Autor tego bloga należy do grupy „Projekt Prozaicy”, z tego też powodu strona korzysta z płatnych linków. Ujmując to krócej i bardziej zrozumiale – autor zarabia, a czytelnicy nic na tym nie tracą. Te linki są całkowicie bezpieczne dla komputerów, tabletów i smartphone-ów pod warunkiem, że postępuje się zgodnie z instrukcją, czyli nie klika w reklamy, nic nie ściąga na swój sprzęt, a jedynie odczekuje symboliczne pięć sekund i przechodzi dalej. Za wszelkie utrudnienia autor bloga przeprasza, za waszą aktywność jest wdzięczny, a prywatnie pozdrawia i życzy dobrej zabawy podczas czytania.

Link do instrukcji – KLIK

czwartek, 8 czerwca 2017

#44 – „Między alejkami” – Rozdział 1

Przypadkowe spotkanie w parku”

Daniel Lalental należał do tego rodzaju ludzi, którzy łapali doła na jesień i zyskiwali dużo sił na wiosnę. Co roku obiecywał sobie to samo. Mawiał, że zacznie biegać jak tylko zrobi się ciepło i nie skończy, choćby mróz szczypał w uszy. Nigdy jednak nie zwlekał się z łóżka wczesnym rankiem, gdy na dworze było jeszcze ciemno, a późniejszą porą był zmuszony poświęcić czas innym zajęciom i obowiązkom, co skutecznie kłóciło się z jego planem joggingu, poczynionym na przód na cały rok.
Daniel też należał do mężczyzn, którzy czynili plany niespełniane. W teorii wszystko wydawało mu się być proste i na wszystko miał czas. Potrafił wypełnić kalendarz na kilka miesięcy w przód, zapełniając sobie każdą godzinę życia. Przez lata nie pojął, że życia nie da się tak po prostu zaplanować, więc najpierw wywalał do kosza na śmieci lub pieca centralnego po kilka kalendarzy rocznie, a potem przerzucił się na elektronikę, czyli poszedł z duchem czasu i swoją przyszłość zapisywał w aplikacji telefonu komórkowego. Tak nawet było prościej, bo zawsze mógł coś usunąć, zmodyfikować, przesunąć w czasie. Wiele rzeczy tak oddelegowywał na zaś, aż w końcu jego życie przestało być planem i zaczęło płynąć z nurtem rzeki.
Tamtego dnia, a było to dokładnie w Prima Aprilis, zaczął od odkopania sportowych adidasów, które zaraz na początku zimy wcisnął na dno szafy. Ze znalezieniem dresowych spodni, T-shirtu i bluzy na zamek nie miał większych problemów, gdyż taki strój był wygodny w jego pracy, która nie przynosiła kokosów, ale przynajmniej robił to co kochał, i co ważniejsze – mógł sobie na to pozwolić, bo stały, pewny, zadowalający dochód płynął mu zupełnie z innych źródeł.
Był typem lekkoducha, któremu zdarzało się twardo stąpać po ziemi. Nie umiał być zabawny przez cały czas, ale nie wyobrażał sobie też wszystkiego brać za mocno do serca i na siłę usztywniać każdą sytuację życiową. Może dlatego, Bóg, geny czy inne dziwactwo, które nadało mu pierwsze cechy charakteru i przez lata pozwoliło je w sobie wyrobić, ozdobiło go także zmarszczkami w kącikach oczu, a te zmarszczki pogłębiały się i stawały coraz bardziej widoczne, gdy się uśmiechał lub wraz z upływem lat... nieuchronnością czasu.
Jak przystało na tego, który często się uśmiechał i czynił to szeroko, zdaniem wielu kobiet – zabójczo, to Daniel był tym, który nad wyraz dbał o swoje zęby. Co prawda nigdy nie zdecydował się na usunięcie ich i wstawienie idealnych licówek, ale dentystę odwiedzał w miarę regularnie, gdzie głównie poddawał się sztucznemu wybielaniu. Uważał, że swoich atutów nie wolno marnować, a za taki, bez wątpienia, uznawał swój uśmiech.
