Autor tego bloga należy do grupy „Projekt Prozaicy”, z tego też powodu strona korzysta z płatnych linków. Ujmując to krócej i bardziej zrozumiale – autor zarabia, a czytelnicy nic na tym nie tracą. Te linki są całkowicie bezpieczne dla komputerów, tabletów i smartphone-ów pod warunkiem, że postępuje się zgodnie z instrukcją, czyli nie klika w reklamy, nic nie ściąga na swój sprzęt, a jedynie odczekuje symboliczne pięć sekund i przechodzi dalej. Za wszelkie utrudnienia autor bloga przeprasza, za waszą aktywność jest wdzięczny, a prywatnie pozdrawia i życzy dobrej zabawy podczas czytania.

Link do instrukcji – KLIK

poniedziałek, 12 czerwca 2017

#48 – „Między alejkami” – Rozdział 5

Piknik”

Julia i Daniel spotykali się coraz częściej, zazwyczaj na porannym spacerze z pieskiem, co zmuszało mężczyznę do wczesnego wstawania, a tego szczerze nienawidził, zwłaszcza, gdy pogoda nie była najcieplejsza lub wręcz przeciwnie – gdy było aż za gorąco. Jednak dla Julii i jej czworonoga był gotowy do takiego poświęcenia.
Od czasu do czasu, umawiali się też w swojej kawiarni. Nie była ich, nie należała do nich, żadne z nich nie było jej właścicielem, ale tak nawykli ją nazywać, gdy wymieniali się SMS-ami lub do siebie telefonowali.
Wyraźnie zaczynało z tej znajomości tworzyć się coś więcej, choć żadne z nich jakby nie chciało się do tego przyznać przed tym drugim. Bywało tak, że chwilami unikali swoich spojrzeń, nagle zaniechiwali dotyku, który wcześniej samoistnie powstał, poprzez otarcie, odgarnięcie grzywki za ucho lub poprawienie kołnierzyka koszuli. To były zwykłe ludzkie odruchy, ale oni jakby zdawali się ich wstydzić.
W ich relacji, choć nie była jeszcze dopełniona żadnym aktem fizycznym, dało się wyczuć coś nieprzyzwoitego. Julia nieustannie zdawała sobie sprawę z tego, że Daniel ma tyle lat, iż spokojnie mógłby być jej ojcem. Choć młodym, przedwczesnym, to jednak ojcem. To ją skutecznie hamowało przed tym „coś więcej”, a on zdawał się to szanować i przez to sam wycofywać.
Pewnego dnia jednak zaprosił dziewczynę na przejażdżkę samochodem, który właśnie odnowił i wprawił w ruch. Opowiadał jej o tym, że konieczna była wymiana niemal całego wnętrza, z silnikiem i pompą paliwową włącznie.
Przyglądała się czerwonemu kabrioletowi z długim przodem i srebrnymi wykończeniami, i zdawała się zupełnie nie słuchać jego słów. On natomiast wcale się tym nie przejmował i gadał jak nakręcony, niczym mały chłopiec o swojej nowej zabawce.
Julia wydała się być najbardziej zaciekawiona w chwili, gdy nakazał jej wsiąść do środka.
Mamy nim jechać? – zdziwiła się, dotykając lśniącego lakieru na drzwiach.
Przecież zaprosiłem cię na przejażdżkę – przypomniał.
Mówiłeś też coś o tym, że nie masz prawa jazdy.
No bo nie mam, ale miałem. Długi czas miałem – bronił się, otwierając przed nią drzwi. – Ominiemy patrole – zapewniał.
Wsiadła. Usadowiła się wygodnie i zaczęła dopytywać za co zostało mu odebrane prawo do jazdy. Tego, że zostało odebrane sama się domyśliła, bo przecież głupotą, by było samemu się go pozbyć, tak po prostu oddać albo zgubić i nie wyrobić nowego, a Daniel na głupiego nie wyglądał. Chociaż przy jego beztroskim podejściu do życia, zgubienie i nie wyrobienie, nie wydawało się jej wcale takie znowuż nieprawdopodobne.
Wychylił się, by sięgnąć do pasa bezpieczeństwa po jej stronie i zabezpieczyć ją na ewentualność wypadku. Potem uczynił to samo, zabezpieczając siebie. Ruszył powoli, spokojnie.
