Autor tego bloga należy do grupy „Projekt Prozaicy”, z tego też powodu strona korzysta z płatnych linków. Ujmując to krócej i bardziej zrozumiale – autor zarabia, a czytelnicy nic na tym nie tracą. Te linki są całkowicie bezpieczne dla komputerów, tabletów i smartphone-ów pod warunkiem, że postępuje się zgodnie z instrukcją, czyli nie klika w reklamy, nic nie ściąga na swój sprzęt, a jedynie odczekuje symboliczne pięć sekund i przechodzi dalej. Za wszelkie utrudnienia autor bloga przeprasza, za waszą aktywność jest wdzięczny, a prywatnie pozdrawia i życzy dobrej zabawy podczas czytania.

Link do instrukcji – KLIK

sobota, 21 stycznia 2017

#2 – „Nie jesteś sama” – Słowa wstępu

Osobiście sądzę, że powstanie opowiadania, podobnie zresztą jak powstanie tekstu piosenki, teledysku, filmu, ma swój początek gdzieś znacznie głębiej niż pierwsze zapisane słowa, ujęcia, zdjęcia. Nie da się bowiem stworzyć czegoś z niczego, a przynajmniej nie powinno się tworzyć bez żadnej aspiracji, muzy, weny.
Ja wielokrotnie pisałem, że dla mnie największą inspiracją jest życie. Niekoniecznie moje własne, ale ogólnie życie. Mówię tu o istnieniu wszystkiego – od człowieka, poprzez jego uczucia i stany emocjonalne, aż po sam hipermarket czy alejkę w parku.
Zapewne ktoś mi zaraz wytknie, że alejka w parku wcale nie żyje. Nie zgodzę się z nim. To, że coś nie oddycha i nie ma własnego krwiobiegu, to wcale nie znaczy, że to coś nie żyje, bo właśnie tam toczy się życie. Nawet jeśli owa alejka nie oddycha sama, to już w mroźny poranek, skracają sobie nią drogę dziesiątki ludzi, którzy chodzą, oddychają wypuszczając parę z ust, myślą, czują. Na ławkach w parku może całować się narzeczeństwo, ale także upijać niedorosła młodzież. To wszystko to inspiracja, ona jest wszędzie i tak naprawdę wystarczy tylko ją podnieść, by coś stworzyć.
Z serią „Nie jesteś sama” nie było inaczej. Tutaj też początek był gdzieś o wiele wcześniej niż pierwsze z zapisanych zdań. Być może wielu z Was się teraz oburzy, zdziwi, poczuje niesmak, ale ja sam, choć zawsze wydawało mi się, że rozumiem kobiety, bo potrafiłem z nimi rozmawiać i znaleźć nić porozumienia, to jednak często uważałem je za głupie i same sobie winne. Nie chodzi o to, że uważałem je za mniej inteligentne od mężczyzn, ale za takie, co często podejmują głupie decyzje, a ich wybory nierzadko są irracjonalne.
Aby było zabawniej i w życiu człowiekowi trudniej, to przypadek sprawił, że trafiłem na kobietę, która jest empatyczną romantyczką. Ta kobieta została moją żoną i wielokrotnie, setkami rozmów przy kolacji, w łóżku, podczas wspólnego wylegiwania się w wannie, starała się zmienić moje podejście do wielu spraw, w tym także moje spojrzenie na płeć piękną i ocenę tej płci.
Moja żona jest z tych osób co podają innym rękę i pomagają wstać stokroć, bo nawet jeśli ktoś ponownie popełni ten sam błąd i powieli go dziewięćdziesiąt dziewięć razy, to ona ma w sobie nadzieję, że za setnym razem będzie inaczej, że ten setny raz może zostać potraktowany inaczej, niezmarnowany. Ja w sobie nie mam tak pozytywnego myślenia już od lat, nie umiem dawać szans w nieskończoność, łatwiej przychodzi mi spisywanie innych na straty, nawet jeśli tyczy się to najbliższych mi osób.
Zawsze łatwo mi też przychodziło osądzanie innych, głośne mówienie co myślę o ich postępowaniu, a nawet komentowanie moich własnych błędów. Jeśli coś uważałem za głupotę, to było bez znaczenia czy dotyczyło to mnie, czy kogoś innego. Było to po prostu głupie postępowanie i już. Nigdy nie zastanawiałem się, gdzie to głupie postępowanie ma podłoże, od czego się zaczyna i czy jest na nie jakieś usprawiedliwienie.