W Prima Aprilis wybrał się do miejskiego parku. Chciał sprawdzić w jakiej formie jest jeszcze jego kondycja i zastanawiał się czy da radę przebiec główną alejkę w tę i z powrotem, bez zatrzymywania się. Nie umiał jednak pozostać obojętny na młodość, wyrysowane w zachowaniu szaleństwo i beztroskę. Jego uwagę przykuła więc dziewczyna. Była to młoda brunetka z psem, którego rasy nie znał, więc w myślach określił go mianem zminiaturyzowanego boksera z uszami nietoperza. Uśmiechnął się do własnych myśli, a tym samym też do psa i dziewczyny.
Julia Kamińska śmiała się i wygłupiała ze swoim pupilem, ale tak naprawdę nie była szczęśliwa. Ciążył jej brak chłopaka przy swoim boku. Spotykała się z kilkoma, ale każdy kolejny okazał się być tylko większą porażką i skrzyżowaniem Pokemona z innym Abrakadabra. Co więcej – mężczyźni czy też chłopcy raczej rzadko zwracali na nią uwagę. Samą siebie uznawała za niebrzydką, więc zupełnie nie rozumiała dlaczego nie przyciąga płci przeciwnej. Zaczęła sobie to nawet tłumaczyć brakiem tego czegoś i lekką infantylnością, z której za żadną cenę nie potrafiła zrezygnować.
Julka była też typem realistki, co poniekąd kłóciło się z wpisaną w jej charakter odrobiną dziecinności. Miała też nie lada wymagania, na co jej matka i babka często klęły, tłumacząc, że jeśli nie chce skończyć jako stara panna, to powinna obniżyć poprzeczkę. Dwudziestolatka jednak uważała swoje wymagania za absolutne minimum. Nie chciała kogoś kto przesadnie o siebie dbał i zawsze wyglądał niczym model wyjęty z żurnala, ale nie wyobrażała sobie też chodzić za rękę lub pod bok z kimś zapuszczonym. Pragnęła mężczyzny, który umiałby mówić w taki sposób, by ją zagadać i nie nudzić, ale by jednocześnie potrafił słuchać i nie przerywać w tych nieodpowiednich momentach.
Koledzy, z którymi kończyła jedno i to samo technikum, raczej nie nadawali się na kompanów do poważnych rozmów, bo na filozofowanie załączało się im jedynie po wypiciu i to już dwóch kieliszków. Po trzecim zwykle odpadali i bełkotali od rzeczy, więc wymiana zdań na jakimkolwiek poziomie była raczej krótka i jednorazowa, a potem zaczęty temat już nie powracał. Zamiast tego, taki wcięty delikwent, myślał o tym gdzie by tu ogrzać rękę i zazwyczaj usiłował zagłębić się w dekolt lub pod spódniczkę. Ci którzy byli nieco lepszą, bardziej przystępną i ciekawą ligą, nie wiadomo czemu, ale zawsze gonili za pustymi laskami lub kujonkami, które nie miały w sobie za grosz poczucia humoru. Julia, odmawiając tych końskich, dla niej całkiem nie na miejscu będących, zalotów, otrzymała więc status czy też rangę kumpla. Stała się dla swoich kolegów z klasy świetnym kolegą, a potem nawykła do tej roli aż tak bardzo, że już nie umiała z niej wyjść i każdego kolejnego, nowo-poznanego traktowała z góry jako kumpla, a nie potencjalnego, przyszłego chłopaka.
Jula rzuciła okiem na mężczyznę, który biegnąc, gapił się w jej stronę. Kiedy ich spojrzenia się spotkały, on od razu spuścił wzrok na jej czworonożnego przyjaciela. Oboje dostrzegali różnice wieku jaka ich dzieliła, bo nie sposób było nie zauważyć młodej buzi bez ni jednej zmarszczki czy nie dojrzeć srebrzących się skroni i kilku siwych pasemek, które nieproszone wstąpiły na włosy szatyna. Pomimo tego Daniel zerknął na nią ponownie, a ona na niego. Uśmiechnęli się wzajemnie.
Julia pozostała na ławce, a on pobiegł dalej.

