Autor tego bloga należy do grupy „Projekt Prozaicy”, z tego też powodu strona korzysta z płatnych linków. Ujmując to krócej i bardziej zrozumiale – autor zarabia, a czytelnicy nic na tym nie tracą. Te linki są całkowicie bezpieczne dla komputerów, tabletów i smartphone-ów pod warunkiem, że postępuje się zgodnie z instrukcją, czyli nie klika w reklamy, nic nie ściąga na swój sprzęt, a jedynie odczekuje symboliczne pięć sekund i przechodzi dalej. Za wszelkie utrudnienia autor bloga przeprasza, za waszą aktywność jest wdzięczny, a prywatnie pozdrawia i życzy dobrej zabawy podczas czytania.

Link do instrukcji – KLIK

środa, 26 kwietnia 2017

#32 – „Paulina” – Rozdział 26

Emilka”

Paulina leżała w łóżku, zmęczona całą sytuacją. Jeszcze raz w głowie odtwarzała minione wydarzenie. Widziała zawód w oczach Bartusia, gniew siostry, reakcję Tomka. Powtórzyła czynność odtwarzania tych wspomnień kilkakrotnie, aż w końcu usnęła.
Obudził ją męski dotyk na ramieniu. Zawsze lubiła, gdy delikatnie zaciskał palce, ale w tamtej chwili, nie miała ochoty na to, by go czuć w jakikolwiek sposób. Chyba był w stanie to zauważyć, bo szybko przerwał. Zrezygnował nawet z pocałunku w policzek, który miał zamiar jej dać. Chwycił za złożony koc położony w rogu łóżka. Rozwinął go, ale nie całkiem. Zdecydował się przykryć tylko nogi blondynki.
Lepiej się z tym czujesz, gdy nagle jesteś miły? – zapytała i nawet nie musiała silić się na złośliwy ton. Była zła.
Zawsze staram się być dla ciebie miły.
Zaśmiała się cynicznie.
Pokazałeś to kilka godzin temu. – Skuliła się bardziej na łóżku i podciągnęła kocyk niemal pod szyję.
Bordych stał jak słup, ale oczy mu chodziły. Denerwowała go. Wkurzało go jak nikogo innego, to że uważała, iż zawsze może więcej od pozostałych. Gdy ktoś ją obraził, to był foch na cały świat i nawet fragment podziemia, jednak gdy ona obrażała kogoś, to jej zdaniem nie było sprawy, co najwyżej nazywała to uzasadnioną krytyką jakiegoś postępowania. Z policzkowaniem było podobnie. Był niemal pewien, że gdyby to ona trzasnęła jemu w takiej sytuacji, to jeszcze to ona oczekiwałaby przeprosin.
Zachowujesz się gorzej niż trzynastolatka – skomentował.
To idź do trzynastolatki – odpowiedziała zadziornie.
Nie, bo kocham ciebie.
Kochasz i bijesz?
To ciężko pod bicie podciągnąć, Paula. Zwróciłem ci ostrzej uwagę.
Podniosła się do siadu, wielce zirytowana.
Zwróciłeś ostrzej uwagę? – dopytywała, bo sama nie wierzyła swoim uszom. – Naszym dzieciom też w taki sposób będziesz ostrzej zwracał uwagę?!
Dzieci to dzieci. Ty jesteś dorosła.
Nagle ma to znaczenie? Nagle mogę decydować sama z kim się spotykać, co jeść, ile słodzić i w co się ubierać!?
Niepotrzebnie się nakręcasz – stwierdził chłodno i chciał wyjść z sypialni, by nie denerwować jej bardziej.
Paulina jednak podniosła krzyk, a przy tym wstała z łóżka. Zanim jednak uderzyła pięściami w choćby jego klatkę piersiową, on powstrzymał ją, chwytając za nadgarstki.
Zastanów się czego chcesz – warknął przez zaciśnięte zęby. – Wyskakujesz do mnie z łapami, jakbyś oczekiwała męskiej konfrontacji. Nie będę się z tobą bił na pięści, zwłaszcza, gdy jesteś w ciąży.
Poległa. Wiedziała, że nie ma z nim szans, na dodatek potrzeba chronienia tego co w niej, tego co najcenniejsze, była silniejsza od urażonej dumy, gniewu, złości, a nawet poczucia godności. Nie była jednak w stanie poradzić sobie z emocjami. Zapłakała i niemal uklękła na podłodze. Słyszała ostre „uspokój się”, ale nie zwracała na to najmniejszej uwagi.