Tak więc oceniałem surowo wszystkich tych, którym moja żona z chęcią pomagała. Głównie były to kobiety. Nigdy nie współczułem żonie damskiego boksera, ani nie żałowałem kobiety, która nie ma z czego wykarmić gromadki dzieci. Nie było mi też szkoda takiej, która sama zepsuła sobie opinie i przez to została okrzyknięta dziwką. Moim zdaniem to były ich wybory i takie były konsekwencje ich decyzji.
Nie umiałem pojąć, jak dziewczyna może nie wiedzieć, że wiąże się z agresorem, a nawet jeśli tego nie wiedziała wcześniej, to jakim cudem może po każdym laniu wybaczać, przecież to tak jakby sama się prosiła o kolejne. Nie umiałem też zrozumieć, jak kobieta, która nie ma żadnych perspektyw, żadnego dochodu lub z ledwością wiąże koniec z końcem, dopuszcza do zajścia w ciąże i to niejedną, a kilka pod rząd. W tym przypadku żal mi było tylko tych dzieci, ale nie tych kobiet. Podobna sprawa ma się z seksem. Jeśli dziewczyna nie umiała z kimś być choćby kilku miesięcy bez współżycia, tylko rozkładała uda po, co najwyżej, dwóch tygodniach, to moim zdaniem ona sama ponosiła winę za swoją opinię, sama ją sobie wyrobiła i nieważny dla mnie był stopień jej zakochania.
Życie jednak nie jest czarno-białe i sam w końcu byłem zmuszony dojść do takiego wniosku. Może dlatego, że i moje było zawiłe, często pokrętne i chyba sam nie chciałbym, by oceniano mnie w kategoriach zły lub dobry, bo gdzieś tam powinno być jeszcze coś pomiędzy. Zrozumiałem, że tak samo jest z kobietami, ich wyborami, decyzjami, drogami, którymi były gotowe podążać. Może miały nadzieje, może były dobre przesłanki, a może posiadały jedynie złudzenia. Nie wiem jak było w przypadku każdej jednej, ale mogłem zadecydować jak będzie w przypadku bohaterek serii, którą sam stworzę.
Seria powstała w chwili, gdy w moim domu w kółko leciały psychologiczne i obyczajowe dramaty. Moja żona swojego czasu miała na to straszną fazę. Włączała wszystko, a więc i tematy były różne, od arabskich żon zaczynając, poprzez te bite i poniewierane, aż po samotne matki czy prostytutki. I wiecie do jakiego wniosku doszedłem? Że wiele tych nakręconych opowieści jest strasznie płytka, daleka realiom, a kobiety w nich naprawdę zwykle są przedstawiane bezbarwnie lub zwyczajnie głupio.
Wiem, że wielu zachwycało się filmem „Zabiłam aby żyć”. Mnie samego zaciekawił wstęp, ta przedmowa głównej postaci, bo według niej miałem zrozumieć czemu kobiety trwają przy damskich bokserach. Film obejrzałem cały, ale wciąż nie rozumiałem. Brakowało mi w panu o imieniu na M czegoś coby przy nim trzymało tę kobietę. On nie miał żadnych zalet, a więc ona, moim zdaniem, była zwyczajnie głupia, że z nim została. Nie pojmowałem dlaczego za każdym razem wracała, choć miała wybór, miała możliwości, miała kochającego ojca, który chętnie przyjąłby ją i wnuki pod swój dach.
Po obejrzeniu tych wszystkich filmów, postanowiłem stworzyć coś własnego, bliższego życiu, opowiedzianego w taki sposób, by inne kobiety mogły się z bohaterką utożsamiać, poniekąd popierać jej wybory, a przede wszystkim ją rozumieć. Nie chciałem, by wyszło tak, że decyzje któreś z bohaterek są zupełnie irracjonalne. Musiałem więc stworzyć postacie głębokie od strony psychologicznej i przedstawić je tak, by można było im współczuć. Miałem na celu pokazanie innym jak łatwo można się nabrać i jak życie zamienia się w piekło niespodziewanie, przez jedną błędną decyzję – jedno wybaczenie, jednorazowe niezabezpieczenie się, nagłą utratę pracy. To było trudne zadanie, bardzo wysoka poprzeczka i tak naprawdę do dziś nie wiem czy do niej doskoczyłem. Ocenicie to sami.
Na koniec wklejam filmik z YouTube. Jest to piosenka o tytule „Nie jesteś sama” w wykonaniu Seweryna Krajewskiego i Andrzeja Piasecznego, która poniekąd także posłużyła mi za inspirację i podczas tworzenia często jej słuchałem.