Zrobiłem kiedyś głupotę – wypalił, kierując się w stronę drogi wyjazdowej z miasta. – Wsiadłem za kółko po pijanemu.
Zatrzymali cię?
No – odparł szczerze, nico przygaszony.
I już więcej nie prowadziłeś po alkoholu? – dopytywała.
Prowadziłem – wyznał, jednocześnie dociskając gaz, by przyspieszyć.
Julia zerknęła w bok i spostrzegła jak budynki zaczynają szybko ich mijać, aż w końcu mogła jedynie obejrzeć się do tyłu, gdy chciała je dostrzec, bo po bokach nagle zaczęły znajdować się same pola, potem lasy.
Elvis także rozglądał się dookoła, z językiem wywalonym na wierzch, ale spokojnie siedział na jej kolanach, zaciekawiony nowym doznaniem.
Teraz już bym się nie odważył pić i jechać – powiedział po dłuższej chwili milczenia, zatrzymując się na pustym, betonowym placu.
Julię zdziwiło, że w szczerym polu znajduje się coś takiego jak wybetonowana, ślepa uliczka, ale Daniel wskazał na zgliszcza i wytłumaczył jej, że był to parking dla mieszkańców kamienicy, która została wyburzona, bo gmina o nią nie dbała i zaczęła się zapadać. Mówił jak wyglądała, jak się przechylała, jak w końcu stała dokładnie tak niczym Krzywa Wieża w Pizie.
Słuchała go z zaciekawieniem i podziwiała zaangażowanie z jakim to wszystko opowiadał, gestykulując przy tym dłońmi i co jakiś czas posyłając jej ciepły, szczery uśmiech. W końcu jednak zapytała:
Wszystko pięknie, ale po co myśmy tutaj stanęli?
Daniel odpowiedział puszczeniem oczka bardziej w stronę Elvisa niż jej, a potem wychylił się do tyłu, gdzie między przednimi fotelami, a tymi malutkimi, tylnymi znajdował się materiałowy koszyk z dwoma przegródkami zamykanymi na zamek.
By zjeść. – Rozpromienił się i zaczął wyjmować po trójkątnej kanapce, zakupionej na stacji benzynowej, na której tego dnia tankował. – I wypić – dodał, wyjmując tym razem szampana bezalkoholowego dla dzieci. – No co się tak na mnie patrzysz? Trzeba jakoś oblać to, że dostałaś pracę, inaczej jej nie utrzymasz. Oblewanie jest na szczęście, sprawdza się – zapewniał, sięgając tym razem po kieliszki niczym do wina, ale wykonane z plastiku.
Patrzyła na niego z rozbawieniem wypisanym na twarzy i z blaskiem w oczach. Zdawał jej się być taki niemożliwy, a w tym wszystkim niesłychanie uroczy. Nawet w snach nie sądziła, że Daniel będzie gotowy przygotowywać dla niej niespodzianki, zaskakiwać ją, nadskakiwać jej. Marzyła o tym, to prawda, ale nie łudziła się, że jej marzenia się ziszczą.
Zaimponował jej też tym, że pomimo iż kochał samochody, a z tego dzieła był niesłychanie dumny, to sam zachęcał ją do tego, by spróbowała poprowadzić owe zabytkowe maleństwo.
Julia nigdy wcześniej nie prowadziła, a więc wiele razy popełniła totalną gafę nim udało jej się płynnie ruszyć, ale mężczyzna wcale się tym nie przejmował i wykazał się wręcz niesłychaną cierpliwością, w którą trudno było zawierzyć. Ani razu nie podniósł na nią głosu, nie skrzyczał, nie pouczył ostrym tonem. Jedynie ją dotykał, można by wręcz rzec, że obmacywał, ale próbowała wierzyć w to, że tym stara się jej jedynie pomóc w zmianie biegów, kręceniu kierownicą, odpowiednim dociśnięciu pedałów.
W końcu brunetka osiągnęła to czego oboje oczekiwali i zachęcona przez Daniela wyjechała na drogę. Pora, w której jeździli była taką, gdy większość ludzi była w szkole lub w pracy, więc ulica była niemal zupełnie pusta. Tak dojechali pod samo miasto, gdzie zamienili się miejscami.