Poszedł z nią na tę podłogę, zupełnie tak, jakby razem szli na dno. Ona siedziała, a on przy niej klękał. Starał się obejmować, szeptać, że być może przesadził, że nie chciał, że żałuje, że ma się uspokoić, bo może tym dziecku zaszkodzić. Mówił wszystko co chciał jej powiedzieć i wszystko co ona mogłaby chcieć usłyszeć. Robił więc to co zawsze po kłótni – manipulował nią. Jednak robił to nieświadomie. Sam nie zdawał sobie sprawy z tego w jaki sposób działa.
Po wszystkim, gdy już ponownie leżała w łóżku, nawet zaproponował, że zawiezie ją do lekarza. Chciał się upewnić, że wybuch emocji nie zaszkodził ich dziecku. Ona jednak odmówiła. Uważała, że wszystko jest dobrze.
Będę musiał jechać do pracy. Pamiętasz? Mówiłem ci, że jutro wyjeżdżam do Niemiec na ważne zlecenie. Mogę jechać czy wolisz bym został? – dopytywał, siedząc na łóżku, tuż przy jej boku.
Chciał aby go zatrzymała. Chciał czuć się jej potrzebny.
Jedź – odparła całkiem obojętnie.
A jakby się coś działo? – Była odwrócona do niego tyłem, ale to nie przeszkadzało mu głaskać ją po włosach, w których była stanowczo za duża ilość lakieru.
Zadzwonię do Agaty, jakby co.
Okay, ale uspokój się już. Nie ma czego tak naprawdę roztrząsać, stało się. – Musnął w policzek, ten sam, który wcześniej uderzył i wyszedł, by przygotować papiery.
Kiedy schował już do torby potrzebne dokumenty, to rozpoczął pakowanie ubrań. Zerknął na karton, w którym znajdowało się niezłożone łóżeczko. W szafie natomiast zastał popielaty kocyk w czerwone serduszka i kilka niemowlęcych ubranek. Chwycił za pierwsze z nich, te w najmniejszym rozmiarze. Uświadomił sobie, że będzie ojcem, że ten moment zbliża się coraz większymi krokami i nawet miał zrezygnować ze zlecenia, zostać przy Paulinie, nie zostawiać jej w takiej sytuacji samej, ale musiał zarabiać, poza tym był niemal pewny, że taka rozłąka dobrze im zrobi. Zazwyczaj taka rozłąka dobrze im robiła.
Rozstali się więc na planowe dwa tygodnie. W rzeczywistości był to niemal miesiąc, bo roboty się przeciągnęły z przyczyn od nikogo niezależnych. Zwyczajnie pogoda nie sprzyjała.
Kiedy stopa Tomasza Bordycha przestąpiła próg mieszkania, wyczuł zapach domowego obiadu. Zobaczył żonę w sukience w kwiaty i miętowym kardiganie. Nagle poczuł się być na swoim miejscu i zrozumiał, że wszędzie by się tak czuł, nawet w Niemczech, gdyby ona była tam wraz z nim.
Pięknie wyglądasz – skomentował, bo naprawdę wyglądała ładnie.
Na twarzy blondynki nie było widać ani jednej zmarszczki ni przebarwienia. Twarz miała jasną, świecącą. Nie nałożyła tego dnia fluidu. Jedynie podkreśliła kolor oczu niebieską kredką i błękitnym, delikatnym cieniem. Rzęsy przeciągnęła kilkakrotnie maskarą. Nie wyglądała na zmęczoną. Wręcz przeciwnie – zdawała się być zregenerowana, jakby podczas nieobecności męża coś się zmieniło, jakby odpoczęła.
Zrobiłam obiad. Zjesz od razu czy potem sobie podgrzejesz? – zapytała rzeczowo, w sposób jakby sekretarka pytała szefa o wypełnienie i skserowanie jakiegoś dokumentu.
Nawet się nie przywitasz? – zdziwił się.
Cześć – odparła obojętnie, po czym wróciła do kuchni, by przewrócić kotlety na drugą stronę.
Nadal się gniewasz – zauważył. Odłożył torbę podróżną na podłogę w przedpokoju i ruszył za żoną do kuchni. – Być może nie uwierzysz, ale dużo o nas myślałem, gdy...
Masz rację, nie uwierzę – weszła mu szybko w zdanie, a potem nałożyła kotlety na talerze, na których znajdowały się już ziemniaki oraz starta marchewka i buraczki. – I zechcę rozwodu – dodała, kładąc obiad na stół.
Co? – dopytywał oniemiały.
Jeśli to się powtórzy, choćby najlżej, to zechcę rozwodu – wyjaśniła. – Tamten raz nie był pierwszym, Tomasz, ale jeśli nie będzie ostatnim, to ja zechcę rozwodu. Zrozumiałeś?
Przytaknął ruchem głowy. Chciał jej coś odpowiedzieć, ale oniemiał. Usiadł do stołu. Nie zdobył się jednak na choćby jedno, krótkie „przepraszam”.