20 komentarzy:

  1. Jestem kobieta, ale po czesci mam takie samo spojrzenie na kobiety jak Ty. Mozna by rzec, ze jestem cos pomiedzy Toba a Twoja zona. Przyklady kobiet jakie podales to rowniez dla mnie ich glupota i same byly sobie winne. Nawet w domu mam przyklady glupich zachowan moich siostr, ktore niby sa madre, ale na tym polu relacji damsko-meskich uwazam za totalnie glupie. Jednak jedynie nie do konca zgadzam sie z tymi rozkladanymi udami, bo jak kobieta daje tak szybko to od razu moze byc dziwka, ale facet juz jest w porzadku, bo to facet. A dlaczego on nie jest meska dziwka skoro tylko chce przeleciec? Mnie zawsze zastanawia, dlaczego faceci na tym polu sa jakby "czysci" a kobiety od razu brane do kategorii dziwek. Nie mowie, ze popieram ludzi, ktorzy puszczaja sie na prawo i lewo, ale jak i kobieta moze byc dziwka tak i facet moze byc dziwkarzem. Tutaj moze wchodzi moja obrona kobiet, ale coz... To chyba solidarnosc plci xD
    Ps. Jak wyzdrowieje to sie odezwe po koncowke Skradzionego dziecka.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Akurat to, że kobiety i mężczyzn ocenia się innymi kategoriami nie jest nowością, to wynika z naszej kultury, utarło się przez wcześniejsze wieki, nie bez udziału jest tu kościół i nauki katolickie. Kiedyś też chłopców wychowywano inaczej niż dziewczynki, a więc na inne rzeczy im przyzwalano, za inne rzeczy ganiono.
      Ja nie do końca się z tobą zgodzę co do tego seksu i dziwki, dziwkarza. Sam nie oceniałbym tego tymi kategoriami. Większość kobiet jest jednak bardziej uczuciowa, bardziej emocjonalna od mężczyzn. Dla nas często seks, to tylko seks, nic więcej, a wy uprawiając seks po kątach lub z każdym jednym czy co drugim, często same wyrządzacie sobie tym krzywdę i tu już nie o opinie innych chodzi, a o waszą psychikę. Kobieta i mężczyzna nawet jeśli są równi, to nie są tacy sami i z tym faktem nie ma co się kłócić i osobiście jestem przeciwny tego, że teraz w modzie jest unisex. Po prostu tak jak nie przeszkadza mi jak jedna czy dwie na sto dziewczynek wolą męskie sporty, a chłopcy dwóch na sto gotować czy szyć, tak przeraża mnie, że teraz to wszystko się mocno odwraca i za jakiś czas możemy mieć same babochłopy i panienki z penisem między nogami.

      Usuń
    2. Co za hipokryta z ciebie. Może i kobieta różni się od mężczyzny, ale czy to znaczy, że podejmując tą samą decyzję co mężczyzną - czyli iść z kimś do łóżka - może zostać zwyzywana a mężczyzna nie? Niby dorosły człowiek, a takie podejście...

      Usuń
    3. Poza tym, większość kobiet, dostosowując się do dzisiejszych czasów i w większości płytkiej mentalności mężczyzn - również zaczyna uprawiać seks, traktując go jako przyjemność i zabawę, a nie dowód miłości. Nie wszystkie kobiety są takie same i nie wszystkie są "na tyle emocjonalne, by nazywać je dziwkami, gdy pójdą szybko do łóżka". Mają inne podejście do seksu, ale to nie czyni je mniej kobiecymi, kobieta robi to na co ma ochotę i to czy robi sobie tym krzywdę, czy nie, jest tylko i wyłącznie jej sprawą i nie rozumiem dlaczego w taki prostacki sposób to oceniasz. Nie masz nawet porządnej argumentacji, nie tłumacz tego kościołem i wychowaniem, bo takie ocenianie jest właśnie przejawem głupoty dawnych czasów. To tak jakby ktoś spalił rudowłosego na stosie, bo "yyy tak się robiło w dawnych czasach, bo rude to czary i wiedźma". Społeczeństwo się rozwija, mózgi się odświeżają, może niektórzy też powinni dojrzeć.

