesza, jedynie uzasadnia takie a nie inne postępowanie. Wciąż go nie cierpię jako osoby, ale doceniam jako bohatera.
    Tak czy inaczej dla mnie to wszystko jest takie patologiczne i chyba do końca ocenić historię będę potrafiła w zależności od tego, w jaki sposób to zakończysz. Bo sama historia jest ciekawa, bohaterowie wychodzą autentycznie, no i wiadomo o czym to w ogóle jest.
    Językowo czasami nie podobały mi się te przeskoki czasowe, ale nie samo ich istnienie ale bardziej to, że ona nie zawsze wychodziły tak naturalnie i za bardzo odskakiwały mi od ciągu wydarzeń, jednocześnie będąc ciągiem wydarzeń.

    Mam też pytanie - ten ślub w górach to na podstawie jakiegoś doświadczenia, czy po prostu tak wyszło? Bo jestem ciekawa, czy w naszym polskim prawie w ogóle da się zrobić ślub typu Las Vegas, myślałam, że nie. To jest tyle papierów do uzupełnienia przed nim, urzędy, oświadczenia, nie mówiąc o terminach, no i powaga urzędu i to tylko w ślubach cywilnych. Do Kościoła dochodzi bierzmowanie, świadectwa chrztu, jakieś zapowiedzi, przeczekanie i inne. No ale nie jestem alfą i omegą, więc może w praktyce da się to zrobić na szybko, ale... jak? Albo ja coś źle zrozumiałam, bo to też możliwe.

    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tworząc postacie i relacje między nimi miałem tylko jeden cel - zrobić to realistycznie. To naprawdę było dla mnie ważniejsze niż poprawne spisanie tej opowieści, idealnym szykiem, bez powtórzeń. Ja postawiłem na naturalność bohaterów i cieszę się, że to doceniasz.
      Z Pauliną natomiast to działa w taki sposób, że ją broni brak wiedzy jak wygląda związek. Ojciec zmarł, gdy była mała. W jej życiu były więc tylko matka i siostra. Czasami lepiej chować się w przemocy i nie brać jej za wzór, niż chować się w czymś tak nijakim, bo wtedy człowiek jest jak zwierzątko we mgle - zagubiony.
      Tomkowi dałem moją przeszłość. Może kiedyś stworzę post z "fakty i mity z Pauliny" i pochwalę się tym jak dużo bohater ma ze mnie. Zgodzę się jednak, że przeszłość nie jest w stanie usprawiedliwić przemocy. Jest w stanie wyjaśnić niektóre z naszych zachowań z dziś, bo one nie wzięły się znikąd, ale nie ma mocy, by je usprawiedliwić.
      Ja bym jednak nie użył tak mocnego słowa. Nie nazwałbym ich patologią. To po prostu ludzie z problemami, tworzący niełatwy związek.
      Sądzę, że zakończenie cię nie usatysfakcjonuje, ale nie będę niczego teraz zdradzał.
      Zwrócę uwagę na te przeskoki czasowe następnym razem.
      Co do ślubu, to wiem, że zapowiedzi da się ominąć. To akurat wiem z własnego doświadczenia. Uczono mnie jednak, że można brać ślub spontaniczny, choćby za granicą, tylko potem jest grzebania z wysyłaniem tych papierów. Być może więc tu trochę popłynąłem, postaram się to później sprawdzić. Jednak wydaje mi się, że w dobie internetu, to nie jest trudne, by sprawdzić czy osoba o takim peselu jest wolna i może przystąpić do zawarcia związku małżeńskiego. Podobna rzecz ma się z bierzmowaniem. W końcu skoro kredyt można otrzymać bez dowodu i podpisu, na pesel, na numer konta, to czemu ze ślubem miałyby wciąż być takie utrudnienia.

      Usuń
  8. Moja siostra kiedyś jak lunatykowała to chciała w mamę(w śnie dinozaur) rzucić doniczką, ale jakoś tak upadła przed jej nogami. Nie wiem na ile poważnie brać te jego chęci do rzucania doniczkami, bo faktycznie zabawne, ale mógł cos tej pani jednak zrobić. Ale ok, błędy młodości. No i to słabe, że jednak nie od niego się dowiaduje. Chociaż nie ma wpływu na to, co mówi i kiedy mówi Norbert. A przecież spowiadać się ze swojego życia aż tak nie musi i czasem to też niełatwe, a o pewnych rzeczach się zapomina. Fajnie, że chociaż Agata lubi Tomka i jest za nimi niż Klaudia, która jest z Norbertem(dla mnie jednak takie rzeczy są słabe i choć serce nie wybiera to jakaś umowa, pogawędka z przyjaciółką przed trochę byłaby wskazana). To przykre, że matka akceptuje każdą decyzje tylko jednej z córek. Chyba, że Paulina tylko tak się właśnie czuje. Ale skoro tak się czuje, to chyba nie jest to bezpodstawne.
    No proszę pojawi się dziecko i coś czuję, że wraz z nim kłopoty. Jednak dobrze, że żadne na razie nie panikuje i oboje go chcą.

    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz, nie da się drugiej osobie opowiedzieć całego swojego życia ze wszystkimi szczegółami. Ludzie poznają się przez lata. Nie straścisz komuś 20-30 lat swojego życia w kilka godzin.
      Paulina tak odbiera zachowanie matki, nie jest powiedziane, że matka właśnie tak się zachowuje. Ja napisałem jedynie jak Paula to odbiera, odczuwa i jak jej z tym źle. Oczywiście takie odczucia nie biorą się znikąd, ale łatwo wyolbrzymić powód, bo nie ma się dystansu, jest się w środku tej afery.
      Świadomie odłożyli na bok zabezpieczenia, więc dziwnym byłoby, gdyby nagle jedno z nich tego dziecka nie chciało. Mimo wszystko na tyle są dojrzali.

      Usuń
  9. O rany, rany, dzidzia!

    Wiesz, zawsze jak czytam albo dowiaduję się od znajomych o spóźnionych okresach i testach, dostaję okropnego stresa.

    Paulina fajnie zorganizowała to powiadamianie, natomiast Tomek... Do końca siedziałam jak na szpilkach. Jego reakcja była słodka. Życzyć każdej przyszłej mamie doświadczyć takiej.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dlaczego stresa dostajesz? Dzieci nie są aż tak stresujące, choć z wiekiem faktycznie dokładają stresów, zwłaszcza rodzicom xD
      Czyli Tomek czasami potrafi być słodki. To dobrze, głupio by to było, gdyby zawsze był złym, negatywnym bohaterem.

      Usuń