Zjem w pokoju – poinformowała, zabierając przy tym swój talerz. – Jakoś dziwnie nie mogę na ciebie patrzeć.
Teraz to przesadzasz! – ryknął za nią, ale nawet nie odwrócił głowy, by patrzeć w jej kierunku. Z resztą, wtedy miał możliwość zobaczenia jedynie jej pleców.
Nagle usłyszał brzdęk upadających sztućców, które zsunęły się z talerza blondynki, a potem sam talerz upadł. Odwrócił się gwałtownie. Zobaczył jak trzyma się za brzuch i zgina w pół, zupełnie tak, jakby ją coś bolało. Wstał, choć sam miał problem, by ustać na nogach. Zdawały się mu być wykonane z waty.
Jedziemy do szpitala – zadecydował, stając przy jej boku. Chciał jej pomóc w zmierzaniu w stronę drzwi.
Ona jednak nie szła, stała w miejscu.
Wziąć cię na ręce? – dopytywał.
Nie, jakby... chyba minęło – odpowiedziała, prostując się. Po chwili jednak znowu zgięła się w pół.
Skurcze? – zapytał, chcąc wiedzieć co takiego jej dolega.
A skąd mam, kurwa, wiedzieć!? – krzyknęła na niego głośniej niż kiedykolwiek. – Nigdy wcześniej nie byłam w ciąży! – uświadomiła gniewnie.
Ja też nie! – uniósł się. – Ja nawet tego nie czuję, ty tak, więc pytam. – Stanął przed nią i zaczął gestykulować dłońmi, jakby chciał jej pokazać swoje położenie.
Ja nie wiem co czuję! – wrzasnęła, a potem znowu chwyciła się za brzuch. – Torba jest w pokoju – dodała ze łzami w oczach.
Spakowana?
Nie, pusta – rzuciła ironicznie. – Pewnie, że spakowana! Pytasz się jak skończony idiota. – Złapała się jedną ręką za głowę, nie mogąc uwierzyć w jego nielogiczne, głupie myślenie.
Przepraszam, skąd mogłem wiedzieć? Nie wyżywaj się na mnie.
Nie wyżywam. Tylko mnie boli. – Podtrzymała się ściany i ruszyła w stronę wyjścia z mieszkania.
Samodzielnie dała radę pokonać schody i wsiąść do samochodu. Nie chciała pomocy męża. Nie chciała też go na porodówce, ale ubiegł ją, szybko odpowiadając lekarzowi, który zadał pytanie o poród rodzinny.
Tak trafili razem na salę porodową. Tomek jednak wyszedł z niej pierwszy. Zaraz po tym, gdy jego córka została zabrana do pokoju obok, skąd trafiła prosto do inkubatora.
Nic jej nie będzie? – dopytywał pielęgniarkę.
Nie mogę panu udzielać takich informacji. Powinien pan porozmawiać z lekarzem.
W drodze wyjątku. – Spojrzał na nią w taki sposób, że postanowiła go choć trochę uspokoić.
Mała jest wcześniakiem, ale nie sądzę, by miały nastąpić jakieś nagłe komplikacje. Jest dobrej wagi. Niech się pan nie martwi i wraca do żony.
Przytaknął ruchem głowy, choć w planach miał wrócić do Pauliny tylko na moment, a potem zobaczyć jeszcze raz córkę.
Jak się czujesz? – zapytał, wchodząc na salę. Szybko naprawił błąd i przywitał się też z innymi kobietami, z którymi Paula tę salę dzieliła.
Dobrze, a co z małą? – Usiłowała się podnieść. Syknęła jednak boleśnie i ponownie opadła na poduszkę.
Leż, nie wstawaj – niemal warknął. Przysiadł obok niej na łóżku i załagodził wcześniejszą wypowiedź, przybierając milszy ton. – Napracowałaś się już. W ogóle to było najpiękniejsze co w życiu widziałem.
To było okropne.
Pokręcił głową i ledwie powstrzymał łzy.
To było piękne. – Chwycił żonę za rękę i potarł kciukiem, kręcąc okręgi na wierzchu jej dłoni. – Wszystko z nią dobrze. Niedługo ci ją pewnie przyniosą, a jak nie, to skołuję jakiś wózek i do niej pojedziemy.
Przewróciła oczami.
Wydaję mi się, że mogę chodzić, wiesz?
Nie wiem. Nigdy nie byłem przy porodzie ani zaraz po nim. To mój pierwszy raz.
Widać. Jakoś tak zbladłeś – zauważyła.
Możliwe, ale nadal podtrzymuję, że to było piękne. Ona jest piękna. Taka mała. – Pokazał dłońmi jak bardzo maleńka wydaje mu się być ich córeczka.
Emilka – szepnęła i spojrzała na męża pytająco.
Ładnie – stwierdził. – Podoba mi się. – Uśmiechnął się, a potem wstał, by móc się nachylić i pocałować żonę w czoło.

10 komentarzy:

  1. Niezaprzeczalnym faktem jest, że Tomasz uderzył kobietę w ciąży. Niestety prawdą też jest, że Paulina przegięła, co jednak nie zmienia faktu, że Tomek nie miał prawa bić żony, bez względu na wszystko. I nie zgadzam się z Tomkiem, że tego co on zrobił nie można nazwać biciem, ostrzej to można zwrócić uwagę słownie, a nie policzkiem. Nie dziwię się, że Paulina się uniosła na takie słowa męża, też pewnie byłabym zła jakbym coś takiego usłyszała.
    Niestety on ma dużo racji z tym, że jak ktoś Pauli zalezie za skórę to zaraz się obraża, ale jak sama komuś dopiecze, to bagatelizuje całą sprawę, tylko co zrobić, to po prostu taki typ, swoją drogą to ja często też tak mam jak ona.
    Rzuciło mi się jedno w oczy, Paula po powrocie Tomka pokazała, że tym razem tak szybko mu nie przebaczy, że ta rozłąka nie podziałała jak ta poprzednia kiedy jeszcze byli narzeczonymi.Ten nieplanowany miesiąc rozłąki dał jej możliwość przemyślenia na spokojnie wszystkiego, nie było koło niej Tomka, nie było manipulacji. Niby postawiła sprawę jasno, jeszcze raz podniesie na nią rękę i zażąda rozwodu, ale obawiam się, że to tylko taka chwilowa odwaga, właśnie dlatego, że przez dłuższy czas go nie było i nie mógł nią manipulować.
    Swoją drogą to mu się udało, zdążył wrócić, nawet obiadu nie zjadł i niespodzianka, Emilka jest już na świecie, szybka dziewczynka z niej.
    Muszę przyznać, że trochę mnie rozbawili oboje, jak zaczęła się akcja porodowa, a oni się wydzierali na siebie.
    Trzeba przyznać, że Tomasz się wzruszył narodzinami córeczki. No i chyba mała pojawiając się w tym momencie na świecie pogodziła rodziców, ciekawe tylko na jak długo.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Faktycznie, taki typ, ale chciałem pokazać, że z początku nie widzi się takich wad u drugiej osoby. Dopiero długotrwałe przebywanie z kimś, mieszkanie pokazuje jak dużo jest powodów do zgrzytów.
      Tak, Emilka pogodziła rodziców.