      Usuń
    4. Chyba się nie zrozumieliśmy. Ja nie wyzywam kobiet (dużo musi mi kobieta zrobić bym podniósł głos i zwyzywał). Nigdy też nie czułem się obrońcą cudzej cnoty, to kobiety wybór z kim idzie do łóżka i po której randce. Jednak jeśli zawsze chodzi do tego łóżka szybko, a potem płacze, że facet jej nie uszanował, że porzucił, to znaczy, że kobietka nie uczy się na swoich błędach i jak dla mnie jest skończoną idiotką, że w kółko się nabiera na maślane oczka chłopaków, a potem wylewa łzy. Trzeba też patrzeć na to z kim się do łóżka idzie, czego się od tego kogoś oczekuje, oszacować czy ten ktoś jest w stanie to dać i czy nie rozpowie połowie miasta, że miał tę i tę i na tyle sposobów.
      Jednak nie będę krył swojego podejścia, że sprawiedliwie, w przypadku kobiet i mężczyzn, nie znaczy po równo. Na przykład gdyby facet wrócił pijany do domu i kobieta go nie wpuściła i spałby na klatce, to byłbym w stanie, może nie ją poprzeć, ale zrozumieć. Jednak gdyby to facet zostawił pijaną partnerkę na klatce schodowej, to pierwszy bym na nim psy wieszał. Jego co najwyżej mógłby ktoś okraść, ją mogłoby spotkać o wiele więcej złego i z pewnością też inaczej to zło by odebrała. Poza tym mężczyzna jednak powinien się opiekować swoją kobietą. Więc jak widzisz, moje poglądy mają zarówno dobre, jak i złe strony.

      Usuń
    5. Widzę, czytanie ze zrozumieniem u niektórych zawodzi. Prosiłem, by anonimowi użytkownicy się podpisywali.
      Mari Kim zastanawiała się skąd wzięło się takie ludzkie podejście, tak surowe ocenianie kobiet, a tak łagodne mężczyzn, gdy chodzi o podobne postępowanie. Wyjaśniłem jakie naleciałości miały na to wpływ. Nigdzie nie napisałem, że się z nimi godzę. Jednak z drugiej strony patrząc nie chciałbym mieć kobiety co miała takie luźne podejście do seksu, ani by moja córka w przyszłości takowe miała. Myślę, że rozwiązłego syna przebolałbym szybciej, gdyby nie miał jeszcze rodziny. Powód prosty - ludzie. Wiem, że o nim gadaliby mniej, nie tak surowo go oceniali, a córka mogłaby nieraz być narażona na wytykanie palcem, gdyby dawała każdemu. Być może w tym wychodzi jakiś mój konserwatyzm. Nigdy nie ukrywałem też, że momentami mam szowinistyczne podejście i to co przystoi mężczyzną nie zawsze przystoi kobiecie, i odwrotnie (ten medal ma dwie strony).
      Nie rozumiem więc twojej złości i na siłę narzucania mi swoich poglądów. Jeśli twoim zdaniem społeczeństwo rozwija się w dobrym kierunku, to gratuluję optymizmu i jak najbardziej masz prawo tak uważać, masz prawo do swojego zdania. Moim zdaniem jednak ten rozwój nie idzie zawsze w kierunku pozytywów. Nie wiem czy odświeżeniem mózgów można nazwać choćby mężczyzn co czują się kobietami w męskim ciele, bo dla mnie to kompletna głupota i zasługuje na potępienie, a nie na przyzwolenie społeczeństwa. Jestem katolikiem, uważam, że rodzinę tworzą kobieta, mężczyzna, dzieci, a nie dwóch mężczyzn czy dwie kobiety i dzieci. Mam prawo być wyznawcą takiej wiary i mam prawo zachować swoje poglądy. Ty nie musisz przyjmować moich, nie narzucaj mi więc swoich.

      Usuń
    6. mężczyzną - mężczyźnie*

      Usuń
    7. Ktoś ci uwagę zwraca, pisze swoją opinię, własnymi oczyma... Ale tobie widocznie się nie podoba i uważasz, że ktoś coś źle zrozumial. Może wez to wszystko na klatę i przyznaj, że ta osoba ma np racje? ;)

      Usuń
    8. Ale do czego mam się przyznać, bo teraz nie rozumiem?
      Odpisałem Mari Kim skąd wziął się taki pogląd w społeczeństwie. Nie napisałem jednak, że sam go wyznaję. Tak więc tutaj albo ja nie do końca jasno się wyraziłem, albo ktoś zobaczył w mojej wypowiedzi, to co chciał zobaczyć, by podjąć dyskusję i rozpętać afere. Nie zamierzam jednak przyznawać się do czegoś, gdy tak naprawdę nie mam do czego. Moim zdaniem tutaj czytanie ze zrozumieniem zawiodło, bo nigdzie nie napisałem, że ja tak uważam, że ja tak sądzę, więc... nie rozumiem w czym rzecz i o co Tobie teraz chodzi.

      Usuń
    9. Że za każdym razem wiesz wszystko lepiej i masz na wszystko wytłumaczenie. O każdy szczegół się czepiasz, najmniejszy detal...

      Usuń
    10. Nie, do takiego czegoś przyznać się nie mogę, bo tak nie jest. Gdybym się do czegoś takiego przyznał, to bym skłamał.
      Podaj argument, dlaczego tak sądzisz i zacznij się w końcu podpisywać, bo ciągle nie wiem czy piszę z jednym anonimem, czy z kilkoma.
      Od dzisiaj anonimowych, niepodpisanych komentarzy nie zamierzam zatwierdzać do publikacji, bo tak naprawdę, potem nie wiem czy rozmawiam z jedną osobą, czy z kilkoma i łatwo o pomyłkę przy odpowiadaniu. Można wtedy anonimowi weprzeć coś czego nie napisał, bo ja bym sądził, że to też ten sam anonim.
      Jeśli dla Ciebie nie zgadzanie się z wyciągniętymi przez kogoś wnioskami jest błędem, czepianiem się itd, to masz bardzo wąski światopogląd. Ludzie nie zostali stworzeni tak, by zawsze wzajemnie przyznawać sobie racje, a w konwersacjach i walce na argumenty, ja sam, nie widzę niczego złego.
      Jeśli ktoś wpiera mi coś czego nie napisałem pod hasłem "ja myślę", a jedynie pod "kiedyś tak było i stąd się wzięło", to mam prawo wytłumaczyć co miałem na myśli i wyprowadzić takiego czytelnika z błędu, w który być może nienaumyślnie popadł.
      Jeśli dalej chcesz podejmować dyskusje, to tak jak pisałem wcześniej, po pierwsze się podpisuj, a po drugie podawaj argumenty. Nie wystarczy samo "czepiasz się o detale", podaj przykład kiedy i gdzie się o nie czepiałem. "Masz na wszystko wytłumaczenie" - to chyba nic złego, gorzej jest jak ludzie coś uważają, mają jakieś poglądy, a wytłumaczyć ich nie potrafią. Więc zacznij od tłumaczenia o co konkretnie Tobie chodzi, bo gdzieś się zamotałeś (Anonimowy to rodzaj męski, a podpisu nie ma) i odnoszę wrażenie, że sam już nie wiesz co masz mi za złe, o co mnie obwiniasz. Wygląda to trochę tak, jakbyś czepiał się dla samego czepiania i szukał tylko powodu do napisania negatywnego komentarza. Nie zamierzam ulegać takiej prowokacji, za stary na to jestem.
      Pozdrawiam.

      Usuń
    11. Ktoś tu kiedyś wspomniał, co ci da jak ktoś podpisze się Z lub Ninja? Bo ja nie rozumiem... I tak nie wiesz, jakiej jest płci, bo nawet facet może podpisać się żeńskim imieniem, nie wiesz czy coś tworzy bo przecież nie ma konta, jedna osoba może pisać wiele komentarzy jako anonim i każdy komentarz podpisywać inaczej,to troszkę czepianie się, byle czepiać.
      Druga sprawa, możesz zablokować przecież komentarze od anonimowych i masz spokój ;) gdzieś w opcjach to jest w blogerze. Bo jak masz zamiar selekcjonować komentarze, to tak trochę jakbys publikowal te lepsze... ;)

      Usuń
    12. Ps. To nie ja pisałam tamte komentarze, jestem nowym anonimem i podpisu zapomniałam wybacz.

      Barbadoska~

      Usuń
    13. Pisałem już, że nie chcę blokować możliwości komentowania użytkownikom anonimowym, bo są tacy co nie mają konta, komentują opowiadania i podpisują się zawsze tak samo, a nie urządzają jakąś zabawę i dziecinadę. Zupełnie nie rozumiem po co ktoś miałby komentować, czyli zaczynać rozmowę i za każdym razem pisać jako ktoś inny. Takie zachowanie ani mądre, ani dorosłe.

