Autor tego bloga należy do grupy „Projekt Prozaicy”, z tego też powodu strona korzysta z płatnych linków. Ujmując to krócej i bardziej zrozumiale – autor zarabia, a czytelnicy nic na tym nie tracą. Te linki są całkowicie bezpieczne dla komputerów, tabletów i smartphone-ów pod warunkiem, że postępuje się zgodnie z instrukcją, czyli nie klika w reklamy, nic nie ściąga na swój sprzęt, a jedynie odczekuje symboliczne pięć sekund i przechodzi dalej. Za wszelkie utrudnienia autor bloga przeprasza, za waszą aktywność jest wdzięczny, a prywatnie pozdrawia i życzy dobrej zabawy podczas czytania.

Link do instrukcji – KLIK

środa, 4 lipca 2018

#80 – „Paulina” – Rozdział 48

Spotkania i randki”

Paulina nie wiedziała czy jej postępowanie jest słuszne. Tak naprawdę w życiu była pewna tylko jednej decyzji – zerwania z Norbertem. Były też takie decyzje, których mimo wszystko nie żałowała – narodziny obydwóch córek. I tu nachodziły ją wątpliwości, bo z pewnością, gdyby nie Tomek, to Emilii i Amelii nie byłoby na świecie. Istniała też taka możliwość, że gdyby nie Bordych, to ona powróciłaby do Norberta, tak po prostu, zwyczajnie, z braku lepszych opcji. Tylko czy Tomasz aby na pewno był lepszą opcją? Życie z nim było stabilne, domatorskie, nieprzepełnione stresami finansowymi. Ale czy było dobre?
Paula głośno wypuściła powietrze i ostatni raz przeciągnęła szczoteczką po rzęsach. Wejrzała na zegarek. Zajęła się malowaniem ust i zaraz po zakończeniu tej czynności ponownie spojrzała na wiszący na ścianie zegar. Nawet kiedy szykowała do wyjścia dziewczynki, to nie opuszczała ją nadmierna kontrola czasu. Pijąc gorzką kawę, zawiązywała sznurówki granatowych adidasów.
Paulina zrobiła wszystko, by się nie spóźnić, bo Tomek nie lubił, gdy się spóźniała. Oczywiście w obecnej sytuacji, mężczyzna chcący odzyskać rodzinę, nie urządzałby awantur o kilkanaście czy kilkadziesiąt minut biernego oczekiwania, ale Paula działała już podświadomie, jakby została przez męża zaprogramowana na punktualność.
Jak zwykle spotkali się w parku. Czynili tak od dwóch do trzech razy w tygodniu. Wszystko rzekomo dla dobra dziewczynek, ale Paulina zdawała sobie sprawę z tego, że Tomek chce ją odzyskać. Jej też coraz trudniej było się z nim rozstawać. Widziała jak się stara, jak dziewczynki się smucą, gdy muszą pożegnać się z ojcem, jak mocno tęsknią za nim każdego dnia. Ona także tęskniła i w końcu była zmuszona przyznać to sama przed sobą. Było znacznie łatwiej, gdy go nie widywała, bo wtedy jego słowa i czyny nie miały na nią żadnego wpływu.
Niespodziewanie, na pożegnanie, Tomek wyskoczył z propozycją:
A może wyskoczymy gdzieś razem, sami?
Cały czas jesteśmy sami – zauważyła, rozglądając się dookoła. Emilka biegła za piłką, a Amelka wysypywała piasek z piaskownicy.
Z dziećmi – stwierdził. – Myślałem o wyjściu tylko we dwoje.
Zdziwiła się. Wstała z ławki i przywołała córki do siebie.
Zastanowię się – rzuciła w kierunku męża. Chciała jak najszybciej się zmyć, by uniknąć drążenia tego tematu.
Emilce jednak, jak na złość, piłka wypadła z rączek i potoczyła się pod małą zjeżdżalnię. Dziewczynka uklęknęła, by móc ją dosięgnąć, a Tomek w tym czasie kontynuował rozmowę o zaproponowanym wyjściu we dwoje.
Dlaczego nie chcesz się zgodzić?
Bo nie mam czasu. Mam pracę, dzieci i nasze wspólne spacery. Nie pamiętam kiedy ostatnio książkę przeczytałam, a ty mi każesz znaleźć czas jeszcze na jakąś imprezę czy kino.
Przewrócił oczami.
Rzuć robotę. Będziesz miała więcej czasu na to, by poświęcić go...
Nie. – Pokręciła głową, jakby nie dowierzała, a jednocześnie była mocno zawiedziona. – Nie będziesz mi mówił co mam robić. Dziewczynki, idziemy – zażądała i sama ruszyła na przód, tak by wystraszone maluchy ją dogoniły, a nie, by musiała je przekonywać do opuszczenia placu zabaw.
A całus?! – krzyknął niespodziewanie Tomek i Emilka jak na zawołanie zawróciła.
Amelka poszła w jej ślady, ciągnąc, trzymaną za rękę, matkę za sobą.
Dziś wieczór? – nie odpuszczał Tomek.
Jeśli już to jutro – warknęła, choć jeszcze sama nie wiedziała czy da radę przekonać mamę lub siostrę, by na ten czas zajęły się dziewczynkami.
Mama Pauliny zwykle z chęcią opiekowała się wnuczkami. Natalia także kochała swoje siostrzenice i lubiła się nimi zajmować, poza tym uważała, że jest to Paulinie winna za czas, który ona poświęciła Bartkowi. Żadna z nich jednak nie chciała, by Paulina wracała do Tomka, więc nie miały zamiaru mężczyźnie niczego ułatwiać.
Zajmuję się już twoimi dziećmi, gdy chodzisz do pracy. Nie będę zajmowała się nimi jeszcze w dzień wolny, byś ty mogła randkować z ich ojcem. Mało cię skrzywdził? – zapytała Iwona, nie kryjąc przy tym swojej irytacji.
Nie skrzywdził mnie, tylko...
Gdyby było tak jak mówisz, to nie wracałabyś z dziećmi, znad morza, w środku nocy i nie...
Żałuję, że kiedykolwiek prosiłam cię o pomoc!
Dobrze, że to zrobiłaś! Dobrze jest tak jak jest. Po cholerę chcesz to psuć!?
Idąc do kina z ojcem moich dzieci, twoim zdaniem, coś zepsuję!? – Paulina wybuchnęła na całego. Nawet trzasnęła przy tym jedną z kuchennych szafek.
Iwona jednak nie dała się córce sprowokować. Spuściła z tonu. Uspokoiła się. Spojrzała głęboko w oczy swojego dziecka i nie zapytała już o nic, jedynie stwierdziła:
Ty się łudzisz, że coś tym naprawisz.
Iwona nieświadomie pchnęła Paulinę w ramiona Tomka. Dziewczyna miała serdecznie dość tego, że jej matka na każdym kroku okazuje, że wie lepiej co jest dla niej dobre. Zanim jednak podjęła się powrotu do męża, to postanowiła zwierzyć się ze swoich problemów jeszcze jednej osobie – Agacie. Zresztą, to przyjaciółkę musiała prosić o pozostanie z dziewczynkami, bo matka i siostra jej tego odmówiły.
Tomek mnie uderzył – wypaliła nagle, podczas wyciągania saszetki z herbatą, która jej zdaniem zaparzyła się już wystarczająco.
Kiedy? Wczoraj? – dopytywała Agata. Zaskoczona była tym faktem na tyle, że aż przysiadła na fotelu. Podniosłą się z niego i położyła niesione ciastka na stole. Zajęła miejsce dokładnie naprzeciwko Pauliny. Spojrzała przyjaciółce głęboko w oczy. – Jak zaczęłaś to dokończ. O co wam poszło?
Wczoraj o nic. Wczoraj było wszystko dobrze. Uderzył mnie wcześniej. Nad morzem i gdy porwał dziewczynki.
Jak to porwał dziewczynki?
Paulina westchnęła i zarzuciła rozpuszczone włosy do tyłu. Przeczesała je dłońmi niemal po same końcówki.
Wtedy co zostawił je tobie. Zresztą, nieważne.
Ważne. Może działał jak zwierzę w potrzasku. Rzekomo wtedy zwierzęta stają się agresywne.
Tylko Tomek nie jest tygrysem czy jakimś lampartem. Jest moim mężem. I nie wiem już co mam z tym zrobić! – wykrzyknęła poprzez łzy, które nagle wypłynęły na jej policzki. – Wcześniej chciałam się rozwieść. Tego byłam pewna. Już nie jestem. Poza tym ty go bronisz.
Nie bronię. Nie miał prawa, ale... – Agata zamilkła. Podrapała się po przedramieniu i ponownie skupiła wzrok na Paulinie. Następnie wejrzała na śpiącą na kanapie Emilkę i cichutko, spokojni bawiącą się na dywanie Amelkę. – Chciałabym być na twoim miejscu, wiesz?
Słucham? – zdziwiła się Paulina.
Nie miałaś z nim źle. Rozpieszczał cię i nosił na rękach. To cudowny ojciec. Inne kobiety ci zazdroszczą – odpowiedziała z lekkim zawstydzeniem Agata.
Co?
Ja ci zazdroszczę – przyznała całkiem szczerze.
Przed chwilą powiedziałam ci, że mąż mnie bije.
Że cię uderzył – sprostowała Agata.
Że nieraz. Czego więc mi zazdrościsz? Tego, że nie wiem co robić?
Ja bym wiedziała co zrobić.
Co takiego?
Nie robiłabym o to afery. – Aga wychyliła się po cukierniczkę, by dosłodzić swoją kawę. – Jeśli miałabym mieć niemal wzorowe życie, mieć wszystko o czym marzy większość kobiet, to zagryzłabym zęby i przemilczała sprawę. Wolałabym raz na jakiś czas oberwać i niczym się nie martwić.
Paulina postanowiła nie kontynuować tego tematu z Agatą, bo uważała, że to nie ma sensu, gdyż głodny sytego nigdy nie zrozumie. Pozostawiła koleżance wytyczne odnośnie dziewczynek i poleciła, by ta dzwoniła z każdym, nawet najmniejszym problemem.
Kiedy wyszła przed blok, Tomek już na nią czekał. Siedział na ławce i palił papierosa. Wstał i wskazał dłonią drogę do samochodu.
Nie miałeś czasem kupić nowego? – dopytywała, kiedy otwierał przed nią drzwi starego, granatowego golfa.
Miałem – przyznał, drapiąc się po szyi. – Uznałem jednak, że to zbyteczne. Lubię swoje auto, a tobie bardziej niż mnie przyda się coś nowego, bezwypadkowego, z dobrą przyczepnością, bezpieczne – zaczął wymieniać.
Przerwała mu, zupełnie nie rozumiejąc co do niej mówi.
Chcę tobie kupić nowe auto – wyjaśnił. – Będzie ci prościej z samochodem, choćby z wożeniem dziewczynek do przedszkola.
One jeszcze nie chodzą do przedszkola.
Ale będą. Sama tak mówiłaś. Poza tym będziemy mieszkać na wsi...
Idziemy do kina, a nie wracamy do siebie – sprostowała.
Pomimo tego pozwól mi cię uszczęśliwić. Chcę dać ci urodzinowy prezent – nalegał.
Samochód nie może być prezentem. Na prezent daje się drobiazgi – trwała twardo przy swoim.
Tomek na krótką chwilę posmutniał, a później, niespodziewanie, uśmiechnął się od ucha do ucha.
Za późno. Już go kupiłem! – wykrzyknął radośnie.
Zazgrzytała zębami, ale, pomimo tego początku, resztę wieczoru spędzili naprawdę miło. W następnym tygodniu było jeszcze milej, a dwa tygodnie później ledwie wyrwała się z objęć męża, gdy odprowadził ją pod samą furtkę, zupełnie tak jak kiedyś, gdy po raz pierwszy się spotkali.
Zbliżały się święta i oboje zgodnie stwierdzili, że spędzą je wspólnie. Wiedzieli, że nie będzie to możliwe w domu Iwony, gdyż ta ciągle miała Tomkowi za złe to w jaki sposób potraktował jej córkę. Paulina zaś nie nadawała się do tworzenia rodzinnej atmosfery przeróżnymi wypiekami i postnymi daniami.
Pojedźmy w góry. Dziewczynki jeszcze nie widziały gór – nalegał Tomasz.
Paulina nie była do tego pomysłu przekonana.
Ciągle pamiętam nasz wspólny wypad nad morze – wypominała.
Ja też, choć chciałbym tamten dzień wymazać z pamięci – przyznał, zawstydzony spuścił wzrok. – Obiecałem ci, że to się więcej nie powtórzy – przypomniał i schylił się, by wziąć Amelkę na ręce. Dziewczynka bardzo się tego dopominała. – Naprawdę to się więcej nie powtórzy. Następnym razem się upewnię nim...
Nie ma „upewnię”! – wrzasnęła. – Masz mi ufać – zażądała.
Dobrze. – Wystraszony przytaknął kilkakrotnie ruchem głowy. – Ufam ci, ale ty zaufaj mnie. Obiecuję, że więcej cię nie skrzywdzę. Odpocznijmy na feriach świątecznych, później wykończmy dom i... zamieszkajmy tam, tak jak zawsze planowaliśmy.
Paulina słuchała Tomka, który wypowiadał na głos wszystkie jej wcześniejsze marzenia. Nie zapomniał nawet wtrącić psa biegającego przed domem, a o wszystkim mówił tak barwnie, że niemal widziała to przed swoimi oczami, gdy lekko przymykała powieki. Mąż namalował w jej głowie obraz jak ze snu, którego nie potrafiła się pozbyć. Próbowała to zrobić, a wtedy on skradł jej pocałunek. Lekko oszołomiona go odwzajemniła. Uczyniła to bardziej instynktownie niż świadomie, ale jednak to zrobiła. I nagle wszystko stało się jasne. Nagle wszystko już było wiadome. Najpierw był rodzinny wyjazd w góry, później wybieranie mebli do nowego domu, a następnie wykańczanie go uroczymi dodatkami.

***

Przepraszam Was za to, że nie było mnie te pół roku. Musiałem na jakiś czas wyjechać, a tam gdzie byłem nie miałem swobodnego dostępu do internetu. Wyjazd niespodziewanie się przedłużył i... już jestem i wracam do pisania.
Pozdrawiam i żyję nadzieją, że jeszcze ktoś tutaj zagląda.

7 komentarzy:

  1. Czytam i bardzo się cieszę, że znów piszesz.
    Złoszczę się na Paulę, ale Tomek to tak zręczny manipulator, że trudno jej się dziwić. Do tego dziewczynki, każda matka chce (albo zdecydowana większość), chce by dzieci miały ojca, zaś on przy wszystkich wadach szaleje za córeczkami.
    Bardzo wiarygodna opowieść, dlatego tu wracam.
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na tyle wad, Tomasz musiał mieć też kilka zalet. Ta rodzinność, głównie sposób w jaki jest ojcem, to jego atut.

      Usuń
  2. Odpowiedzi
    1. Tak łatwo się mnie nie pozbędziecie xD

      Usuń
  3. On ją wytresował, pije gorzką kawę, bo jego zdaniem cukier szkodzi, kontroluje czas jakby miał się od tego świat zawalić, bo Tomek nie toleruje spóźnień, brrr, masakra.
    Z jednej strony jej współczuję, nie ma łatwo, decyzja o tym czy wrócić do Tomka czy nie, wcale taka łatwa tak naprawdę nie jest, to tylko z boku łatwo ferować wyroki. Zwłaszcza dla matki, która kocha swoje dzieci i widzi jak bardzo tęsknią za ojcem. A z drugiej strony jestem na nią zła, że daje się złapać na jego gładkie słówka, bo cały czas myślę, że Paula jeszcze nieraz od męża oberwie. Bo niby Tomasz żałuje, obiecuje, że więcej nie skrzywdzi, a zaraz wypowiada bardzo znaczące słowa:"Naprawdę to się więcej nie powtórzy. Następnym razem się upewnię nim..." i znowu jak coś mu się kiedyś uroi w główce i uzna, że żonie się należy wpierdol to go jej spuści.
    Nie dziwię się, że ani Iwona, ani Natalia nie chcą przyłożyć ręki do tego, żeby Paulina wróciła do Bordycha. Serce matki dobrze podpowiada Iwonie, że zięć skrzywdził jej córkę, tylko co z tego, chciała dobrze, a wyszło jak wyszło, znowu się pokłóciły.
    Poza tym Paula cały czas ma nadzieję, że Tomasz się zmieni, nie tylko dziewczynki za nim tęsknią, ona też. Zwłaszcza teraz gdy on tak bardzo się stara i powróciły wszystkie dobre wspomnienia. Myślę, że ona go kocha i za wszelką cenę wmawia sobie, że podjęła dobrą decyzję, zwyczajnie chce w to wierzyć. Nie na darmo mówi się, że największe kłamstwo powtarzane po wielokroć staje się w końcu prawdą dla tego kto to kłamstwo wymyślił.
    Wkurza mnie Agata, przyjaciółka mówi jej, że mąż ją uderzył kilka razy, a ta wypala, że ona by wiedziała co zrobić na miejscu Pauli, zacisnąć zęby, bo przecież lepiej mieć faceta, kasę, dom i dzieci, a co tam, że czasem mąż wypłaci liścia w twarz, czy stłucze pasem, nic. Moim zdaniem Agata nie zachowała się jak prawdziwa przyjaciółka, ja nie mówię, o tym, że powinna się do nich wtrącać, ale raczej powinna się zainteresować, czy Tomasz nie zrobił Paulinie krzywdy, zachowała się jak głupia baba, która gówno wie i która gówno przeżyła, a zainteresowana jest tylko i wyłącznie posiadaniem faceta.

    OdpowiedzUsuń
  4. Cześć!
    Dawno mnie tutaj oraz na całej sferze blogspota nie było aż i się dziwnie tutaj coś pisze.
    Zacznę może od tego, że przepraszam bo nie skomentowałam ani jednej wcześniejszej części Pauliny, no ale pochłonęłam je w jedną noc no i stwierdziłam, że napisze jeden komentarz a resztę już bd komentować na bieżąco.
    Opowiadanie polubiłam od samego początku zresztą jak każdą twoja życiówkę ( są takie w moim stylu). Moim ulubionym bohaterem jest zdecydowanie Tomasz ( chyba mężczyźni ci lepiej wychodzą bo chyba w każdej parze jaką pisałeś wolałam faceta). Czytając rozdział za rozdziałem przechodziłam przez swego rodzaju rollercoaster emocjonalny, nie wiedziałam co myśleć i kogo stronę trzymać. Osobiście gardzę przemocą w rodzinie, ale mam wrażenie że przemoc dla każdego ma inną skale. Ja nie uważam, że jeśli kobieta zadaje cios mężczyźnie to on nie ma prawa oddać w końcu każdy ponosi konsekwencje swoich czynów ( taka trochę walka o przetrwanie) Oczywiście Tomasz miał momenty gdzie przegiął tak, ze Paulina powinna go zostawić no i zostawiła, kiedy robił coś wgl nie miało sensu bytu. Paulina za to mam wrażenie że o taka podjudzaczka, która to wszystko próbuje wywołać. Były między nimi dobre i złe chwile za każdym razem odbijali się od dna może powinni udac się na wspólna terapie i spróbować wypracować wzgl siebie szacunek ufność itp. Mają małe dzieci powinni im zapewnić albo bezpieczny kochający dom albo się rozstać bo szkoda dzieciaków. Mam nadzieję, że coś zdziałają bo uwielbiam postać Tomasza i on też zasługuje na miłość i szczęście po prostu musi się tego nauczyć bo nikt mu nigdy nie pokazał jak to robić. Jest to miłość toksyczna ale ja za to zawsze uważałam, że to taka prawdziwa miłość, ze każdy powinien takiej doświadczyć zobaczyć co się jest w stanie zrobić poświecić i co znieść dla danej osoby. Nie każda taka miłość za to powinna przetrwać bo nie każdą można uratować i zrobić coś z niej dobrego. W każdym razie na ten czas życzę im by im wyszło. :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Kiedy reszta Pauliny? :(

    Nie wiem... Paula jest aż tak głupia, czy co? Wiem, że istnieją takie kobiety, co wracają do swojego "oprawcy", ale ona się wyrwała z jego rąk, a mimo to, przy pierwszej milszej okazji do niego wraca. Chyba już zapomniała, jak to jest dostać w łeb i przydałoby się porządne lanie, by się obudziła. No po prostu mnie wkurza. Ważne, aby miała wygodne życie prawda? Pieniądze, dom, czasami czułego męża, bo lepiej mieć byle kogo, byleby tylko mieć i nie skończyć samemu z dwójką dzieci. No pewnie. Co tam, że mężulek czasem przypieprzy nieźle za byle głupotę. Wcale mi nie szkoda Pauli. Sama jest sobie winna. Skoro zrobiła pierwszy i najważniejszy krok, aby się wydostać od Bordycha, to czemu, do jasnej cholery, brnie w to dalej?
    Tak samo Agata. Trudno mi uwierzyć, aby jakakolwiek przyjaciółka powiedziała coś takiego. Jak jeszcze bym rozumiała jakaś matka, ciotka, czy starsza kobieta, to jeszcze wiadomo, starsze pokolenie. Kobieta do garów, a mąż jak walnie, to znaczy, że baba zasłużyła. Ale tu? Młoda dziewucha, przyjaciółka i jeszcze takie brednie gada? Obie są tak puste, że aż ręce opadają. Grrr
    Ale tak swoją drogą to nadal mi się podoba to opowiadanie. Mimo moich złości na bohaterów i ich głupich decyzji. Także Tyś, czekam na ciąg dalszy. Coś się ostatnio bardzo zapuściłem z opkami...

    OdpowiedzUsuń