11 komentarzy:

  1. Jako że jest to pierwszy rozdział (inne opowiadania też czytam, ale nie chciałam się wcinać od środka czy końca), wtrącę trzy grosze.
    Mogę poniekąd utożsamić się z Julią, ale z innych powodów. Też doskwiera mi samotność, tylko w wieku lat dwudziestu sześciu i wiem jak trudno trafić na kogoś odpowiedniego. Różnica wieku... dla mnie nie ma wielkiego znaczenia. Zwłaszcza, że Daniel wydaje się intrygujący :)
    Pupil Julii to buldożek francuski? :D
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie dlatego wybrałem takie przedstawienie postaci. Chodziło o to, by kobiety mogły utożsamiać się z Julią lub być jej całkowitym przeciwieństwem i o to, by ciężko było im w swoim otoczeniu znaleźć kogoś kogo można utożsamić z Danielem. On jest na swój sposób taki... wyjątkowy. Myślę, że właśnie intrygujący to dobre słowo.
      A skąd mam wiedzieć czy to buldożek francuski? Nie znam się na psach. Taki był w teledysku, dzięki któremu dostałem weny, pomysł na mnie spadł jak z jasnego nieba. Nigdzie nie napisali co to za pies... ale chyba tak, chyba buldożek, choć łapy za to nie położę, bo się na zwierzętach nie znam.

      Usuń
  2. Przeczytałam opis początkowy i uznałam, że zajrzę, ponieważ opowiadanie jest krótkie i wydaje sie róznić od tego, co zazwyczaj piszesz. DO "Zbrodni" uznałam powrócić, kiedy będa publikowane rozdziały, których jeszcze nie czytałam.
    Jeśli chodzi o tę notkę, to pierwsza częśc bardziej mi się pdoobała. Daniel przypadł mi do gustu. podobała mi się pewna nieścisłość zwiazana z jego planowaniem, jak również humor we fragmencie na temat zębów. Zainteresowała za to kwestia jego pracu oraz dochodów.
    Nie podobało mi się przejście do Julki, bo było sztuczne. Lepiej byłoby je chociazby oddzielić dodatkową pustą linijką od poprzedniego fragmentu, żeby jakoś to rozdzielic. I tak, jak podobało mi sie to, że w opisie Daniela nie bylo prawie mowy o kobietach, tak we fragmencie Julki było o tym zdecydowanie za dużo. Bardziej podobałoby mi się, gdybyś jej posać przedstawił równiez z innej persektywy, wybierając kilka faktów o niej - takich randomowych, jak przy Danielu - a dopiero na końcu dał do zrozumienia, że na siebie spojrzeli i o tej różnicy wieku. I tak wszystko byloby zrozumiałe, a Julka bardziej by zachęciła swoją osobą.
    Co do strony technicznej, trochę przecinków brakowalo (np. przed "jak"), często powtarałeś słowo "być".
    Mam nadzieję,że szybko naprawią Ci komputer :) Zapraszam na nowość na Niezalezność i pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie nie czułem potrzeby, by rozdzielać to dodatkową spacją czy enterem bo przedstawione sytuacje są powiązane, nie było tam przeskoku nagle do czegoś innego.
      Przedstawiłem ich też tak z jakiegoś powodu. Ją będziecie poznawali przez resztę rozdziałów, podobnie jak jego podejście do kobiet :-)
      Ja już się nie przejmuję jakimiś drobnymi błędami, nie można poprawiać wiecznie, ciągle edytować. Piszę, by pokazać historię, a nie by każde zdanie było perfekcyjne, bo nie będzie, nigdy i już się z tym pogodziłem :-)

      Usuń
    2. A, w rozdziałach "Zbrodnia w miasteczku", w dwóch czy trzech ostatatnich wprowadziłem zmiany.