      Usuń
  2. A czytałeś Rose madder S. Kinga? Kojarzysz może chociaż? Tak jakoś automatycznie o tej powieści pomyślałam... Czytałam już trochę książek i oglądałam filmów związanych ze znęcaniem się mężczyzn nad żonami, ale chyba tylko Rose madder mnie poruszyło. Ale za to jak... Nawet gdy fabuła poszła trochę w stronę fantastyki, niesamowicie wszystko przeżywałam. To najbardziej cenię w prozie Kinga. Dobrze zarysowane, wiarygodne psychologicznie postacie i brutalną, wręcz przytłaczającą rzeczywistość.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie, akurat weź sobie wyobraź, że to mnie ominęło. Nie ma w tym niczego dziwnego, bo mnie zwykle omija to co najlepsze. Obiecuję w przyszłości wypożyczyć i przeczytać na nudnych nockach :)

      Usuń
    2. Mnie ujęło, ale nie wiem jak Ciebie, bo jest bardzo... z kobiecego punktu widzenia? No a potem dochodzą fantastyczne elementy, które się wielu czytelnikom nie spodobały, a mnie wręcz przeciwnie, więc zobaczymy, do której grupy się zaliczysz.

      Usuń
    3. Ja ogólnie za fantastyką nie przepadam, choć są od tej reguły wyjątki.

      Usuń
  3. Czytajac ten wstep nasunely mi sie dwie mysli pierwsza to taka ze bardzo mnie ciekawi jak bedzie wygladalo to opowiadanie i czy uda ci sie napisac to tak zeby kazdy znalazl czesc siebie. A druga to taka ze moim zdaniem niema co szuflatkowac i oceniac ludzi ja osobiscie nie umiem wybaczac albo chociaz nie do konca dlatego nie tlumacze nigdy niczyjego zachowania ale nienawidze opini ludzi na temat innych nie znajac wszystkich aspektow ich zycia. Nikt nie jest doskonaly kazdemu raz jest lepiej raz gorzej i bazujac na przykladzie tej matki co nie ma za co nakarmic dzieci co jesli znajdzie prace dobrego faceta to czy wtedy opinia bedzie inna ? Odpowiedz raczej brzmi nie bo wiekszosc ludzi potrafi oceniac niepowodzenia bo wtedy zawsze sa lepsi ;) pozdrawiam Ewa

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie wiem czy mi się to uda. Na pierwszy ogień poszła "Paulina". Pewnie nie każda z kobiet może się z nią identyfikować, ale myślę, że każdy zna kogoś takiego jak "Paulina", bo jest ona bardzo zwyczajna, typowa. Choć ostatnio jedna z czytelniczek stwierdziła, że nikogo takiego nie zna, więc... trochę mnie zaskoczyła.
      Co do kobiety co ma dzieci i nie ma z czego ich wykarmić. To nie jest tak, że ja oceniam tylko niepowodzenia. Fajnie, jak ktoś staje na nogi, najlepiej własne, a nie cudze, więc byłbym bardziej skory przychylić się pomysłu znalezienia pracy i samodzielnemu utrzymaniu potomstwa, niż szukania bogatego konkubenta.
      Życie jest różne i nieprzewidywalne. Co innego, gdy kobieta ma pracę, męża, z nim kilkoro dzieci i nagle on zostawia dla innej, płaci marne alimenty, ją zwalniają, bo tną etaty. Takiej osobie należy współczuć, przynajmniej w moim mniemaniu. Sytuacja ta wygląda nieco inaczej, gdy kobieta co rok rodzi dziecko innego faceta, nigdy nie pracowała i zawsze liczyła na datki od państwa i kościoła. W takiej sytuacji współczuję tym dzieciom, ale nie tej kobiecie. Ona jak dla mnie jest nieodpowiedzialna i wręcz głupia. Jak dla mnie, więc nie musi tak być dla wszystkich. Każdy ma prawo taką ocenić według siebie, albo nie oceniać wcale. Oceniamy jednak wszystko, nawet jeśli zachowujemy to dla siebie. Oceny przychodzą nam bardzo łatwo, zwłaszcza, gdy dotyczą innych, a nie nas.

      Usuń