      Usuń
  2. Bardzo ucieszył mnie ten rozdział z jednego powodu. Pokazałeś w nim, że Paulina umie stawiać warunki, jednak boję się, że nie będzie umiała się z nich wywiązywać :(
    Emilka coś szybko się pojawiła na świecie, w rzeczywistości trwa to o wiele dłużej, ale cieszę się, że nam to oszczędziłeś i nie opisywałeś całego okresu 9 miesięcy w szczegółach:)
    Do poprawki:
    Wydaję mi się, że mogę chodzić
    Wydaje

    amandiolabadeo.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, ale zauważ, że ona postawiła ten warunek po dłuższej nieobecności Tomka, gdy on swoją osobą nie wpływał na jej myślenie i zachowanie. Gdyby on nie wyjechał, to i warunku by pewnie nie było.
      Ja nie widzę sensu opisywania każdego dnia ich związku czy małżeństwa. Opowiadanie jest pisane w formie streszczenia, zatrzymuję się tylko na ważniejszych fragmentach. Używam ekspozycji świadomie, nie wiem czy poprawnie. Dlatego też poród był streszczony, bez opisu krwi, łez, potu i "przyj, przyj".

      Usuń
  3. Chyba jednak trochę żałuję, że mojego męża nie było przy narodzinach naszego synka. Dzisiaj sądzę, że to, co by tam zobaczył, zmiękczyłoby go troszkę HEHE Dobra, do rzeczy... skoro Emilka jest wcześniakiem, to dobrze, że urodziła się naturalnie. Mam nadzieję, że wszystko z nią będzie ok.
    Nadal wkurza mnie ta Paulina. No zaczęła mi działać na nerwy od tej kłótni świątecznej i do tej pory działa. Ok, dzielna kobitka, urodziła córeczkę (a to wbrew pozorom trudne chwile dla kobiety), ale gdyby nie jej Wielka Urażona Duma i tak niewyobrażalnie dziecinne zachowanie, to pewnie nie zdenerwowałaby się i dzieciątko posiedziałoby sobie jeszcze troszkę w brzuszku. Chociaż... gratulacje, bo Paulina pierwszy raz tak na poważnie postawiła się Tomaszkowi. Groźba o rozwodzie zawsze działa (wiem z autopsji HEHE)i mam nadzieję, że Tomaszek się troszkę przestraszył. Może dzięki temu, trochę pohamuje emocje, przy kolejnym napadzie złości.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też nie byłem, bo żona miała cesarki. Jednak wcześniaki zwykle rodzą się naturalnie. Po prostu za szybko pchają się na wolność. W przypadku mojego syna byłoby tak samo, ale owinął się pępowiną i wyciągali go na hura z brzucha. Na hura czyli szybko, w pośpiechu - od ginekologa do szpitala karetką na sygnale.
      Nie wiem czy kochająca żona grozi mężowi rozwodem. Jeśli jest gotowa na rozwód, to niech go bierze, a nie o nim mówi - tak ja postawiłbym sprawę. Nie pozwoliłbym swojej kobiecie na to, by w taki sposób, emocjonalny, uczuciowy mnie szantażowała.
      Do kolejnego napadu Tomka niedaleko, więc raczej groźba Pauliny nie podziałała.

      Usuń
    2. O kurde, to teraz wyszłam na nie kochającą męża babę grożącą rozmodem :D Owszem, padło z moich ust coś takiego, ale tak pół żartem, pół serio. Byłam tak już wściekła na niego, że zabrakło mi naprawdę argumentów i... bum, powiedziałam to. Otóż chodziło o to, że był taki czas w życiu mojego męża, kiedy się rozsypał trochę. Zaczął... pić. I pił absolutnie za dużo. Codziennie. Mam w rodzinie alkoholika i wiem jak to wygląda, dlatego nie mogłam pozwolić, by mnie to spotkało. Któregoś wieczoru powiedziałam: "coś musi się skończyć. Albo twoje picie, albo nasze małżeństwo". No i podziałało. :)

      Usuń
    3. Ja rozumiem nerwy i tak dalej. Sam często w słowach posuwam się za daleko. Tylko na mnie lepiej niż groźby działa wchodzenie na sumienie, czyli nie "albo picie albo nasze małżeństwo", a "swoim piciem nas krzywdzisz (i dalej konkretna argumentacja)".

      Usuń
  4. Hejka, przybywam po dłuższej przerwie...
    Tak sobie czytam powoli, czytałam rozdziały jakiś tydzień temu, więc przepraszam, jeśli mój komentarz będzie nieskładny i krótki.

    Trochę zasmuciło mnie, że Paula nie powiedziała rodzinie o ciąży. Niemniej jednak to bardzo poważna sprawa, więc nie dziwię się Natalii, że była zła na siostrę. Ja też bym była, gdyby moja zataiła przede mną siostrzeńca/siostrzenice - nieważne, jak byśmy się pokłóciły. Choć, jak już wspomniałam, ja jestem bardziej zżyta z siostrą niż Paulina, więc takiego miejsca nawet by nie było, heh ;p
    Jednakże bardzo podoba mi się ta stanowczość Pauli względem Tomasza... To, jak ostrzegła go, że jeśli raz jeszcze ją uderzy, odejdzie... Choć nie wiem, czy później w przyszłości będzie zdolna go opuścić, skoro przyszła na świat ich córeczka... Ciekawa jestem, co się stanie.
    Fajnie, że jest już mała Emilka :)

    Pozdrawiam serdecznie i do następnego ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Spokojnie, czytaj gdy masz na to czas. Ja sam ostatnio nie mam czasu ani na czytanie, ani na publikowanie czegokolwiek.
      Mnie się wydaje, że Paulina była i nadal jest bardzo zżyta z rodziną, tylko że nie chce tego im okazać, bo ją zranili. Znałem w swoim życiu dużo rodzin, gdzie ich członkowie byli sobie nawzajem bardzo oddani i nagle, nieraz bez konkretnego powodu, siostra zaczynała udawać, że nie rozpoznaje brata i bratanków na ulicy.
      Myślę, że Emilka to dobra wymówka dla Pauli, by Tomka nie zostawiać. Sądzę jednak, że właśnie dla córki powinna go opuścić. Sądzę też, że nawet jak Emilki nie było, to i tak trwała przy Tomku, więc nie dziecko jest powodem, że z nim jest. Dziecko faktycznie jest kolejnym węzłem, ale ją musi trzymać przy nim coś jeszcze.

      Usuń