      Usuń
  3. A mnie jakoś się spodobało to wtrącenie od Daniela do Julki... Jakbym znalazła się w filmie, który opowiada życie postaci z różnych perspektyw, i z jednego wątku, przechodzi się od razu do następnego :) Bez żadnych przerw.

    I tak, Julka ma coś ze mnie. Pragnę również spotkać mężczyznę, który będzie "normalny". Też nie chcę żadnego modela z okładki, ani flejtucha, który nie wie, co to jest szczotka do włosów, że się tak wyrażę. Sama również doszłam do wniosku, że niektórzy koledzy traktują mnie jako koleżankę i nie widzą we mnie potencjalnej dziewczyny. Cóż, taka dola, niestety. A czasem jest to wkurzające, bo wiesz, że podoba ci się ten facet, a on woli ciebie jako koleżankę... I nie zagada do ciebie normalny chłopak, który chciałby się umówić, tylko przyczepi się jakiś niedorajda na przystanku, prosząc o ogień, a potem prosto z mostu zapyta: czy chcę seksu!
    Oszaleć można!
    Okej, widzę, że trochę się użalam nad sobą :) Ale perspektywa Julki nieco mnie wzburzyła, bo zobaczyłam samą siebie ;)

    Postanowiłam jednak poczytać to opowiadanie, będę tak skakać od Pauliny do "Między alejkami". Opowiadanie, jak wspomniałeś, jest krótkie i długość postu nie jest duża, więc spokojnie mogę być na bieżąco. No, w każdym razie spróbuję być na bieżąco :)

    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zawsze komuś się spodoba, a komuś innemu nie, to zależne od upodobań.
      Rozumiem to utożsamianie się z Julią, to akurat zamierzone i znam dużo ogarniętych dziewczyn co trafiają na takie pomyłki i odwrotnie - całkiem fajnych, zaradnych i dojrzałych facetów co sami do takich pustych pomyłek startują.
      Na byciu na bieżąco naprawdę mi nie zależy, więc bez spiny.
      Pozdrawiam.

      Usuń
  4. Nawet ciekawie się zaczyna. Daniel wydaje się być fajnym facetem. Tylko szkoda że między nimi będzie spora różnica wieku. Jakoś czuję niechęć do takich par. Nie wiem dlaczego. Młodziutka kobietka i facet z siwymi pasemkami. Chociaż niektórzy młodo zaczynają siwieć :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przypadek, gdy po kobiecie widać, że jest bardzo młoda, a facetowi srebrzą się skronie, widoczne są już na jego twarzy zmarszczki jest dosyć kontrowersyjny, bo tu od razu wiadomo, że ta różnica wieku to nie jest siedem czy dwanaście lat, że jest ich około dwudziestu, tak więc nie oszukujmy się, ona by mogła spokojnie mówić mu "tato".

      Usuń
  5. Cześć ;-) Znalazłam wreszcie trochę czasu i postanowiłam wpaść i przeczytać, coś Twojego. Padło na to opowiadanie. Może dlatego, że jest krótkie i zakończone, a może dlatego, że ciekawa jestem jak będzie wyglądał taki lekki romans w Twoim wydaniu. Bo wydaje mi się, że mogę w ten sposób to opowiadanie określić (opis mi to zasugerował).

    Pamiętam ten rozdział. Czy to czasem nie jest to opowiadanie, które miałeś pisać razem z czytelnikami? Tzn, że oni podsuwają pomysły w komentarzach, a Ty ubierasz to w słowa i publikujesz jako kolejne rozdziały? Pamiętam, że przeczytałam jedną część, a na resztę miałam wrócić... kiedyś. I własnie to "kiedyś" nadeszło.

    Na razie nie mam żadnych ciekawych przemyśleń, więc nie będę lać wody ;P Lecę dalej.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To opowiadanie, to przede wszystkim coś czego zazwyczaj nie tworzę. To była taka próba samego siebie.
      Tak, to było to opowiadanie, które czytelnicy pomagali mi tworzyć.

      Usuń