Kiedy szykuje nam się kolejne oblewanie? – zapytał.
Kolejne oblewanie?
Pytam, kiedy zdasz maturę – wyjaśnił, sięgając do schowka po sportowe okulary przeciwsłoneczne. Tego dnia ubrany był jak do biegania, czyli w dresową bluzę i spodnie ledwie zakrywające kolana.
Skąd wiesz, że zdam? – dopytywała.
Bo przełożę cię przez kolano, jeśli się nie przyłożysz i nie zdasz – zapowiedział, a potem na moment spuścił drogę z oczu, by móc zerknąć na nią i zobaczyć jak słodko się peszy, jak jej policzki pąsowieją rumieńcem. – Taki żarcik – dodał rozbawiony. – No chyba, że byś bardzo chciała albo tak nawet trochę chciała, to wiesz... mów, ja tam jestem zawsze gotowy i chętny do tego, by próbować nowych rzeczy. Tylko uprzedzam, że mogę nie mieć wprawy... że nie mam wprawy. Zrozum, nie mam dzieci, nie miałem nigdy córki...
Przestań gadać – przerwała mu i trąciła w jego ramię otwartą dłonią. – Jesteś nienormalny! – niemal wykrzyknęła z radosnym uśmiechem.
Ale przyznaj, że mnie choć trochę lubisz.
Pewnie że tak, zawsze poprawiasz mi humor.
A więc jestem Daniel niezbędny i niezawodny na babską chandrę. Na bóle miesiączkowe też działam? – dopytywał, przez co znowu jej policzki poczerwieniały ze wstydu i skrępowania. – Kocham w tobie to, że się tak fajnie rumienisz – wyznał. – To takie słodkie, niewinne.
Bawi cię to, że mnie zawstydzasz? – nie dowierzała.
No – przytaknął jej ochoczo, nawet głową przy tym poruszył na tak.
Odwiózł ją pod sam dom, co nie uszło uwadze jej matki, która akurat stała w oknie i przewieszała pranie przez górną barierkę futryny. Chciała by jej ulubiona bluzka szybciej wyschła. Oczywiście nie mogła sobie też darować i zaczęła pouczać Julię o tym, że zadawanie się ze starszym mężczyzną nie jest ani do końca normalne, ani tak całkowicie bezpieczne.
Daj spokój, mamo. Jestem dorosła. Wiem co robię. Poza tym nie znasz Daniela, on jest inny. Jest doskonały.
Kobieta nie chciała się kłócić. Poza tym szła na nockę do pracy i miała w planach się jeszcze wyspać. Wolała więc oszczędzać energię, niż ją marnować na sprzeczki z dziewiętnastolatką.
Powinnaś się uczyć teraz do poprawkowej matury, a nie uganiać się za chłopakami. Za mężczyznami – poprawiła się szybko. – Ale skoro już musisz, to jakby coś, to się zabezpieczaj. Dziecko nie jest ci w tym wieku potrzebne.
Tobie też nie było, a jednak mnie urodziłaś – odpyskowała, po czym zamknęła się w swoim pokoju.
Słowa matki wywarły na Julię taki wpływ, iż zaczęła się zastanawiać czy Daniel w ogóle chciałby kiedykolwiek mieć dzieci. Co prawda, ona nie chciała zostawać matką od zaraz, ale liczyła się z tym, że jeśli się im powiedzie i zostaną parą, to on może nie chcieć dziecka, a ona na to przystać, ale za jakiś czas zapragnąć zaznać uroków macierzyństwa, a tym samym skrzywdzić go swoim odejściem lub sama trwać w nieszczęściu nie spełniając swojego pragnienia. Z drugiej strony dopuszczała do siebie myśl, że Daniel chciałby ojcem zostać, a tym samym ona musiałaby się pospieszyć i szybciej zapragnąć macierzyństwa, by on dla swojego dziecka mógł być ojcem, a nie dziadkiem. To były takie dylematy, o których myślała o wiele za wcześnie, dzieląc skórę na niedźwiedziu, ale ona już była z tych osób co lubiły sobie w ten sposób pofantazjować.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz