Autor tego bloga należy do grupy „Projekt Prozaicy”, z tego też powodu strona korzysta z płatnych linków. Ujmując to krócej i bardziej zrozumiale – autor zarabia, a czytelnicy nic na tym nie tracą. Te linki są całkowicie bezpieczne dla komputerów, tabletów i smartphone-ów pod warunkiem, że postępuje się zgodnie z instrukcją, czyli nie klika w reklamy, nic nie ściąga na swój sprzęt, a jedynie odczekuje symboliczne pięć sekund i przechodzi dalej. Za wszelkie utrudnienia autor bloga przeprasza, za waszą aktywność jest wdzięczny, a prywatnie pozdrawia i życzy dobrej zabawy podczas czytania.

Link do instrukcji – KLIK

środa, 22 marca 2017

#22 – „Paulina” – Rozdział 17

Towarzystwo”

Torby i walizki należące do Pauliny nie zostały jeszcze rozpakowane, pomimo tego, że dziewczyna mieszkała ze swoim chłopakiem już od przeszło dwóch tygodni. Blondynka regularnie do swoich toreb zaglądała, przewracając wszystko jeszcze bardziej niż poprzewracane było, a przy okazji też pozostawiała bałagan na meblach i krzesłach, gdzie co jakiś czas można było spotkać jakiś zbłąkany lakier czy biżuterię.
Tomkowi ten rozgardiasz niemiłosiernie przeszkadzał, gdy niemal każdego poranka, w drodze do łazienki, się o niego potykał.
Posprzątaj to w końcu! – krzyczał niewyraźnie, ze szczoteczką znajdującą się w ustach.
Pomimo gniewu widocznego w oczach i napiętych mięśniach pleców, ona zawsze umiała go udobruchać i przesunąć sprzątanie w czasie. Tego ranka też do niego podeszła, objęła od tyłu, kiedy pochylał się nad umywalką i musnęła w prawą łopatkę.
Dziś posprzątam, w końcu mam wolne.
Opłukał szczoteczkę i wrzucił ją do drewnianego kubeczka postawionego na półce. Chwycił za nadgarstki dziewczyny, by wyplątać się z jej objęć i móc się odwrócić. Zmierzył ją wzrokiem, który mówił jak bardzo nie wierzy w jej słowa.
Albo jutro to zrobię. Jutro też mam wolne – dodała z wesołym, łobuzerskim uśmiechem i iskierkami w oczach. – Chodź na śniadanie. Usmażyłam naleśniki. Szybko, bo kawa nam stygnie – poganiała.
Przystał na jej propozycję i już po krótkiej chwili oboje siedzieli w średniej wielkości kuchni, po przeciwnej stronie szklanego stołu. Popijali kawę i zajadali się naleśnikami posmarowanymi Nutellą oraz przyozdobionymi bitą śmietaną.
Ciekawe czy do wieczora uda mi się spalić tę bombę kaloryczną – zagadną. Wstał, by szybko opłukać ręce i udać się na korytarz po pozostawioną tam poprzedniego dnia koszulę.
Pomimo że lato dopiero co dobiegało końca, to poranki bywały chłodne, dlatego nie zdecydował się na wyjście w samym T-shircie.
Wrócisz dopiero wieczorem?
Muszę pracować – odpowiedział, wracając się do kuchni, tylko po to, by położyć dłoń na karku Pauliny, pochylić się do niej i musnąć w czoło. – Do tego czasu możesz zająć się sprzątaniem. – Wskazał na zlew pełen brudnych naczyń, patelkę stojącą na indukcji, otworzony olej, od którego nakrętka się gdzieś zapodziała oraz na stół, przy którym jeszcze niedawno jedli śniadanie.
Paula na wzmiankę o sprzątaniu od razu przewróciła oczami. To była jedna z czynności, których nienawidziła. Nie lubiła tego niemal tak samo jak gotowania, ale postanowiła się przemóc i nie tylko Tomek był tego powodem. Tego dnia miały odwiedzić ją koleżanki, więc chciała wykazać się przyzwoitością na tyle, by nie wpuścić ich do totalnego syfu.
Agata i Klaudyna miały tendencję do spóźniania się, zwłaszcza, gdy gdzieś wybierały się wspólnie. Zawsze wtedy najdłużej się szykowały i dodatkowo, po drodze, zahaczały o jakiś sklep, lodziarnie lub pizzerię. Kiedy więc dziewczyny dotarły do mieszkania Tomasza Bordycha był już późny wieczór, ale pomimo tego Paulina nie miała oporów, by wpuścić je do środka.
Tomasz śpi – uprzedziła, kiedy spostrzegła jaki hałas towarzyszy zdejmowaniu butów i odzieży wierzchniej. – Chodźcie do kuchni, bo zasnął przed telewizorem, poza tym tam jest kontakt przy samym stole.
Wzmianka o kontakcie była kluczowa, gdyż Agata wzięła ze sobą lampę, lakiery, top i bazę potrzebne do wykonania paznokci hybrydowych.
Kawę, herbatę? – zapytała, kiedy dziewczyny rozsiadły się i zaczęły rozglądać.
Alkoholu – zawołała mrukliwie Klaudyna i zajęła się odkręcaniem lakierów, by móc zobaczyć ich kolor. – Zawsze mnie wkurwia, że tego od razu nie widać.
Są numerki – zauważyła Agata.
Sądzisz, że jestem w stanie je spamiętać? Ja nawet daty żadnego powstania i wojny nie pamiętam.
Paula zaśmiała się słysząc znajome przekomarzanie. Tak naprawdę ostatnimi czasy brakowało jej przyjaciółek. Nie miała czasu się z nimi widywać, bo życie dzieliła na pracę, sen, Tomka oraz opiekę nad Bartusiem. Blondynka wyciągnęła wino z górnej szafki i odnalazła trzy, duże kieliszki. Korkociąg wręczyła brunetce, gdyż w ich towarzystwie tylko Agata umiała posługiwać się takimi sprzętami w sposób na tyle profesjonalny, by się nie pobrudzić. Paula i Klaudia zawsze podczas otwierania wina plamiły ubrania. Jak na złość, zwykle wtedy ubrane były na jasno, a na białym lub kremowym czerwona plama była niezwykle wyrazista.
Co tam u was? – zagadnęła, kładąc na stole nieotwarte paluszki oraz orzeszki. – Chcecie może croissanty? Tomek kupił w drodze z pracy.
Pan rogal. – Klaudyna się uśmiechnęła, przygryzając przy tym dolną wargę. – To było u niego totalnie słodkie. Rozumiem, że się przerzucił i teraz zamiast dostarczać ci śniadania, to przywozi kolacje na słodko.
Mniej więcej tak – przytaknęła, siadając na jednym z sześciu krzeseł. – Ale pytałam co u was?
Agata ciągle opłakuje Sabka, a ja zerwałam z Rafałem. – Sięgnęła do parapetu po papierosy Bordycha i bez pytania poczęstowała się jednym z nich.
Zerwałaś, bo?
Nudził mnie. Nie było w nim żadnego polotu. Dlatego robimy paznokcie, czekamy aż się przebierzesz i idziemy w tany.
Oszalałaś? – spytała, instynktownie spoglądając na drzwi prowadzące do przedpokoju, dokładnie naprzeciwko nich znajdowały się drzwi dwuskrzydłowe i rozsuwane. Te pozostawały lekko rozsunięte.
No co? Obudzisz go, pójdzie z nami.
Nie pójdzie z nami, bo jedzie z samego rana po jakieś materiały. Kawał drogi. Pod samą ruską granicę chyba.
No to zostawisz mu kartkę. – Klaudyna wzruszyła ramionami, jakby to było oczywiste i napiła się wina. – Dobre, słodkie – skomentowała.
Marketowe.
Nieważne. Najważniejsze, żeby weszło i nie wyszło.
Na słowa Klaudyny wszystkie trzy się zaśmiały. Paulina położyła dłoń na środku stołu i zadecydowała:
Ja pierwsza. Chcę czerwone, będą pasowały na czarnej kiecki.
Co prawda blondynka jeszcze nie miała pewności czy przystać na propozycję dziewczyn i wybrać się z nimi do klubu, ale w ostateczności udało im się ją namówić na wieczór w kameralnym, piwnicznym pubie i rozegraniu kilku rundek w bilard. Oczywiście przed wejściem do tego klubu panie odwiedziły pobliski market i zakupiły po dwie małe buteleczki wódki cytrynowej. Każda z nich pierwszą wypiła zaraz po wyjściu ze sklepu, a drugą przed wejściem do pubu. Było to swojego rodzaju przygotowanie, otwarcie się na imprezową noc.
Nie musiały długo czekać, by przy nich pojawiło się dwóch szatynów. Panowie byli w towarzystwie kobiety – siostry jednego z nich. Zaproponowali wspólną grę.
Wbijacie całe czy połówki?
Kolorowe! – zawołała Klaudyna i nie miała oporów, by zawiesić się na szyi jednego z chłopców. Musnęła go w policzek. – Będę z tobą w drużynie.
To gramy dwójkami – zadecydowała Paulina i pociągnęła Agatę z sobą do loży. – Zostawiamy wam stół, my się napijemy.
Blondynka chciała powiedzieć czarnuli, że Klaudii należy pilnować, by czasami nie zrobiła czegoś głupiego. Obie z dziewczyn miały pewność, że ich przyjaciółka wcześniej lub później, ale w końcu wróci do Rafała, gdy ten ponownie zacznie spełniać jej oczekiwania, czyli zatrudni się w firmie należącej do jej ojca i zdecyduje na zakup mieszkania we Wrocławiu, gdzie Klaudyna dziennie studiowała.
Czasami jej zazdroszczę. Ma tak poukładane życie, bez żadnych zmartwień – wyznała Aga.
Ta, wiem, też tak czasami mam, gdy na nią patrzę. Jednak tak naprawdę przez to ona szuka problemów, ciągle z nim zrywa, wraca, awanturuje się, a nawet zdradza. Brakuje jej wrażeń. Jej życie wbrew pozorom jest cholernie nudne.
Oddałabym wiele, by i moje takie nudne było. – Podniosła szklankę piwa do góry.
Paula poszła w jej ślady i po stuknięciu się szkła o szkło wypiły jednym duszkiem, ścigając się przy tym tak samo jak za gówniarskich czasów, kiedy obie chodziły jeszcze do liceum.
Klaudia pojawiła się przy nich i zaproponowała, by przenieść zabawę za miasto, w plener, tak jak za dawnych lat. Powiedziała, że Paweł i Edyta mają działkę przy lasku.
Dopiero dziś ich poznaliśmy – przypomniała Paula, spoglądając znacząco w kierunku stołu, gdzie dwóch szatynów, w towarzystwie rudej, pulchnej kobiety, rozgrywało kolejną partyjkę.
Przecież to nie są seryjni mordercy. – Zaśmiała się. – Łukasz nie pił, może prowadzić. Nie będzie pił, więc odwiezie cię do domu jak zechcesz. Chodź, chociaż na trochę.
Zastanowię się. – Wyjęła z torebki Marlboro Gold w wersji slim i odpaliła jednego. Spojrzała na zegarek i po oszacowaniu godziny uznała, że ma jeszcze czas i pobyt za miastem dobrze jej zrobi.
Panowie uznali, że trzeba odwiedzić jeszcze jakiś nocny w celu zakupienia alkoholu i kiełbasek.
Chcecie robić ognisko? – zdziwiła się Agata.
No. – Łukasz uśmiechnął się do niej zawadiacko i otworzył drzwi czarnego Mercedesa.
Ja siadam Pawełkowi na kolanach! – krzyknęła ucieszona Klaudia. – I nie wysiadam, nawet jak będziecie robić zakupy. W tych butach nogi mi pękają.
To je zdejmij – zaproponował nowy obiekt jej zainteresowania.
Zakupy przeprowadzone zostały ekspresowo i już po krótkiej chwili cała szóstka znalazła się na skromnej, nieco zasyfionej działce. Siostra Pawła miała przy sobie dwa gramy marihuany, które jeszcze bardziej rozkręciły tę prowizoryczną imprezę. Nawet Paulina doszła do wniosku, że dobrze zrobiła, iż dała się dziewczynom wyciągnąć na balety, gdyż tego właśnie było jej trzeba – chwili oddechu, beztroski i zabawy. Zmieniła jednak zdanie, gdy Łukasz zaczął robić do niej maślane oczy, a po kilku wyraźnych odmowach i okazaniu totalnego braku zainteresowania, mężczyzna okazał się być bardzo nachalny.
Paula odczuwała zmęczenie, ból oraz zawroty głowy. Wiedziała, że w jej przypadku łączenie alkoholu z narkotykami było głupotą, gdyż zawsze potem brało ją na mdłości, na dodatek plątały jej się nie tylko nogi, ale także mowa. Pomimo tego jednak zdecydowała się zadzwonić do Tomka i poprosić, by odebrał ją i jej koleżanki z działki za miastem. Oczywiście nie zadecydowała o tym sama, bo Agata także ją skutecznie do tego namawiała.
Trzeba stąd jechać, zanim Klaudia się zeszmaci – mówiła, przyglądając się koleżance, która siedziała Pawłowi na kolanach i wymieniała z nim ślinę w taki sposób, jakby byli sami w jakimś zamkniętym pomieszczeniu, a nie w towarzystwie tylu osób, na dodatek na powietrzu.
Łukasz nas nie odwiezie. Obraził się, bo nie chciałam mu dać numeru telefonu ani iść z nim na stronę – oznajmiła, wyciągając komórkę z torebki. Dostrzegła ilość nieodebranych połączeń i nieodczytanych SMS-ów, ale nie miała do tego głowy, by je wszystkie przeglądać. Wybrała numer do swojego narzeczonego i zamilkła, gdy ten odebrał po dwóch sygnałach.
Gdzie ty, do cholery, jesteś!? – wrzasnął.
Pomimo gniewu i braku czasu, zdecydował się wysłać jednego z pracowników samego po zakup materiałów potrzebnych do pracy. Obudził go, by mu o tym powiedzieć, a sam w pośpiechu się ubrał, wybiegł z mieszkania i wsiadł do granatowego Golfa. Ruszył w kierunku, który Paulina mu wskazała. Liczył na to, że ją odnajdzie, pomimo tego, że nie podała dokładnego adresu, którego zresztą sama nie znała.
Przemierzając niemal zupełnie puste drogi, odpalał papierosa za papierosem. Za każdym razem zaciągał się mocno dymem tytoniowym. Pierwszy raz od lat zakrztusił się przy tej czynności i mocno zakaszlał. Wtedy sam stwierdził, że wypalił o wiele za dużo, więc zdecydował się nie sięgać już tej nocy po ani jednego papierosa.
W końcu dotarł na miejsce, pod ledwie trzymające się kupy ogrodzenie. Paula i Agata wyszły mu naprzeciw i kiedy ta druga od razu zdecydowała się na to, by wsiąść do samochodu, Paulina uznała, że trzeba się wrócić jeszcze po Klaudynę.
Choś, pomoesz mnie – rozkazała narzeczonemu tak niewyraźnie, że ledwie ją zrozumiał.
Zmierzył ją od góry do dołu, zacisnął mocno szczęki i bez słowa ruszył za nią.
Klaudia stawiała opór. Nie chciała tak szybko wracać. Zresztą sam Paweł nie chciał się z nią rozstawać. Paulina używała racjonalnych argumentów, które brzmiały jak jeden wielki bełkot, bo język ciągle odmawiał jej posłuszeństwa, a kiedy ruszyła do przodu i sięgnęła do koleżanki, chcąc chwycić ją za rękę, to wylądowała na kolanach.
Wstań – syknął Bordych z szeroko otwartymi oczami. – A ty jedziesz z nami czy nowi koledzy cię odwiozą? – zapytał Klaudię, a potem nachylił się po swoją kobietę, która miała trudności, by samodzielnie podnieść się z ziemi. Jednym, zdecydowanym, brutalnym szarpnięciem postawił ją do pionu.
Oni odwiozą – odpowiedziała i rozsiadła się wygodniej na kolanach Pawła. Objęła ustami szyjkę butelki.
Super – stwierdził i już chciał iść w stronę swojego samochodu, gdy Paulina go zatrzymała, krzycząc, że nie mogą jej tak zostawić.
Siłą też jej nie mogę zabierać! – krzyknął.
Chosiaż spróbuj! Ona ich prafie nie zna! Inaszej nie jadę! – zagroziła i szarpnęła go do tyłu za rękaw koszuli.
Zirytowany wciągnął powietrze przez zęby, zawrócił i wskazał na samochód.
Ty idź już do auta – polecił, a potem chwycił Klaudię za nadgarstek i szarpnął, by ta uniosła pupę z kolan nowego znajomego.
Oszalałeś! – zbulwersowała się, ale ten wcale jej nie słuchał. Nie miała więc innego wyjścia jak tylko przebierać nogami i podążać za nim, bo w przeciwnym razie jej kolana mogłyby zostać zdarte przez spotkanie z kamienistą, krzywą kostką.
Oczywiście Łukasz i Paweł ruszyli za nową koleżanką i zagrodzili Bordychowi drogę.
Mówi, że nie chce jechać – zauważył ten trzeźwy.
Mało mnie to obchodzi. – Chciał ich wyminąć, ale nie ustępowali.
Z tego zajścia szybko wywiązała się przepychanka, następnie szarpanina, aż w końcu mordobicie, choć ciężko było nazwać je walką. Paweł był zbyt pijany, by w ogóle podjąć wyzwanie mierzenia się z Tomkiem i już po popchnięciu wylądował tyłkiem w kałuży. Natomiast Łukasz jak szybko zaczął, tak szybko skończył, gdyż brunet wyprowadził odpowiedni cios, za pomocą którego złamał mu nos i doprowadził do zalania krwią jasnej koszulki mężczyzny. Sam także oberwał, ale nie na tyle mocno, by doznać znacznego uszczerbku na zdrowiu. Czuł jedynie jak twarz w kilku miejscach puchnie, jak siniaki nabierają na rozmiarze i kolorze.
Przerażona Klaudia wylądowała na tylnym siedzeniu Golfa, gdzie Agata starała się ją uspokoić. Paulina także była w szoku, gdyż cały czas stała przed samochodem i wpatrywała się w dwóch szatynów, których Edyta zbierała z ziemi.
Może powinnimy zabrać go do szpitala? – pytała samą sobie.
Wsiadaj do samochodu! – wrzasnął na nią Tomek, sadowiąc się na przednim siedzeniu i wprowadzając kluczyk do stacyjki.
Ale go mosno pobiłeś – trwała dalej przy swoim.
Za moment to ciebie zdzielę, jeśli zaraz twój tyłek nie wyląduje w fotelu! – Wychylił się do otwartych drzwi po stronie pasażera i szarpnął blondynkę za nadgarstek.
Dziewczyna ledwie usiadła prosto, a już poczuła jak robi jej się niedobrze, więc była zmuszona wychylić się i zwymiotować.
Tomek odchylił głowę do tyłu, zaklął pod nosem czyniąc to szeptem, a potem zdecydował się zapalić. Przy okazji też chusteczki higieniczne położył na wierzchu, by potem móc je Paulinie podać.
Dłuższy czas jechali w milczeniu, które nastało zaraz po tym jak Klaudia określiła Bordycha mianem nienormalnego, a on ją skrzyczał, grożąc, że jeszcze słowo, a się zatrzyma i wysadzi ją w szczerym polu, pozwalając się jej samotnie doczołgać na kolanach do domu.
Zresztą, takie jak ty, to pewnie z kolan nawet nie powinny wstawać – skrytykował odrażającym tonem.
Tomek! – zganiła go Paulina, ale nim powiedziała coś więcej, to on już zdążył się unieść:
A ty się zamknij!
Nie mów do mne...
To ty nie mów! Najlepiej wcale się nie odzywaj, bo i tak cię nie rozumiem. Cholernie bełkoczesz! Jesteś za bardzo najebana, rozumiesz? – zapytał, ale w rzeczywistości wcale nie czekał na odpowiedź.
Blondynka zacisnęła zęby i z obrażoną miną spojrzała w boczną szybę. Cała czwórka milczała.
Może tak chociaż włączysz jakąś muzykę – zaproponowała Agata cichutko, zupełnie tak, jakby się bała do niego odezwać.
Sięgnął do radia i włączył play, sprawiając tym samy, że piosenki z płyty zaczęły być wygrywane w losowej kolejności.
Proszę – szepnął, ale brunetka i tak go usłyszała.
Dzięki – odpowiedziała.


Zdecydowałem się nieco przyspieszyć publikację opowiadania „Paulina” z tego powodu, że już mam je całe poprawione i przepisane.
Chciałbym też jeszcze przed rozpoczęciem publikacji „Miejskich opowieści”, zacząć i skończyć „Zbrodnię w miasteczku”. Za „Miejskie” po prostu się wezmę w wakacje, gdy będę miał nieco więcej czasu, by je poukładać, dobrze rozplanować.
Myślę, że przyspieszona publikacja nikomu nie utrudni życia, bo i tak czyta ten kto naprawdę ma na to ochotę, a ja od nikogo nie wymagam bycia na bieżąco.
Obiecuję też kiedyś poprawić wszystkie Golfy na golfy i inne takie. Po prostu wcześniej nie przyszło mi do głowy, że wyrób danej firmy zapisujemy małą literą. Z tego co się dowiedziałem, to tylko polski zwyczaj i nawet wielu językowców się z nim nie godzi, po prostu im „nie brzmi”. Mi też „nie brzmi”, ale skoro tak powinno być, to tak będzie.

Pozdrawiam ;-)

16 komentarzy:

  1. Dwa tygodnie już u niego mieszka i jeszcze się nie rozpakowała? Dziwne. Dla mnie to trochę wygląda tak, jakby Paula wprowadziła się na chwilę i uznała, że nie warto się rozpakowywać, bo przecież zaraz trzeba będzie się pakować, ale może zwyczajnie się czepiam.
    Śmiać mi się chciało jak bidulka postanowiła się przełamać i wreszcie posprzątać. Ja też nie lubię sprzątać, ale bez przesady. I coś mi się zdaje, że gdyby nie wizyta przyjaciółek, to Paula na bank zostawiłaby sprzątanie na następny dzień, bo przecież następnego dnia też ma wolne, no tak w myśl zasady, co masz zrobić dziś, zrób jutro.
    Uważam, że Paula powinna była chociaż na chwilę obudzić Tomka i powiedzieć mu, że wychodzi z dziewczynami, a nie znikać bez słowa, zwłaszcza, że to nie było wyjście do sąsiadki na kawę, czy do sklepu po chleb, czy nawet do matki. Moim zdaniem winna mu była chociaż krótki komunikat pod tytułem, wychodzę z Agatą i Klaudią do klubu, myślę, że wrócę mniej więcej o tej, czy o tej godzinie.
    Ja rozumiem, że chciała iść z koleżankami napić się, pogadać i potańczyć, ma do tego prawo, tak jak każdy, ale żeby zaraz jechać na działkę do obcych ludzi? Uff, pewnie znowu się czepiam, chyba już stara jestem, a kiedyś też różne głupoty robiłam.
    No cóż, dziewczyny zaszalały, nie ma co, Paula się odprężyła, przecież jej tego było trzeba, tylko chyba trochę przegięły.
    Zastanawiam się jakby to wszystko się skończyło, gdyby Paulina nie zadzwoniła po narzeczonego, no i co by z nimi było gdyby Tomek tak szybko nie przyjechał. Ciekawe czy Łukasz, który tak kleił się do Pauli, odpuściłby czy przypadkiem nie zrobiłby się jeszcze bardziej nachalny i napastliwy.
    Nie dziwię się, że Tomek się wściekł, uważam że miał prawo być zły na swoją dziewczynę, bo jak on miał się poczuć, budzi się, a jej nie ma w domu, mija jedna godzina, druga, kolejna, a ona nie odbiera komórki i nie odpowiada na sms-y, a tu nagle dzwoni i zalana w trupa prosi, żeby przyjechał szybko i ją uratował, na dodatek nie bardzo jeszcze wiadomo gdzie on ma jechać. Przyznam szczerze, że nawet nie chce sobie wyobrażać jak długo musiałabym wysłuchiwać wrzasków mojego męża, gdybym zrobiła coś takiego.
    Nie dość, że musiał jechać w środku nocy, ratować Paulę i jej przyjaciółki, to jeszcze za free dostał po gębie, no bo co on tak na prawdę miał zrobić, zostawić tą Klaudynę i odjechać? Chociaż może by jej to dobrze zrobiło, bo jak widzę to dziewczyna szuka przygód, bo bidulka cierpi na nudę w związku.
    Przyznaję, że tekst Bordycha do Klaudyny, o tym , że takie jak ona to nie powinny wstawać z kolan był chamski, ale z drugiej strony to myślę, że w tej sytuacji to nie ma mu się co dziwić, że facet przestał przebierać w słowach. Każdy na jego miejscu byłby zdenerwowany, wkurwiony i myślę, że można mu darować i wybaczyć te słowa, jak i to jak się odzywał do Pauli. Ja wiem, że to nie jest miło usłyszeć od własnego faceta wykrzyczane zamknij się i to jeszcze w obecności osób trzecich, ale który facet by się powstrzymał w takim momencie, chyba mało jest takich, którzy zachowaliby spokój.
    Teraz to trochę się martwię o Paulę, bo coś mi się zdaje, że jak zostaną już sami w swoich czterech ścianach, to będzie mega awantura, nie sądzę, żeby Tomek tak to zostawił, czeka ją niezła przeprawa.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Co do rozsądku Pauliny i jej koleżanek, to wypowiedziałem się w odpowiedzi na komentarz do kolejnego rozdziału.
      Sam nerwom Tomka się nie dziwię, spowodowane głównie były tym, że on się o Paulinę naprawdę boi, martwi. Widać to w tym jak się o nią troszczy, jak ją osacza. Tak naprawdę te złe rzeczy nie są spowodowane złymi intencjami.

      Usuń
  2. O rany, co tu się nawyprawiało. Lubię takie akcje. Ok, Tomek wypadł świetnie, naprawdę świetnie jako facet - tak męsko, stanowczo, odważnie i hot - aż prawie znów go polubiłam. Ale ja wiem, że kiedy odwiozą dziewczynki do domów, pokaże swoją twarz.
    Paulina chciała odetchnąć. Nie ma w tym nic złego. Ale kurde, śmieszą mnie sytuacje, kiedy ktoś chcący związać się na stałe związkiem małżeńskim jest tak skrajnie nieodpowiedzialny i głupi. Iść z obcymi zna zadupie za miasto? Nachlać się i naćpać? Wreszcie, nie zostawić głupiej kartki swojemu śpiącemu królewiczowi? Gdyby Tomek był normalny, powiedziałabym, żeby pogadał z ukochaną.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A gdzie było napisane, że Paulina ćpała? Zapaliła jedynie trawkę. Poza tym, może i zachowała się nieodpowiedzialnie, ale nie ma ludzi, którzy zawsze są odpowiedzialni. Alkohol dodaje złudnej odwagi, dlatego niejedna grupka dziewczyn, po poznaniu kogoś w klubie, przenosi imprezę do domu tego kogoś. To taka norma.
      Kartkę mu zostawiła, ale "jestem z dziewczynami" to nie dało mu odpowiedzi na pytanie "gdzie", więc przez to wydzwaniał, a jak długi czas nie wracała, to zaczął się martwić.
      Cieszę się, że kreacja Bordycha przypadła Ci do gustu.

      Usuń
  3. Nie śmieszkowałeś mówiąc, że przyspieszysz z tym opowiadaniem xD Myślałam że wejdę i ze dwa rozdziały będą, a tu prawie dziesięć. No i dobrze, dla mnie przynajmniej :)
    Jeszcze zanim wyszły, to wiedziałam, że będzie awantura z Tomkiem. Trochę się mu nie dziwię, ale i trochę przesadził, już nawet pomijając Paulinę, to do tych jej koleżanek, a raczej koleżanki, bo głównie mi tu o Klaudynę chodzi. Myślę, że jutro Paula prócz kaca będzie miała jeszcze niezłą awanturę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No było z dziesięć rozdziałów, a teraz znowu się opóźniło. Jutro jednak pojawi się rozdział :)

      Usuń
  4. Szkoda, że Paulina upiła się tak, że nie potrafiła dobrze mówić, choć rozumiem, że każdemu może się to zdarzyć. Czuję coś jednak, że Tomek nie będzie dla niej aż tak wyrozumiały co ja - był wściekły kiedy zobaczył ją w takim stanie, co mnie nie dziwi, bo ci faceci mogli okazać się niebezpieczni.
    Do poprawki:
    bombę kaloryczną – zagadną.
    zagadnął
    Chcę czerwone, będą pasowały na czarnej kiecki.
    pasowały do
    sprawiając tym samy, że
    samym

    amandiolabadeo.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, dokładnie, każdemu może się zdarzyć. Na dodatek ja chciałem, by ten pierwszy policzek był za coś, by Tomek miał powód. Chodziło o takie "nie powinien, ale miał swoje racje".
      Poprawię, poprawę, postaram się nawet od razu ;-)

      Usuń
  5. Pierwsze wersy tego rozdziału przypomniały mi ten beztroski czas, kiedy wprowadzaliśmy się z mężem do naszego mieszkanka. Też nie rozpakowywaliśmy wszystkiego od razu, tylko jakiś czas żyliśmy „na walizkach” i było… fajnie :D Mniejsza o to.
    No, rozdział zapowiadał się naprawdę spokojnie, ale większa połowa była dość brutalna. Już na początku, kiedy koleżanki namówiły Paulinę na wyjście do klubu, przeczuwałam kłopoty. No… nie tak zachowuje się przykładna narzeczona zaborczego Tomaszka. Nie powinna była wychodzić bez niego albo chociaż mogła powiadomić go zanim wyszła. Może poszedłby z nimi. Nie żebym uważała, że jak się jest w związku, to trzeba (za przeproszeniem) w każdą dupę ze sobą chodzić, ale… na imprezę czy do klubu, to wypadałoby chociaż powiadomić tą drugą połówkę, prawda? Oj, chyba Paulinę czeka porządne lanie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bo to człowiekowi się nie chce wszystkiego od razu rozpakowywać. U nas to było na przykładzie ubrań - założyć, wyprać, dopiero schować, wcześniej z walizek nikt ich nie wyciągał i nie chował do szafy.
      Większa połowa? Połowy są zawsze równe (musiałem, mnie też zawsze to wypominają).

      Usuń
  6. Aż mi się przypomniała koleżanka, która mieszkała do niedawna z kolegą. O ile mi się wydawało, że to co on robi to jest bałagan, to ona to już zrobiła tak, że ledwo nogę można było postawić. Kiedyś chciała, abym dała jej się umalować, bo szkoli się na kosmetyczkę/wizażystkę... coś takiego. Jako, że nie lubię makijażu, to stwierdziłam, że aż posprząta koledze. No cóż nie doczekałam się. A Paulina aż w końcu się wywali o swoje tobołki, to zrozumie, że czas najwyższy. Och, zmywanie to jest najgorszy obowiązek dla mnie.
    Tutaj się akurat Tomkowi nie dziwię, że jest na Paulinę zły. Zabawy z koleżankami swoją drogą, ale nachlanie się i pojechanie w nieznane to już dla partnera nie wygląda ciekawie. Zwłaszcza, że ten stan nietrzeźwości jednak był spory. I tutaj niby zachował się całkiem w porządku i pewnie z rana będzie zły na Paulę, tylko obawiam się jak bardzo...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niektórzy właśnie w takim bałaganie się dobrze czują i najlepiej się w nim odnajdują. Dla nich problemem jest, gdy jest posprzątane. Nie wiem czy to kwestia charakteru, sposobu bycia czy zodiaku, ale od czegoś to jest pewnie uzależnione.

      Usuń
  7. Ok, w tym rozdziale Paulina nieco przeholowała, idąc z dziewczynami w "tany". Co innego, gdyby impreza była okolicznościowa - urodziny, wieczór panieński... A tu po prostu koleżanki namówiły ją na wyjście, a potem jeszcze to wyjście za miasto. Kurczę, powinna Paulina być nieco rozsądniejsza, ledwo co poznali tych facetów, a tu, Klaudyna jakby przejęła inicjatywę i namawia dziewczyny, a wychodzi na to, że z tej paczki - przynajmniej ja odniosłam takie wrażenie - ona jest najbardziej szurnięta.
    Och, nie dobrze, nie dobrze...
    Czułam, że Tomasz będzie zły. Raczej, bardzo wkurwiony! Aż boje się pomyśleć, co się stanie, gdy Paulina będzie już w domu sama z Tomaszem. Mam złe przeczucia :(

    "[...] sobą lampę, lakiery, top i bazę potrzebne do wykonania paznokci hybrydowych." - heh, tutaj chyba miałeś pomoc, aby napisać o paznokciach ;p

    "– Czasami jej zazdroszczę. Ma tak poukładane życie, bez żadnych zmartwień – wyznała Aga." - Na końcu powinno być Agata. Aga to już inne imię ;p

    Pozdrawiam serdecznie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przy tylu kobietach w domu wiem jak się robi paznokcie, czasami nawet sam jakiś wzorek któreś namaluję.
      Aga to nie tylko zdrobnienie imienia Agnieszka. Agatę także się tak zdrabnia.

      Usuń
    2. Heh, więc teraz się nie dziwię ;p
      Choć, mój tata mieszkał z trzema kobietami i do tej pory nic nie ogarnia z kobiecych spraw ;P Więc tego... xD

      A to nawet nie wiedziałam, że Agatę można zdrobnić do Aga. Hymm, ale w opowiadaniu raczej powinno się pisać z pełnym imieniem. Co innego, gdyby ktoś się do niej tak zwrócił. Przynajmniej takie jest moje zdanie, ale jak tam uważasz.

      Usuń
    3. A dlaczego w opowiadaniu powinno się pisać pełnym imieniem? Gdyby tak było, to w każdym byłoby od cholery powtórzeń, poza tym narrator dostosowuje się do tego jak kogoś nazywają inni bohaterowie, w ten sposób może nawet używać ksywek postaci. Gdybym miał pisać pełnym imieniem to też byłoby zawsze Paulina a nie Paula, bo przecież takie imię jak Paula też istnieje.

      Usuń